Na zwycięstwo Tsiprasa błyskawiczne zmontowanie koalicji i zaprzysiężenie go na premiera najszybciej zareagowały rynki. Rentowność greckich obligacji trzyletnich wzrosła o prawie 120 pkt bazowych do 11,25 proc., z kolei dziesięcioletnich – o prawie 40 pkt bazowych, do 8,8 proc. Także instytucje finansowe dały wyraz niezadowoleniu z powodu objęcia rządów przez skrajną lewicę. Agencja ratingowa Standard & Poor’s już w godzinę po zaprzysiężeniu Tsiprasa wydała oświadczenie, w którym wyraziła możliwość zmiany ratingu kraju bez czekania na termin najbliższego przeglądu sytuacji, zaplanowanego na połowę marca.

– Możemy podjąć decyzję wcześniej, jeśli uznamy, że stało się coś wyjątkowego. Coś, co ma duży wpływ na wiarygodność kredytową państwa – oświadczył w komunikacie Frank Gill, szef działu zajmującego się oceną państwowych papierów dłużnych. Z kolei dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde na łamach francuskiego dziennika „Le Monde” zapowiedziała, że Grecja nie może liczyć na wyjątkowe traktowanie w kwestii długu zagranicznego. – Strefa euro rządzi się pewnymi prawami, nie można więc ustawiać jednego kraju ponad nimi – stwierdziła.

W podobnym tonie wypowiedział się Jeroen Dijsselbloem, przewodniczący Eurogrupy, zrzeszającej ministrów finansów państw, które przyjęły wspólną walutę. – Członkostwo w strefie euro oznacza działanie według zasad, na które wyraziło się zgodę, przystępując do unii walutowej – zaznaczył.

W bardziej koncyliacyjnym tonie wypowiadał się z kolei unijny komisarz ds. finansów Pierre Moscovici. – Wszystko, czego chcemy, to Grecja stojąca o własnych siłach, tworząca miejsca pracy, doświadczająca wzrostu gospodarczego, zmniejszająca nierówności i spłacająca długi – mówił.

O ile Aleksis Tsipras zgodziłby się z pierwszą częścią życzeń komisarza Moscoviciego, o tyle miałby problem z ostatnią. Nowy premier Grecji szedł bowiem po władzę z obietnicą zwrócenia rodakom godności i skończenia z upokarzającym – jego zdaniem – nadzorem międzynarodowym. Kluczowy w realizacji tej obietnicy miałby być kolejny „haircut”, a więc darowanie części długów. Dalszy ciąg wydarzeń zależy od tego, czy Tsipras będzie chciał dotrzymać obietnicy złożonej wyborcom.

Nowy lokator Megaros Maksimu, rezydencji szefów greckiego rządu, napotka ogromny opór, jeśli faktycznie będzie naciskał na wariant z haircutem. Europejscy liderzy nie zamierzają pozwolić na kolejną redukcję greckiego zadłużenia, bo nie chcą się narazić na podobne żądania ze strony innych krajów, które wymagały pomocy w trakcie kryzysu i które także są z tego powodu zadłużone.

Co więcej, rządzący w tych krajach nie chcieliby iść Tsiprasowi na rękę, bowiem mogłoby to dla nich oznaczać sąd przed własnymi wyborcami, wściekłymi, że musieli znosić ciężkie reformy, zamiast walczyć o darowanie długów. Po trzecie zaś, umiarkowani liderzy w Europie czują na plecach oddech nowych partii radykalnych. Mogą im one odebrać wyborców, jeśli tradycyjni politycy zgodzą się na zbyt daleko idące ustępstwa względem Grecji. Przykładem jest nawet Angela Merkel i jej Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna, która obawia się rosnącego wpływu eurosceptyków z Alternatywy dla Niemiec.

Stosunek Syrizy do NATO jest kolejnym objawem porzucania przez nią ideologicznego radykalizmu na rzecz pragmatyzmu. Jeszcze półtora roku temu w programie partii było wyjście z Sojuszu, zamknięcie amerykańskiej bazy wojskowej na Krecie, wycofanie greckich żołnierzy ze wszystkich misji zagranicznych i zbliżenie kraju z Rosją i Chinami, by w ten sposób uderzyć w „neoliberalną” Unię Europejską i „imperialistyczne” Stany Zjednoczone. W trakcie kampanii przed niedzielnymi wyborami, gdy perspektywa objęcia władzy stała się realna, podobne hasła zostały odsunięte na drugi plan.

„Zerwanie z NATO nie leży w interesie naszego kraju” – napisał Tsipras w połowie stycznia i dodał, że Grecja będzie respektowała wszystkie zobowiązania w ramach Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego. – Wprawdzie istnienie NATO nie ma uzasadnienia, podejmowanie tematu ewentualnego wyjścia z niego nie jest teraz częścią naszych priorytetów – wyjaśnił Kostas Isichos, rzecznik partii do spraw zagranicznych.

