Walczy pan z mafią od lat. Czy otrzymywał pan pogróżki?
Roberto Alfonso: Tak, było ich sporo. Niektóre bardzo poważne.

W jaki sposób docierały? Listownie? Telefonicznie?
Zwykle przekazywali je skruszeni przestępcy. Czasami dowiadywałem się o nich od policjantów, którzy z kolei usłyszeli je ze swoich źródeł.

Bał się pan?
Człowiek zawsze się obawia, to naturalne. Wiadomo, że trzeba przestrzec rodzinę, wytłumaczyć, że mogą w związku z tym pojawić się jakiejś ograniczenia. Na pewno zmienia się codzienność. Przeprowadziłem rodzinę z Syrakuz do Rzymu i co tydzień wracałem pracować na Sycylię. Przez jakiś czas miałem też przydzieloną ochronę.

Mafia zmieniła się w trakcie pańskiej kariery zawodowej?
Bardzo. To organizacja o ogromnych umiejętnościach adaptacyjnych, świetnie kamuflująca się w systemie. Na tym zresztą polega podstawowe zagrożenie z jej strony. Oczywiście za tymi zmianami musi nadążyć wymiar sprawiedliwości. Musimy nieustannie badać to zjawisko, rozumieć je i wyposażać się w odpowiednie narzędzia do walki z nim. Musimy także naciskać na parlament, aby te narzędzia nam zapewniał.