Milosz Zeman miał być jednym z niewielu przywódców krajów Unii Europejskiej (poza prezydentem Cypru czy premierem Grecji), którzy pojawią się na defiladzie z okazji rocznicy zakończenia II wojny światowej. 9 maja to zazwyczaj wielkie święto na Placu Czerwonym - defilada rosyjskich wojsk, honory oddawane weteranom - jak określa się ten konflikt w Rosji - Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. 

Obecność Zemana była wykorzystywana przez stronę rosyjską propagandowo, a protesty czeskich polityków przeciwko inicjatywie Zemana na nic się zdawały. Nie zadziałały ani namowy premiera Bohuslava Sobotki, ani szefa MSZ Lubomira Zaoralka. Zadziałał dopiero fortel wymyślony przez ludowców - opisuje "Gazeta Wyborcza". Politycy ogłosili, że jeśli Zeman nie zmieni zdania i zdecyduje się na wyjazd do Moskwy, oni nie wydadzą zgody na tę wizytę i, co więcej, nie dadzą na nią pieniędzy.

W piątek Zeman poddał się i zrezygnował z wyjazdu do Moskwy. Jednak jego rzecznik powiedział za dużo - oficjalnym powodem zmiany decyzji miało być bowiem spotkanie z premierem Słowacji Robertem Ficą. Sęk w tym, że kancelaria Ficy zdementowała te informacje - pisze "Gazeta Wyborcza". 

A jeszcze nieco ponad tydzień temu Zeman ostro zareagował na słowa amerykańskiego ambasadora, który odważył się skrytykować prezydenta Czech za jego gotowość do wyjazdu do Moskwy. Milosz Zeman zapowiedział wówczas, że dyplomata więcej nie wejdzie do jego pałacu. CZYTAJ WIĘCEJ >>>