Polscy ratownicy nie wylądowali na Haiti
54 polskich ratowników nie wylądowało na Haiti, ale w sąsiedniej Dominikanie. Dlaczego? Bo na lotnisku w stolicy Haiti panuje zbyt duży tłok i tamtejsze lotnisko nie jest w stanie przyjąć wszystkich samolotów. Teraz ratownicy mają do pokonania drogą lądową aż 300 kilometrów, a liczy się każda godzina.
- Satelity pomagają ratownikom na Haiti
- Strzelanina tuż obok polskich ratowników
- Mogło zginąć nawet 200 tysięcy ludzi
- Spod gruzów uratowali małą dziewczynkę
- Clinton i Bush proszą, by pomóc Haiti
- Tak Haitańczycy biją się o zrzuty żywności
- Radosne "mama" po trzech dniach w gruzach
- Kobiety rodzą na ulicach, wśród zwłok
- Polak zginął w trzęsieniu ziemi
- Tragedia z Haiti powtórzy się w Europie
- Haiti umiera, a oni kłócą się o lotnisko
- Oto, jak Haiti zjednoczyło Amerykę
- Gwiazdy pomagają Haiti
- W takiej nędzy żyją ludzie na Haiti
- Panika na Haiti. Ziemia znów się trzęsie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Polscy ratownicy, którzy mają nieść pomoc poszkodowanym w wyniku trzęsienia ziemi na Haiti, dotrą do stolicy kraju Port-au-Prince najwcześniej za kilka godzin, popołudniu czasu lokalnego (wieczorem czasu polskiego) - powiedział rzecznik Państwowej Straży Pożarnej Paweł Frątczak.
Specjalny samolot z grupą 54 strażaków z Nowego Sącza, Warszawy, Gdańska, Łodzi i Poznania, który wystartował z wojskowego lotniska w Warszawie w piątek w południe, po 15 godzinach lotu dotarł do stolicy Dominikany Santo Domingo.
Frątczak powiedział, że w chwili obecnej polscy ratownicy - podobnie jak i kilka innych międzynarodowych grup - przygotowują się do wyjazdu z Dominikany do Port-au-Prince. Do przebycia mają około 300 kilometrów.
Podkreślił, że grupa polskich strażaków, wraz ze sprzętem, będzie transportowana do stolicy Haiti wynajętymi od władz Dominikany ciężarówkami, które dodatkowo będą konwojowane przez żołnierzy.
"Zaraz po przyjeździe w godzinach popołudniowych czasu lokalnego otrzymają zadania od sztabu kryzysowego, zostaną przydzielone im sektory i będą podejmować działania" - powiedział Frątczak.
Zaznaczył, że nadal jest sens prowadzenia działań ratowniczych, bo w dalszym ciągu jest kontakt z wieloma zasypanymi osobami. "Wszyscy są bardzo zdeterminowani, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce i rozpocząć działania. Nie ma tutaj czasu na odpoczynek" - mówił.
Dodał, że sprzęt logistyczny taki jak np. namioty polscy ratownicy zostawią lokalnej ludności.
Strażacy wyposażeni są w specjalistyczny sprzęt ratowniczy do poszukiwania i uwalniania osób uwięzionych pod gruzami. Są to geofony, kamery wziernikowe i termowizyjne oraz sprzęt mechaniczny i hydrauliczny do odgruzowywania ofiar. Ratownicy mają ze sobą także 10 psów wyszkolonych w poszukiwaniu żywych osób pod gruzami.
"Ratownicy posiadają także sprzęt łączności satelitarnej, prowiant i zaplecze, zapewniające pełną samowystarczalność w zakresie logistycznym do działań zaplanowanych na 6-7 dni" - mówił w piątek Frątczak.
Ciężka Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza (GPR) Państwowej Straży Pożarnej to jedna z 11 na całym świecie takich grup z certyfikatem ONZ. Uzyskanie go jest potwierdzeniem wysokiego poziomu wyszkolenia i wyposażenia.
Polską grupę z certyfikatem ONZ tworzą strażacy służący w pięciu krajowych GPR-ach, które są kierowane przede wszystkim do działań w strefach trzęsień ziemi i katastrof budowlanych. Uzyskanie certyfikatu sprawia, że ONZ ma pewność, iż są one technicznie i logistycznie przygotowani do niesienia pomocy w każdym zakątku świata.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!