”Gratuluję mieszkańcom Iraku przeprowadzenia tak ważnych wyborów” - napisał w specjalnym oświadczeniu prezydent USA Barack Obama. Znacznie bardziej entuzjastyczni byli przedstawiciele rządu w Bagdadzie. ”Purpurowe palce ponownie budują Irak” komentował premier Nuri al-Maliki, nawiązując do zabarwionych purpurowym barwnikiem palców wyborców, którzy oddali już głos. ”Uważam, że to wielki sukces” - cieszył się z kolei rzecznik irackiego ministerstwa obrony, generał Mohammed al-Askari.

Poważnych incydentów niemal nie odnotowano, choć głosowanie upływało w dużym napięciu, zwłaszcza, że w dniach poprzedzających wybory doszło do kilku ataków na lokalnych urzędników i członków komisji wyborczych. Jednak gdy w sobotę otworzono lokale wyborcze, panował spokój. Jedynie w Tikricie, rodzinnym mieście Saddama Husajna, nieznani sprawcy wystrzelili pocisk moździerzowy w stronę centrum miasta, zaś w Bagdadzie po kłótni funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa z agresywnym osobnikiem doszło do strzelaniny, w której zginęła jedna osoba, a drugą poważnie raniono.

Problemem były jednak organizacyjne niedociągnięcia. Tysiące głosujących po przyjściu do lokali wyborczych z oburzeniem stwierdzało, że ich nazwisk nie ma na listach wyborców. W wielu przypadkach rozczarowani wyborcy do późnych godzin czekali, aż zostaną przygotowane dodatkowe formularze, umożliwiające im głosowanie. ”Będę tu czekał aż do nocy. Muszę zagłosować, zanim umrę” - mówił jeden z mieszkańców Bagdadu korespondentowi agencji Reutera. ”Być może oni liczą, że uda im się ukraść mój głos. Ale nie pozwolę na to” - dodawał.

W sobotę opublikowano rządowe statystyki, z których wynika, że styczeń był najspokojniejszym miesiącem w tym kraju, odkąd upadł reżim Saddama Husejna. Zginęło 138 osób. W styczniu ubiegłego roku liczba ofiar śmiertelnych w Iraku sięgała prawie pół tysiąca ludzi.