Za odzyskanie wolności 28-letni Kanhaiya Kumar zapłacił 150 dolarów. Do czasu rozprawy ma się powstrzymać przed działalnością polityczną, a pilnować tego ma wyznaczony przez uniwersytet kurator. Jako przywódca studenckiej organizacji Kumar ma też uczynić wszystko, żeby na stołecznym uniwersytecie Jawaharlala Nehru nie dochodziło do wystąpień, które mogłyby zostać uznane za wymierzone przeciwko indyjskiemu państwu. Za udział w takim właśnie wiecu Kumar został aresztowany i oskarżony o zdradę państwa.

Wiec, na którym feralne przemówienie wygłosił Kumar, student afrykanistyki i przewodniczący uczelnianej organizacji studenckiej, zwołano przed miesiącem na uniwersytecie Nehru w trzecią rocznicę stracenia Kaszmirczyka Mohammeda Afzala Guru, skazanego na śmierć za udział w zamachu terrorystycznym na indyjski parlament w grudniu 2001 r.

Obrońcy Kumara przyznają, że krytykował urzędującego od wiosny 2014 r. premiera Narendrę Modiego, zarzucał mu ksenofobię i lekceważenie obywatelskich swobód zapisanych w konstytucji, ale nie nawoływał do przemocy ani nie wznosił antyindyjskich haseł. Innego zdania byli działacze sprzymierzonej z rządzącą Indyjską Partię Ludową (BJP) studenckiej organizacji Akhil Bharatiya Vidyarthi Parishad (ABVP), którzy uznali, że upominanie się o prawa Kaszmirczyków i krytykowanie pacyfikującej Kaszmir indyjskiej armii jest zdradą i donieśli o wiecu policji i prokuraturze. W Kaszmirze, niemal od powstania niepodległych Indii, trwa rebelia miejscowych muzułmanów, domagających się niepodległości albo przyłączenia do Pakistanu.

ABVP popiera rządzącą partię i jest powiązana ze sprzymierzoną z nią paramilitarną organizacją hinduskich radykałów Rashtriya Swayamsevak Sangh, do której w młodości należał i sam Modi – mówi medioznawca z uniwersytetu Nehru prof. Rakesh Batabyal. – Od dawna nie w smak im panujący na uniwersytecie liberalizm. Wykorzystali wiec, żeby spróbować narzucić studentom swoje i miłe rządowi rozumienie patriotyzmu.

Koledzy Kumara, którzy w czwartek świętowali jego uwolnienie z aresztu, twierdzą, że na wiecu atakował przede wszystkim Modiego, usiłującego jego zdaniem zastąpić obowiązujący świecki liberalizm hinduskim nacjonalizmem. - Nie potrzebujemy, żeby ktokolwiek pouczał nas, co znaczy być patriotą – powiedział Rajinder, 24-letni student z wydziału dziennikarstwa.

Aresztowanie Kumara wywołało burzę w całym kraju. Studenci stołecznych uniwersytetów ruszyli pod parlament w ulicznych pochodach, a studenckie strajki wybuchły w wielu innych miastach. Do studentów przyłączyli się wykładowcy, a także pisarze i intelektualiści, zarzucający Modiemu, że odwołując się do patriotyzmu i religii, usiłuje narzucić Indiom własną wizję świata i historii, a wszystkich, którzy nie podzielają jego poglądów, piętnuje jako wrogów Indii.

Pisarze od dawna oskarżają rząd Modiego, że jego sprzymierzeńcy, hinduscy radykałowie, próbują cenzurować książki i filmy, a urzędnicy ograniczają autonomię uczelni i zmieniają programy nauczania w szkołach, by – jak to wprost zapowiadają ministrowie kultury Mahesh Sharma i edukacji Smriti Irani – oczyścić je ze wszystkiego, co zostało skażone przez Zachód. W tym roku w Radżastanie, w ramach promocji kultury indyjskiej, z podręczników literatury wykreślono nie tylko wielu brytyjskich pisarzy, ale także rodzimych, tyle że wyznania muzułmańskiego.

Intelektualiści uważają też, że zachęcani przez premiera hinduscy radykałowie chcą dokonać rewizji najnowszej historii Indii i pomniejszają w niej rolę politycznej dynastii Nehru-Gandhich, która rządziła Indiami przez większość ich niepodległego bytu. Dziedzice dynastii, Sonia Gandhi i jej syn Rahul, przewodzą Indyjskiemu Kongresowi Narodowemu, któremu Modi odebrał władzę i który wciąż pozostaje jego najgroźniejszym politycznym przeciwnikiem.

Ksenofobię i nietolerancję wobec wszystkiego i wszystkich, którzy nie podzielają zdania władz, zarzucają Modiemu międzynarodowe organizacje praw człowieka z Amnesty International na czele. Listy protestacyjne przeciwko nietolerancji kierują do Delhi zagraniczni pisarze, z Noamem Chomsky’m i Orhanem Pamukiem, a krytyczny wobec Modiego wstępniak opublikowała niedawno gazeta "New York Times". Do studenckich protestów podłączyły się opozycyjne partie z Kongresem Gandhich i komunistami, które oskarżają Modiego, że korzystając ze swojej zdecydowanej wygranej przed dwoma laty (BJP zdobyła prawie 40 proc. głosów), przerabia Indie z państwa świeckiego na religijne, zdominowane przez wyznawców hinduizmu.

A cóż w tym złego, że po kilkusetletniej epoce zniewolenia najpierw przez muzułmańskich najeźdźców, a potem Brytyjczyków Indie wracają do swojej tożsamości, kultury i cywilizacji, należącej do najstarszych na świecie? – mówi dr Anil Kumar, szef delhijskiej Vishwa Hindu Parishad (Światowego Zgromadzenia Hindusów), organizacji-matki wszystkich partii i ruchów politycznych, odwołujących się do hinduizmu.

Władze odpierają zarzuty krytyków, że nie idzie im o tłumienie wolności, ale przestrzeganie prawa. - Każdy, kto występuje przeciwko Indiom, poniesie karę – zapowiada minister spraw wewnętrznych Rajnath Singh, który po studenckich protestach rozkazał, by uniwersytety w całym kraju powywieszały państwowe flagi.

Premier Modi, który tłumaczy ataki na swój rząd zagranicznymi intrygami i spiskami, zachowuje milczenie. Nie przerwał go także, gdy popierający jego rząd prawnicy z sądu, podczas wstępnej rozprawy oskarżanego o zdradę studenta, pobili go mimo policyjnej eskorty. Kiedy dwa lata temu przejmował władzę, Modi uchodził w Indiach za zbawcę. Teraz notowania jego rządu mocno spadły, ale wobec słabości opozycji nie musi się obawiać o władzę.

Wojciech Jagielski z Delhi