Ta zmiana stanowiska jest łatwa do wyjaśnienia i racjonalna. Syriza nie zapałała bynajmniej miłością do NATO, ale jej naczelnym celem jest redukcja części greckiego długu i zakończenie narzucanej przez Brukselę polityki oszczędnościowej. Tymczasem ani otwieranie kolejnych frontów walki z europejskimi partnerami, ani demonstrowanie, że Grecja nie odczuwa żadnej wspólnoty z resztą Zachodu, nie pomogą w negocjacjach bailoutowych.

Nieco inaczej wygląda sprawa ze stosunkiem do Rosji. Jeszcze we wrześniu zeszłego roku Isichos wychwalał ofensywę prorosyjskich separatystów na wschodniej Ukrainie i oskarżał władze w Kijowie o tolerowanie neonazizmu. Tego typu wypowiedzi mają jednak drugie dno. Pomijając tradycyjnie bliskie stosunki Aten z Rosją, wynikające z przyczyn historycznych i religijnych, oraz niechęć Syrizy do Stanów Zjednoczonych, Grecja jest jednym z tych państw, które na sankcjach wobec Moskwy tracą najbardziej.

Rosja jest największym partnerem handlowym Grecji (wartość obrotów handlowych to 7 mld euro), a sankcje i spadek kursu rubla odbiły się na przyjazdach Rosjan do Grecji, dla której turystyka jest najważniejszym źródłem dochodów. Należy zatem przypuszczać, że rząd Syrizy będzie się sprzeciwiał przedłużaniu sankcji nałożonych na Rosję, szczególnie że kilka innych unijnych państw też się wyłamuje z jednolitego frontu. Tsipras nie naraża się zatem na sytuację, w której Grecja stanie sama przeciwko wszystkim, co byłoby niekorzystne z punktu widzenia rozmów o warunkach bailoutu.

Sprzeciw wobec bailoutu połączył skrajną lewicę z prawicą

Wczoraj po południu, zaledwie kilkanaście godzin po zamknięciu lokali wyborczych, Aleksis Tsipras został zaprzysiężony na nowego premiera Grecji. Według ostatecznych wyników kierowana przez niego radykalnie lewicowa Syriza dostała 36,3 proc. głosów, co dzięki dodatkowym 50 mandatom, które w greckiej ordynacji dostaje zwycięska partia, dało jej 149 miejsc w 300-osobowym parlamencie – o dwa za mało, by mogła rządzić samodzielnie.

Do parlamentu weszły jeszcze konserwatywna, rządząca do tej pory Nowa Demokracja (27,8 proc. i 76 miejsc), neofaszystowski Złoty Świt (6,2 proc. i 17 miejsc), niedawno powstała centrolewicowa Rzeka (po grecku „To Potami”, 6,1 proc. i 17 miejsc), Komunistyczna Partia Grecji (5,5 proc. i 15 miejsc), konserwatywni Niezależni Grecy (4,8 proc. i 13 miejsc) oraz socjalistyczny, dominujący przez wiele lat na greckiej scenie politycznej Pasok (4,7 proc. i 13 miejsc).

Tsipras zapewnił sobie większość w parlamencie, tworząc koalicję z Niezależnymi Grekami, co na pierwszy rzut oka wygląda na sojusz bardzo egzotyczny. Ideologicznie znacznie bliższe Syrizy są bowiem Komunistyczna Partia Grecji (ta jednak odrzucała pomysł koalicji) oraz To Potami (przed wyborami była otwarta na koalicję, ale nie sprzeciwiała się tak jednoznacznie umowie w sprawie bailoutu). Niezależni Grecy – ugrupowanie utworzone w 2012 r. przez secesjonistów z Nowej Demokracji – ma podobne stanowisko w sprawie bailoutu i polityki oszczędnościowej, co Syriza, a włączając je do rządu, Tsipras zapewnia sobie poparcie tych Greków, którzy są przeciwni warunkom bailoutu, ale których odrzucają skrajnie lewicowe hasła społeczne.

Niezależni Demokraci krytykują także nadmierną imigrację, multikulturalizm i chcą większej roli w państwie dla greckiej Cerkwi prawosławnej. Wybór Niezależnych Demokratów, a nie To Potomi, jest też zapowiedzią bardziej nieprzejednanego stanowiska w negocjacjach z Brukselą. Niezależnie od koalicji Cipras zapowiedział też, że będzie rozmawiał o wspieraniu rządu zarówno z komunistami, jak i z To Potami. To z pewnością się przyda, bo jeśli rząd Tsiprasa będzie szedł na jakieś ustępstwa, niektóre frakcje Syrizy mogą sporadycznie głosować przeciw niemu.

Skład nowego rządu ma zostać ogłoszony dopiero dziś, ale informacje o niektórych nominacjach już się pojawiają. Kluczowe stanowisko ministra finansów ma objąć Janis Warufakis, profesor ekonomii na uniwersytecie w Atenach i autor wpływowego bloga, w którym przedstawia argumenty przeciw polityce zaciskania pasa.