Unia Europejska ponownie skrytykowała zwiększanie liczebności rosyjskich wojsk na Krymie. Oświadczenie w tej sprawie opublikowano podczas posiedzenia unijnych ministrów spraw zagranicznych w Brukseli. Jednak co do przyszłości sankcji wobec Rosji za konflikt na Ukrainie, zgody we Wspólnocie nie ma. Nie będzie więc na razie decyzji w tej sprawie.

Szefowa unijnej dyplomacji napisała w oświadczeniu, że aneksja Krymu była nielegalna i nie zostanie uznana. Federica Mogherini skrytykowała też zwiększenie obecności rosyjskich wojsk na półwyspie oraz ograniczanie wolności słowa i prześladowanie osób należących do mniejszości. Oświadczenie dotyczy tylko Krymu i nie odnosi się do sytuacji na wschodzie Ukrainy. Nie ma też mowy o tym, co dalej z sankcjami gospodarczymi wobec Rosji, które wygasają pod koniec lipca. Brytyjski minister spraw zagranicznych uważa, że powinny one być przedłużone do grudnia.

Ważny jest sygnał skierowany do Rosjan, że przestrzeganie zawieszenia broni jest konieczne, by możliwe było zniesienie sankcji - powiedział Philip Hammond.
Podobnego zdania jest też polski minister spraw zagranicznych. Grzegorz Schetyna tłumaczył również, dlaczego mowa jest o przedłużeniu, a nie zaostrzeniu sankcji.
Nic spektakularnego nie zdarzyło się na wschodzie Ukrainy. Wydaje się, że konflikt został w jakiś sposób zamrożony. Trzeba reagować w elastyczny sposób na tę sytuację - powiedział szef polskiego MSZ-tu.

Ale nawet w sprawie przedłużenia sankcji zgody w Unii Europejskiej nie ma. Jest bowiem grupa krajów, która uważa, że nie należy zaostrzać relacji z Rosją, tylko poprawiać kontakty. Z powodu różnicy zdań i wbrew przewidywaniom, na rozpoczynającym się w czwartek unijnym szczycie nie będzie więc decyzji o przedłużeniu sankcji gospodarczych wobec Rosji.

ZOBACZ TAKŻE: "Rosja rozumie tylko język siły". Estoński europoseł dla dziennik.pl>>>