Postulat wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych oraz zakaz finansowania partii z budżetu były pomysłami, z którymi PO szła do pierwszych wyborów w 2001 r. Obecny zwrot ma pozwolić prezydentowi na odzyskanie zaufania wyborców przed drugą turą. Bronisław Komorowski proponuje referendum w trzech sprawach.

Po pierwsze to zmiana konstytucji, umożliwiająca wprowadzenie ordynacji większościowej w głosowaniu do Sejmu. Obecnie taka ordynacja istnieje w wyborach do Senatu i większości samorządów. Ale o wyborach do izby niższej konstytucja mówi, że „są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym”. Bez wykreślenia słowa „proporcjonalne” ordynacji nie można zmienić. Historycznie przeciwnikami JOW były wszystkie ugrupowania poza PO, więc Platforma porzuciła ten pomysł. Dziś mamy poznać prezydencki projekt zmiany konstytucji.

Referendum dałoby polityczny mandat do wprowadzenia zmian. Ale sama reforma ordynacji nie musiałaby znacząco zmienić sytuacji na scenie politycznej, bo utrwaliłaby raczej podział na PO i PiS. – Wielu zwolenników JOW uważa, że – używając porównań literackich – to opowieść piękna jak „Władca pierścieni”. W rzeczywistości przypomina „Grę o tron” – ocenia politolog dr Jarosław Flis. Choć główny orędownik JOW Paweł Kukiz zaznacza, że największa zmiana ma dotyczyć mechanizmów wewnątrzpartyjnych i większego związania posła z wyborcami, a nie liderem partii, którego pozycja osłabnie.

Kolejne pytanie ma dotyczyć zakazu finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Obecnie z dotacji i subwencji najbardziej korzystają duże ugrupowania. W zeszłym roku PO dostała 17,7 mln zł, a PiS – 16,5 mln zł. Sumy dla mniejszych stronnictw są znacząco niższe: Twój Ruch otrzymał 7,5 mln zł, PSL – 6,3 mln zł, zaś SLD minimalnie mniej. W ciągu całej kadencji partie otrzymają z budżetu 217 mln zł. W poprzedniej czterolatce była ona dwa razy wyższa; obniżono ją w 2010 r. Poza tym komitety wyborcze mogą liczyć na zwrot kosztów kampanii. Po poprzednich wyborach budżet zwrócił 71,5 mln zł, z czego niemal 60 mln przypadło PO i PiS. To główny mechanizm dający przewagę partiom parlamentarnym nad pozaparlamentarnymi. Prawnie zmiana tego stanu rzeczy nie jest trudna, bo nie wymaga zmiany ustawy zasadniczej. Problemem może być jednak zebranie większości do jego przeprowadzenia, gdyż do tej pory korzystają z niego wszystkie partie.

Trzecia kwestia, o którą chce pytać prezydent, dotyczy złożonej przez niego propozycji nowelizacji ordynacji podatkowej, gdzie zawarto zasadę in dubio pro tributario, czyli rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika. W tym przypadku pomysły prezydenta stopuje rząd, bo choć jest zwolennikiem takiego rozwiązania, to chce, by zostało ono wprowadzone w ramach zupełnie nowej ordynacji podatkowej, której projekt ma być gotowy w 2016 r., czyli w kolejnej kadencji parlamentu. Komorowski chciałby natomiast uchwalenia nowego prawa przed jesiennymi wyborami. Podobnie jak w przypadku finansowania partii z budżetu do wprowadzenia w życie tego pomysłu wystarczy zmiana ustawy.

– Projekt zarządzenia prezydenta w sprawie referendum trafi do Senatu w ciągu kilku dni – zapowiada rzeczniczka głowy państwa Joanna Trzaska-Wieczorek. Referendum odbyłoby się więc zapewne jesienią. Pomysł popiera bezpośrednie zaplecze Bronisława Komorowskiego. – To powrót do programowych źródeł Platformy – zapewnia szef klubu PO Rafał Grupiński. Pawła Kukiza nie przekonuje takie tłumaczenie. „Czytam, że prezydent Komorowski od zawsze jest zwolennikiem JOW... Śmiech. Wkrótce opublikuję nasze petycje do prezydenta. Jakoś wówczas nie był zmianą ordynacji wyborczej szczególnie zainteresowany” – pisze Kukiz na Facebooku.

Entuzjastami propozycji nie są także politycy PSL. – Propozycja referendum jest błędna, nieprzemyślana, emocjonalna. Prosta kalkulacja, że jak ludzie coś popierają, a ja to zaproponuję, to mnie poprą, nie zawsze działa – mówi jeden z ludowców. Propozycji Komorowskiego przeciwny jest PiS. – W ciągu pięciu lat były trzy propozycje referendów: w sprawie sześciolatków, zakazania prywatyzacji lasów i wieku emerytalnego. Bronisław Komorowski nie poparł żadnej z nich – zauważa Krzysztof Łapiński z PiS. Andrzej Duda w zamian podtrzymuje własną propozycję, by znowelizować konstytucję i wprowadzić zapis o obligatoryjności rozpisania referendum, jeśli wniosek o to poprze milion obywateli.

Z prezydencką propozycją jest jeszcze jeden kłopot, który dotyczy wdrożenia referendalnych pytań w życie. Konstytucja przewiduje bowiem, że – by referendum było wiążące – powinna się w nim wypowiedzieć minimum połowa uprawnionych. To wysoko ustawiona poprzeczka, którą udało się przekroczyć tylko raz, przy okazji referendum akcesyjnego. W dwóch przypadkach – finansowania partii z budżetu czy zmiany ordynacji podatkowej – łatwiej byłoby zebrać większość w Sejmie. Inną słabością obecnej konstytucji jest także to, że nie określa ona terminów wprowadzenia w życie rozwiązań z referendum. Zgodnie z przepisami parlament ma obowiązek wprowadzić w życie wyniki wiążącego referendum. – Hipotetycznie posłowie mogą to odwlekać, choć powinni dokonać zmian w prawie tak szybko, jak to możliwe – tłumaczy konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.