Jak ustaliła PAP w źródłach sądowych, taki wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia z kwietnia br. uprawomocnił się, bo oskarżająca go Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie złożyła apelacji. Rzeczniczka prokuratury Monika Lewandowska potwierdziła PAP, że ostatecznie prokurator doszedł do takich samych wniosków jak sąd.

W lutym 2005 r. Kratiuk powiedział komisji śledczej, pytany przez posła Samoobrony Andrzeja Grzesika, że nie był współpracownikiem służb specjalnych. Na podstawie teczek z IPN komisja uznała, że zeznał nieprawdę i zawiadomiła prokuraturę. Ta w grudniu 2005 r. wysłała do sądu akt oskarżenia. Według niej z akt IPN wynikało, że od 1984 r. do marca 1989 r. Kratiuk był "kwalifikowanym osobowym źródłem informacji, zarejestrowanym jako +kontakt operacyjny A.K.+". Zdaniem prokuratury miał udzielać SB informacji m.in. o nastrojach studentów, przygotowaniach do wyjazdów za granicę, wizytach Jana Pawła II i nieprawidłowościach gospodarczych w Zrzeszeniu Studentów Polskich.

55-letni Kratiuk uznał zarzut za przejaw "dyspozycyjności prokuratury na granicy sprostytuowania". Mówił, że sprawę wytoczono mu, bo jest związany z b. prezydentem, a "zdynamizowaniem śledztwa" chwalił się minister sprawiedliwości z PiS Zbigniew Ziobro. Wyjaśniał, że jego spotkania z lat 80. jako szefa warszawskiej rady ZSP ze znaną mu wcześniej kobietą-oficerem SB były jawne i dlatego nie można ich uznać za tajną i świadomą współpracę. Mówił, że miał obowiązek tych kontaktów, a nie miał świadomości, że założono mu teczkę. Podkreślał, że nie ma w niej żadnego raportu, podpisu, wynagrodzeń.

Według prokuratora, który wnosił o karę 2 tys. zł grzywny, miał on "obowiązek odpowiedzieć twierdząco na pytanie o związki z SB". Obrońca wnosił o uniewinnienie, podkreślając, że Kratiuk jako radca prawny w oświadczeniu lustracyjnym zaprzeczył związkom z SB - a IPN nie wytoczył mu procesu "o kłamstwo lustracyjne" za podanie nieprawdy.


W kwietniu br. sąd uniewinnił Kratiuka od zarzutu (za który groziło mu do 3 lat więzienia). Sąd uznał, że nie można uznać, by czyn wyczerpał znamiona przestępstwa. Sąd powołał się na zapis ustawy lustracyjnej z 1997 r., że współpracą z SB nie jest działanie, które wynikało z obowiązku ustawowego. Sędzia podkreśliła, że ustawa o MSW z 1983 r. nakładała m.in. na szefów organizacji społecznych obowiązek współdziałania ze służbami.

Kratiuk mówił, że do tego procesu nie powinno w ogóle dojść "przy elementarnej przyzwoitości prokuratury", a sąd powinien zwrócić uwagę prokuraturze na "politycznie dyspozycyjnych" prokuratorów.

Kratiuk był w latach 2002-2004 członkiem Rady Nadzorczej PKN Orlen - koncern był jednym z tzw. złotych sponsorów Fundacji "PbB". W 2004 r. prokuratura i ABW przeszukały kancelarię prawną KNS, której Kratiuk jest współwłaścicielem. O zabezpieczenie akt wnosiła sejmowa komisja śledcza, która chciała dowieść, że za pośrednictwem tej spółki mogły być transferowane pieniądze z PKN Orlen do firm powiązanych z politykami lewicy. Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie "prania brudnych pieniędzy".

Katowicka prokuratura oskarżyła zaś Kratiuka wraz z innymi osobami o niegospodarność i "pranie brudnych pieniędzy". Wg prokuratury, proceder nie miał związku z Fundacją "PbB". Podejrzanym grozi do 10 lat więzienia. Kratiuk nie przyznaje się. Uważa, że także ten zarzut jest motywowany politycznie.