Jak poinformowała PAP rzeczniczka tej prokuratury Renata Mazur, prowadzący śledztwo powołali zespół biegłych, którzy mają ocenić, jaki wpływ na bezpieczeństwo obu wizyt miały działania BOR. "Od wyników pracy biegłych i tego, czy stwierdzą oni, że był związek między działaniem BOR a zaistniałym niebezpieczeństwem będzie zależało, czy prokurator zdecyduje się stawiać zarzuty w tej sprawie" - podkreśliła.

Prokuratura uznała, że "zgromadzone dowody rodzą uzasadnione podejrzenie, iż funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu podczas planowania i realizacji działań ochronnych, podejmowanych wobec osoby Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Jego Małżonki Pani Marii Kaczyńskiej oraz Premiera Donalda Tuska mogli nie dopełnić ciążących na nich obowiązków służbowych, co z kolei mogło mieć wpływ na bezpieczeństwo tych właśnie osób".

Do takich wniosków prokuratura doszła po ostatnio dokonanych przesłuchaniach i analizach - od początku śledztwa w tym wątku przesłuchano 106 osób i zaplanowane przesłuchania dobiegły już końca. Powołując się na to, że przepisy regulujące działania BOR są niejawne Mazur odmówiła odpowiedzi na pytania, czego konkretnie miałyby dotyczyć naruszenia obowiązków funkcjonariuszy Biura przygotowujących wizyty prezydenta i premiera w Katyniu w kwietniu 2010 r.

Pytana, dlaczego tylko para prezydencka i premier zostali uznani za pokrzywdzonych w tym śledztwie Mazur wyjaśniła, że wynika to wprost z przepisów dotyczących obowiązków BOR w zakresie ochrony najważniejszych osób w państwie. "Treść tych przepisów nie pozwala uznać za pokrzywdzonych innych osób. Niejawny charakter norm dotyczących form i metod działania Biura Ochrony Rządu, uniemożliwia publiczne przedstawienie szerszego uzasadnienia w tym zakresie" - wyjaśniła.

Jeszcze w kwietniu tego roku rodziny ofiar katastrofy domagały się, by uznać je za pokrzywdzonych w sprawie - co daje im prawo strony postępowania i składania wniosków procesowych oraz zaskarżania wydawanych decyzji. Prokuratura nie widziała wówczas takiej możliwości tłumacząc, że nie ma podstaw, by uznać, że urzędnicy przygotowujący wizytę działali na szkodę interesu publicznego. Ówczesną decyzję uzasadniano tym, że nie znaleziono bezpośredniego związku między organizacją wylotów a katastrofą. Już wówczas prokuratura nie wykluczała, że "w sytuacji zmiany w materiale dowodowym" bliscy ofiar uzyskają status pokrzywdzonych.


"Współpracujemy z prokuraturą i czekamy na wyniki tego śledztwa" - tyle jedynie powiedział PAP rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz proszony o komentarz do wtorkowych wypowiedzi prokuratury. Zapowiedział, że nie będą one komentowane.

Cywilny wątek śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej, dotyczący domniemanego niedopełnienia obowiązków w przygotowaniu wizyt prezydenta i premiera w Katyniu, trwa w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga od pół roku. Śledztwo dotyczy działania BOR, a także urzędników z MSZ, ambasady RP w Moskwie i KPRM Zespół śledczy pod kierunkiem prok. Józefa Gacka uzyskał już z urzędów i instytucji zaangażowanych w przygotowanie obydwu wizyt, dokumenty m.in. określające organizację poszczególnych organów państwowych, uprawnienia i obowiązki funkcjonariuszy publicznych biorących udział w organizacji wizyt oraz ich usytuowanie w poszczególnych komórkach organizacyjnych.

Mazur podała także, że w śledztwie przeprowadzono już "liczne oględziny uzyskanych dowodów, w tym korespondencji mailowej, kalendarzy poszczególnych urzędników, tak w formie elektronicznej jak i papierowej oraz dokumentacji fotograficznej, zapisanej na elektronicznych nośnikach informacji".

Praska prokuratura zwróciła się też do strony rosyjskiej o pomoc prawną - przesłuchanie jako świadków rosyjskich funkcjonariuszy przygotowujących obie wizyty oraz o przekazanie dokumentacji tego dotyczącej. Odpowiedź jeszcze nie nadeszła.