Tusk został w czwartek ponownie wybrany na szefa Rady Europejskiej. W trakcie szczytu UE w Brukseli odbyło się głosowanie, w którym - jak poinformowały unijne źródła - przeciw wyborowi Tuska była tylko premier Beata Szydło, pozostali unijni przywódcy poparli go.

Liberadzki zapytany został w piątek w PR24, jak wyobraża sobie teraz współpracę między polskim rządem a Tuskiem.

- Jest powinnością przewodniczącego Rady Europejskiej układać sobie dobre stosunki, a przynajmniej poprawne stosunki, z każdym państwem członkowskim i jego rządem. Ja oczekuję, że Donald Tusk będzie podejmował działania, żeby ocieplić swoje relacje z polskim rządem i nieważne, z jakiej formacji politycznej rząd pochodzi  - powiedział Liberadzki.

Zaznaczył ponadto, że przedstawicielem Polski "jest przez rząd desygnowany komisarz, przedstawicielem Polski jest desygnowany przez polski rząd sędzia Trybunału Obrachunkowego w Luksemburgu, sędzia w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, choć i oni też mają działać w interesie całej Unii Europejskiej".

- Natomiast przewodniczący Rady Europejskiej nie jest wybierany - zgodnie z traktatem - ani rekomendowany przez poszczególny rząd, czy na wniosek rządu, jest wybierany przez Radę, i ja bym bardzo prosił, żebyśmy te zapisy sobie wszyscy poczytali. I jeszcze raz bardzo proszę nie używajmy sformułowań, że on nie jest przedstawicielem Polski. On jest przewodniczącym Rady Europejskiej  - powiedział Liberadzki.

Odniósł się również do tego, że - według relacji dyplomatów - prezydent Francji Francois Hollande miał skierować w stronę polskiej premier słowa: "wy macie swoje zasady, a my fundusze strukturalne".

- W tych warunkach - które mamy w tej chwili - formalno-prawnych traktat akcesyjny oznacza, że nam się te pieniądze należą, to nie jest kwestia, że tak powiem, łaskowości, to jest kwestia mechanizmu finansowego, natomiast gdyby Europa podzieliła się na te dwie prędkości, czy trzy prędkości, gdyby powstał osobny budżet państw strefy euro, gdyby się okazało, że państwa ile wpłacają, to proporcjonalnie uczestniczą w podziale, czyli to by oznaczało, że Europa - dotychczas solidarna - zaczyna być przeszłością, to wtedy możemy na tym ucierpieć - powiedział Liberadzki.

- Ja bym także - i to będziemy podkreślać w Parlamencie - nie chciał, żeby tego typu argumenty padały na najwyższych szczytach, bo to nie jest sposób budowania porozumienia - dodał.

Zaznaczył, że "rządy przemijają, społeczeństwa trwają, zostają, ale wszelkie rodzaju powstałe z tego uprzedzenia, zadry, mogą długi czas wymagać leczenia".

- Tutaj prezydent Hollande, delikatnie mówiąc, nie wykazał się taktem politycznym, chociaż to dla Francuzów jest charakterystyczne, bo pamiętajmy, że kiedyś Jacques Chirac kazał nam siedzieć cicho, choć Francois Hollande dzisiaj był, czy wczoraj był dla mnie rozczarowaniem, bo to jest wreszcie prezydent pochodzący z rodziny socjaldemokratów europejskich, a w mojej grupie politycznej w Parlamencie  - dodał.