Postulat wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych oraz zakaz finansowania partii z budżetu były pomysłami, z którymi PO szła do pierwszych wyborów w 2001 r. Obecny zwrot ma pozwolić prezydentowi na odzyskanie zaufania wyborców przed drugą turą. Bronisław Komorowski proponuje referendum w trzech sprawach.

Po pierwsze to zmiana konstytucji, umożliwiająca wprowadzenie ordynacji większościowej w głosowaniu do Sejmu. Obecnie taka ordynacja istnieje w wyborach do Senatu i większości samorządów. Ale o wyborach do izby niższej konstytucja mówi, że „są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym”. Bez wykreślenia słowa „proporcjonalne” ordynacji nie można zmienić. Historycznie przeciwnikami JOW były wszystkie ugrupowania poza PO, więc Platforma porzuciła ten pomysł. Dziś mamy poznać prezydencki projekt zmiany konstytucji.

Z prezydencką propozycją jest jeszcze jeden kłopot, który dotyczy wdrożenia referendalnych pytań w życie. Konstytucja przewiduje bowiem, że – by referendum było wiążące – powinna się w nim wypowiedzieć minimum połowa uprawnionych. To wysoko ustawiona poprzeczka, którą udało się przekroczyć tylko raz, przy okazji referendum akcesyjnego. W dwóch przypadkach – finansowania partii z budżetu czy zmiany ordynacji podatkowej – łatwiej byłoby zebrać większość w Sejmie. Inną słabością obecnej konstytucji jest także to, że nie określa ona terminów wprowadzenia w życie rozwiązań z referendum. Zgodnie z przepisami parlament ma obowiązek wprowadzić w życie wyniki wiążącego referendum. – Hipotetycznie posłowie mogą to odwlekać, choć powinni dokonać zmian w prawie tak szybko, jak to możliwe – tłumaczy konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.