1. Handshake śmierci…

Zestawienie zaczynamy wraz z początkiem roku 2017, kiedy wszyscy zastanawiali się: jakim prezydentem będzie Donald Trump? Pytanie to zadawali sobie również przywódcy państw z całego świata, chętni wybadać nowego lokatora Białego Domu pod kątem jego wizji polityki zagranicznej.

Donald Trump, oprócz nieortodoksyjnych poglądów, miał dla nich jeszcze jedną niespodziankę: handshake śmierci twardego biznesmena. Największego pecha miał japoński premier Shinzo Abe, który jako pierwszy złożył oficjalną wizytę nowemu prezydentowi. Szef rządu Kraju Kwitnącej Wiśni był kompletnie nieprzygotowany na taki uścisk dłoni (wystarczy zobaczyć wyraz jego twarzy, kiedy Trump puszcza jego dłoń).

2. …i jego ofiary (a także jedyny ocalały).

Wkrótce ofiarami uścisku Trumpa padli kolejni politycy, którzy spotkali się z prezydentem, w tym kanadyjski premier Justin Trudeau czy brytyjska premier Theresa May. Przed handshakiem śmierci uchroniła się jedynie kanclerz Niemiec Angela Merkel, której Trump… w ogóle nie chciał podać ręki podczas wspólnej sesji zdjęciowej po spotkaniu w Białym Domu.

Jedynym przywódcą, który oparł się żelaznemu uściskowi Trumpa, okazał się prezydent Francji Emmanuel Macron (duet zaliczył również najdłuższy handshake w historii stosunków francusko-amerykańskich).

3. Przesuńcie się, do cholery!

Zresztą Trumpa i Macrona połączyło więcej, niż tylko niekończący się uścisk dłoni. Obydwaj liderzy mają bowiem słabość do blasku fleszy i kamer: jeśli nadarzy się okazja, żeby stanąć w pierwszym rzędzie, wykorzystają ją.

Takimi okazjami są tzw. family photos, czyli grupowe zdjęcia wszystkich liderów uczestniczących w danym szczycie. Wiadomo - przy takich okazjach najważniejsi zawsze stoją z przodu. Z tego względu podczas spotkania liderów państw należących do NATO Donald Trump przesunął bezpardonowo premiera Czarnogóry Duško Markovića (i – jak widać na nagraniu – był bardzo z tego zadowolony). Z kolei na spotkaniu przywódców dwudziestu największych gospodarek świata kamera uchwyciła, jak z tylnego rzędu na sam przód przesuwa się Emmanuel Macron.

4. Jowisz Elizejski

Zresztą to nie jedyny powód, dla którego francuski prezydent był w tym roku na ustach wszystkich. Macron nie ukrywał, że chciałby przywrócić urzędowi głowy państwa odpowiedni splendor; jak sam mówił: uczynić prezydenturę bardziej „jowiszową” (od rzymskiego boga bogów, Jowisza). W mediach co chwila można było więc zobaczyć prezydenta: a to na zdjęciu z Bono, a to z Rihanną, na wózku inwalidzkim podczas meczu tenisa dla niepełnosprawnych czy w mundurze polowym pilota myśliwca (które to zdjęcie porównywano do Toma Cruise’a z „Top Gun”).

5. Francuski James Bond

Największą furorę zrobiło jednak zdjęcie głowy państwa, jak z helikoptera spuszczany jest po linie bezpośrednio na atomową łódź podwodną „Le Terrible”.

Dla Francuzów, którym początkowo imponował młodzieńczy wigor Macrona (zwłaszcza na tle poprzednika, Françoisa Hollande’a), tego jednak było za wiele: głowa państwa, która tak często fotografuje się z gwiazdami muzyki i udaje Jamesa Bonda, ociera się o śmieszność. A Dominique i François Gaulme, autorzy książki „Szaty władzy” przestrzegli prezydenta, żeby nie szedł w ślady swojego poprzednika, Valery’ego Giscarda d’Estaing (prezydenta Francji w latach 1974-1981). Zasłynął on m.in. tym, że jadał obiady ze zwykłymi ludźmi. Obliczony na sondażowego kopniaka gest nie spodobał się jednak elektoratowi; najwyraźniej Francuzi lubią, kiedy władza trzyma pewien dystans od obywateli.

W efekcie Macron w wakacje wymienił część zespołu odpowiedzialnego za komunikację i od tej pory sprawuje rządy w bardziej „zdystansowany” sposób.

6. Szaleństwa młodości

O ile ekipa Macrona poszła na całość w działaniach wizerunkowych, o tyle otoczenie brytyjskiej premier postawiło sobie skromniejsze cele. Przed przyspieszonymi, czerwcowymi wyborami na Wyspach w czerwcu doradcy postanowili lekko ocieplić wizerunek Theresy May, uważanej za chłodną i wyniosłą (i przezywanej przez niektórych „Maybotem”). Służyć temu miał m.in. ekskluzywny wywiad dla programu politycznego „Tonight”.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby prowadząca Julie Etchingham nie zadała w którejś chwili pytania: jaka jest najbardziej nieprzyzwoita rzecz, jaką pani zrobiła? Brytyjska premier była kompletnie nieprzygotowana na taki obrót wydarzeń. „O, mój Boże, ojej… no cóż, wydaje mi się… wie Pani, nie jestem pewna” – dukała przerażona May, która ostatecznie przyznała się do nieprzyzwoitości z czasów młodości. „Razem z kolegą biegaliśmy po polach pszenicy. Rolnicy nie byli z tego powodu zachwyceni”.

