Krampf poinformował także, iż redakcja gazety wcześniej dostawała pogróżki na portalach społecznościowych. Dodał, że na razie nie może stwierdzić, czy autor pogróżek znał pracowników redakcji i chciał ich zaatakować z bronią, czy też planował atak bez znajomości pracowników. "Obecnie próbujemy ustalić z jakiego konta wysyłane były pogróżki i kto je wysyłał. Na razie nie wiemy, czy jest ta sama osoba, która strzelała do dziennikarzy" - powiedział Krampf, cytowany przez AFP.

Lokalne władze poinformowały, że cztery osoby zginęły na miejscu, a piąta zmarła w szpitalu. Do szpitala trafiły także dwie lub trzy osoby, które zostały poważnie ranne w strzelaninie. Policja poinformowała, że wyprowadziła ludzi z budynku, w którym znajduje się redakcja i rozpoczęła przeszukiwanie pozostałych lokali w związku z podejrzeniem, że mogą się tam znajdować materiały wybuchowe. Przed wejściem do redakcji znaleziono "podejrzane urządzenie", które mogło zawierać ładunek wybuchowy. Mieszkańców wezwano, by nie zbliżali się do tego miejsca. Na razie nie znane są motywy działania zabójcy. Rzecznik tamtejszej policji oświadczył, że obecnie strzelanina w Annapolis traktowana jest jako "lokalny incydent" a nie zamach terrorystyczny.

Tragiczne zajście opisał na Twitterze jeden z dziennikarzy "Capital Gazette" - Phil Davis. Według jego słów pracownicy redakcji, gdy usłyszeli strzały, zaczęli chować się pod biurkami. Napastnik najpierw strzelał przez szklane drzwi, a następnie wszedł do naszego pomieszczenia. To straszne słyszeć pod biurkiem krzyki innych ludzi, a następnie odgłos przeładowywanej broni. To było jak wojna. Nie wiem, dlaczego strzały w pewnym momencie ustały, ale ludzie ciągle siedzieli pod biurkami. Wszyscy czuli bezradność - napisał.

Rzeczniczka Białego Domu Lindsay Walters poinformowała, że o strzelaninie został już poinformowany prezydent USA Donald Trump, który w tym czasie był na pokładzie samolotu lecąc do Waszyngtonu z Wisconsin. "Nasze myśli i modlitwy są z ofiarami i ich rodzinami" - napisał Trump na Twitterze.

Gubernator stanu Maryland Larry Hogan napisał na Twitterze, że jest wstrząśnięty "tą tragedią w Annapolis". Zaapelował do tamtejszych mieszkańców o stosowanie się do poleceń policji. Lokalne media podały, że sprawca to dwudziestokilkuletni biały mężczyzna, który prawdopodobnie używał strzelby. Policja mówi o "długiej broni". Służby bezpieczeństwa w Baltimore i Nowym Jorku rozmieściły swoje siły w głównych redakcjach jako środek ostrożności.