Prorządowy dziennik „Magyar Idoek” w opublikowanym na pierwszej stronie artykule „Dwudniowy węgiersko-rosyjski kombinat dyplomatyczny” akcentuje słowa szefa węgierskiej dyplomacji Petera Szijjarto, że Węgry „są gotowe popierać sankcje (Zachodu wobec Rosji) tylko w zgodzie ze swoimi interesami”.

Gazeta wybija na dalszych stronach, że „wizyta Putina jest ważna pod względem politycznym”. „Znaczenie naszego kraju wzrośnie w przywracaniu współpracy Zachód-Rosja” – czytamy.

„Magyar Idoek” przytacza jednak przy tym opinię ekonomisty specjalizującego się w sprawach Rosji Andrasa Deaka z Instytutu Gospodarki Światowej Węgierskiej Akademii Nauk:

„(…) Viktor Orban i Władimir Putin spotykają się co roku od siedmiu lat (...) dzisiejsze spotkanie z całą pewnością nie przyniesie rzeczywistych zmian. Nie należy się spodziewać konkretnych, istotnych deklaracji”.

Dziennik cytuje Gyoergya Ilyasha z Instytutu Spraw Zagranicznych i Gospodarki Międzynarodowej, zdaniem którego „polityczne znaczenie dzisiejszego spotkania kryje się w tym, że dzięki zmianom zachodzącym w Ameryce i Europie Węgry mogą odgrywać centralną rolę w procesie, na skutek którego stosunki Zachodu z Rosją zaczną zmierzać w pozytywnym kierunku”.

Deak podkreśla, że strona rosyjska oczekuje od Węgier konkretnych kroków na rzecz zniesienia sankcji unijnych, co Budapeszt chciałby przekuć na korzyści gospodarcze. Jego zdaniem nowością jest to, że po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA zmienia się krytyczne dotąd spojrzenie na Rosję w świecie zachodnim. „Strona rosyjska może sądzić, że nałożone na nią sankcje mają się ku końcowi, a strona węgierska, że w razie poparcia tego (tj. zniesienia sankcji) mniej należy się obawiać amerykańskich retorsji” – czytamy.

Według lewicowego tygodnika „168” najważniejszym wydarzeniem wizyty Putina „będzie prawdopodobnie sesja zdjęciowa”.

„Oczywiście wspólne deklaracje są nie do uniknięcia, na przykład o (elektrowni atomowej w) Paksu czy przyszłej cenie gazu albo ewentualnie o prześladowaniu chrześcijan. Mogą zostać zawarte porozumienia, na przykład o odnowieniu rosyjskich cerkwi. Ale sedno w tym, że obaj przywódcy najwyraźniej sądzą, że w swoim wzajemnym świetle wydają się więksi” – pisze tygodnik.

Jak dodaje, dla Putina korzystne jest to, że może się pokazać w stolicy państwa unijnego kilka dni po rozmowie telefonicznej z Trumpem, a dla Orbana, że jeśli wystąpi z ważnym graczem polityki światowej, to „łatwiej mu uwierzą, że stał się jedną z kluczowych postaci przyszłych przeobrażeń w Europie”.

Odnośnie ewentualnego pośrednictwa Budapesztu w osłabieniu sankcji unijnych wobec Moskwy tygodnik pisze, że jeśli rząd Orbana poważnie chciałby myśleć o roli mediatora w tej sprawie, „to warto by było uzgodnić to z trzema pozostałymi państwami Grupy Wyszehradzkiej”. „Wszystko wskazuje na to, że to nie nastąpiło” – czytamy.

Tygodnik ocenia też, że „sprawa Paksu się przeciąga”. Cytuje przy tym opinię eksperta ds. Rosji Andrasa Racza z Katolickiego Uniwersytetu im. Petera Pazmanya, że „umowę w sprawie elektrowni atomowej w Paksu zapewne trzeba będzie zmodyfikować”, gdyż Węgry mogą otrzymać na ten projekt zielone światło od Unii Europejskiej "tylko pod pewnymi warunkami, prawdopodobnie trzeba będzie zaangażować także nierosyjskich podwykonawców”.

Prawicowy, ale krytyczny wobec rządu dziennik „Magyar Nemzet” podkreśla, że stawka gospodarcza tej wizyty jest znikoma – oprócz powiększenia (elektrowni atomowej w) Paksu na razie jest niewiele oznak dwustronnej współpracy gospodarczej”. „Inwestycje są niemal niewidoczne(…). Politycy bardziej chcą tego otwarcia niż przedsiębiorcy i przez to cała sprawa staje się nadęta i nadmiernie upolityczniona” – czytamy.

Opisując węgiersko-rosyjską wymianę handlową dziennik podkreśla, że w apogeum dwustronnej współpracy na Rosję przypadało 3,5 proc. węgierskiego eksportu, a teraz odsetek ten wynosi niecałe 2 proc. W imporcie, niemal w całości zdominowanym przez nośniki energii, odsetek udziału Rosji spadł z 8 do 5 proc.

„(…) Nie ma teraz szans na przywrócenie poprzedniej sytuacji, gdyż zbiegły się trzy czynniki: spadek cen ropy, sankcje i strukturalne spowolnienie (w Rosji), co można uznać za mieszkankę raczej zabójczą” – ocenia w dzienniku Andras Deak.