6. Przemówienie katastrofa

Po przegranych wyborach, w których torysi stracili większość w Izbie Gmin, wizerunek Theresy May nie potrzebował ocieplenia, ale zademonstrowania, że brytyjska premier pewnie dzierży ster władzy. Okazją miało być przemówienie na październikowym zjeździe Partii Konserwatywnej. Problem polega na tym, że wyszło dokładnie na odwrót.

Najpierw przemówienie przerwał komik Simon Brodkin wręczając May fałszywą rezygnację ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona. Potem premier zaczęła tracić głos i przerywać co chwila, żeby odkaszlnąć (minister finansów podał jej miętówkę). Jakby tego było mało, ze znajdującego się za nią napisu zaczęły odpadać literki. Wrażenie dramatycznie odmienne od zamierzonego efektu.

Już po fakcie internauci wypatrzyli, że premier - która część przemówienia poświęciła na krytykę szefa lewicowej Partii Pracy - miała bransoletkę z wizerunkami Fridy Kahlo, meksykańskiej malarki o komunistycznych sympatiach, która miała romans z Lwem Trockim, jednym z przywódców Rewolucji Październikowej.

7. Drzemka na kazaniu

O ile polityczny autorytet jest ważny na Zachodzie, o tyle jest jeszcze ważniejszy na Wschodzie, zwłaszcza dalekim. W Chinach nie ma lepszej okazji do jego budowy niż odbywający się co pięć lat zjazd Komunistycznej Partii Chin. W tym roku prezydent Xi Jinping ugruntował swoje przywództwo nad Państwem Środka nie tylko nie namaszczając następcy – jak dotychczas było w zwyczaju – ale też wpisując do konstytucji KPC swoją myśl w tej samej randze, co myśl Mao Zedonga.

Logiczne jest, że słów lidera równego założycielowi komunistycznych Chin należy słuchać z niesamowitą uwagą – chyba że samemu jest się byłym przywódcą Państwa Środka. 93-letni Jiang Zemin jako jedyny z ponad 2 tys. delegatów zebranych w Wielkiej Hali Ludowej dawał jasno do zrozumienia, że 3,5-godzinne przemówienie – nawet jeśli przemawia geniusz równy Mao Zedongowi – to stanowczo za dużo.

8. Weźcie się do roboty!

Bliżej domu na szczęście nie ma obowiązku wysiadywać podczas 3,5-godzinnych przemówień. Nie ma właściwie obowiązku wysłuchiwać niczyich przemówień – co zresztą jest bolączką wielu, europejskich parlamentów. A nawet Parlamentu Europejskiego.

Zdjęcia pustej sali plenarnej w Strasburgu od lat narażają tą instytucję na zarzuty o nieróbstwo – nie tylko zresztą ze strony wyborców. W lipcu nie wytrzymał nawet przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, kiedy na sesji podsumowującej prace prezydencji maltańskiej (maleńki kraj w I połowie przewodniczył Radzie Unii Europejskiej, gdzie wykuwa się większość rozwiązań trafiających potem do unijnego prawa) wystąpienia premiera Josepha Muscata przyszło obejrzeć 30 z 751 posłów.

„Parlament się ośmiesza” – grzmiał Juncker z powodu frekwencji, wymachując przy okazji rękoma. „Gdyby przemówienie wygłaszali Angela Merkel lub Emmanuel Macron, sala była pełna".

9. Mamy wakacje!

Ostatecznie tyrada Junckera skończyła się przeprosinami dla Antoniego Tajaniego, przewodniczącego PE (który zresztą był obecny wówczas na sali i prosił Junckera o spokój). Według portalu Politico, szef KE wręczył Włochowi liścik. „Drogi Antonio” – napisał Juncker – „wybacz mi, że straciłem dziś rano kontrolę. Bardzo tego żałuję. Wiesz, jakim szacunkiem darzę Parlament”.

Wkrótce jednak przewodniczący Komisji znów miał okazję, aby wkurzyć się na Strasburg. Kilka dni później otrzymał od Tajaniego list, w którym ten przypominał, że Parlament wyjeżdża na wakacje – i żeby w związku z tym nie zawracać mu głowy. „Drogi Jean-Claude, przypominam, że zgodnie ze zwyczajem, Parlament Europejski między 12 lipca a 30 sierpnia nie odbywa sesji, zawieszone są również spotkania komisji”.

Prywatnej korespondencji Juckera i Tajaniego nie uwieczniono, więc wrzucamy inną, satyryczną scenkę ze Strasburga: brytyjski europoseł Seb Dance kontruje przemówienie Nigela Farage'a