Związkowe doły zapomniane przez liderów?
Związkowcy z maleńkiego sanatorium w Krynicy żalą się, że w czasie ostrego konfliktu z dyrektorką placówki, nie dostali żadnej pomocy od od swojego pracodawcy, którym jest... największy w Polsce związek branży energetycznej.
- Nauczyciele będą donosić na kolegów
- Związkowcy nie chcą pakietu klimatycznego
- Płonęły opony pod kancelarią Tuska
- Linie chcą zapobiec strajkowi
- Związkowcy donoszą na pocztę do CBA
- Zwolnienia w górnictwie. 400 osób na bruk
- Związkowcy dostali od rządu 50 milionów
- Związkowcy bojkotują barbórkę
- Związkowcy chcą podwyżek
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Związkowcy twierdzą, że szef Zrzeszenia Związków Zawodowych Energetyków Janusz Śniadecki nie reagował, gdy donosili mu mobbingu, jakiego dopuszczała się dyrektorka. Co więcej, dał jej związkowego prawnika, by mogła bronić się w sądzie.
Janusz Śniadecki to związkowiec z krwi i kości. Ten lider Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Grupy Energetycznej Enea i szef ZZZE nie pozostawi bez ostrej krytyki żadnego posunięcia zarządu Enei. Gdy tylko rząd podejmuje temat prywatyzacji sektora energetycznego, natychmiast grozi strajkiem.
Ale to tylko jedno oblicze Śniadeckiego, który jest także pracodawcą. I zdarza się, że w tej roli zapomina o wzniosłych związkowych hasłach, do których lubi się odwoływać w wywiadach prasowych. To za jego wiedzą kierownictwo należącego do ZZZE sanatorium "Energetyk" w Krynicy-Zdroju mobbingowało pracowników i z naruszeniem prawa wyrzucało ich z pracy, co potwierdził sąd. Choć pracownicy wielokrotnie zwracali się do Śniadeckiego o pomoc, słyszeli jedynie wyrazy ubolewania i zapewnienia o jego trosce.
Albo związek, albo praca
Sprawa sięga 2005 r., gdy nowym dyrektorem sanatorium "Energetyk" została Danuta Książek. Z działającym w sanatorium związkiem zawodowym pani dyrektor od początku nie zamierzała współpracować. Sprawę postawiła jasno w rozmowie z zarządem organizacji: jeżeli związek będzie nadal działał, to pracownicy pójdą na bruk. "To będzie wasza wina, a ludzie wam tego nie wybaczą" - oświadczyła twardo Książek, sugerując niedwuznacznie rozwiązanie organizacji związkowej.
Związkowcy rady jednak nie posłuchali. Wtedy Danuta Książek postanowiła rozbić organizację w inny sposób. "Zaczęły się wyzwiska, ośmieszanie, sugerowanie choroby psychicznej" - opowiada jedna z ówczesnych liderek związkowych w "Energetyku". Kobieta po kilku miesiącach publicznych upokorzeń razem z koleżanką skierowała w 2006 r. do sądu pracy sprawę o mobbing. Niedawno ją wygrały. Sąd orzekł m.in., że dyrektor Książek używała wobec pracowników słów wulgarnych, obraźliwych, poniżających i nakazał wypłacenie im odszkodowania.
czytaj dalej






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!