Pomarańczowa koperta, która leżała bezpańsko w pociągu, zainteresowała jednego z pasażerów. Mężczyzna zajrzał do niej, a gdy zobaczył, co jest w środku, swoje kroki skierował do telewizji BBC.

Krajem wstrząsnął skandal. Wyszło na jaw, że rząd ustala rygorystyczne przepisy bezpieczeństwa, które potem za nic mają zatrudniani przez niego urzędnicy. Co ciekawe, wyższy rangą przedstawiciel wywiadu, który zostawił papiery w pociągu, nawet nie stracił za to stanowiska.

Gdyby dokumenty dostały się w niepowołane ręce, terroryści mogliby mieć na talerzu ściśle tajne dane. W pomarańczowej kopercie było siedem stron - każda z pieczęcią "najwyższy stopień tajności w Zjednoczonym Królestwie". W ten sposób oznaczono m.in. najnowszą przeznaczoną dla rządu ocenę wywiadu na temat Al-Kaidy i irackich sił bezpieczeństwa.

"To jest po prostu kolejny przypadek z długiej serii poważnych naruszeń przepisów bezpieczeństwa (...) uwypuklający najbardziej podstawowe braki w zdolności tego rządu do zapewnienia nam bezpieczeństwa" - oburza się Pauline Neville-Jones z opozycyjnej Partii Konserwatywnej.

Media przypominają podobne przypadki z ostatnich miesięcy, w tym zniknięcie laptopa Ministerstwa Obrony, zawierającego dane 600 tysięcy osób objętych planami powołania do wojska.