Napastnicy zatrzymani w Niemczech wykonywali najprawdopodobniej zlecenie rodziców kobiety, którzy chcieli przewieźć ją do Polski. Taką wersję przekazują lokalne media w Niemczech. Mężczyźni zostali aresztowani czasowo i wszczęto wobec nich wstępne dochodzenie. Są już na wolności, ale nikt nie wie, gdzie przebywają - donosi korespondent Radia ZET Wojciech Hermes, który o szczegółach sprawy opowiedział na antenie TVN 24.

Według lokalnej prasy rodzice Moniki G. byli przeciwni jej małżeństwu z młodym mężczyzną, którego poznała w Polsce kilka miesięcy temu.

Rutkowski tłumaczy zaś w rozmowie z Wirtualną Polską, że cała sprawa nie dotyczyła wale porwania, ale Romów, którzy trudnili się kradzieżą samochodów. – Kilka lat temu pracownicy mojego biura zatrzymywali dwóch Romów w Witkowie, podejrzewanych o kradzieże ciężarówek. Jeden z cyganów został przekazany do dyspozycji komendy powiatowej policji w Gnieźnie, drugi trafił do szpitala w Poznaniu. Teraz w Berlinie próbowano zatrzymać ich synów – opowiada Rutkowski. Mówi, że czterej pracownicy jego biura podjechali dwoma radiowozami. Kiedy weszli na teren, gdzie przebywali Romowie, zostali zaatakowani przez 15-osobową grupę. – Na pomoc przyjechało 20 radiowozów niemieckiej policji – mówi. Dodaje, że niemiecka policja już wcześniej wiedziała o całej akcji.

Rutkowski pytany, dlaczego jego ludzie zostali odwiezieni na komisariat, odpowiada, że „w celu przekazania dodatkowych informacji dotyczących całej bandy”. Zaprzecza też, żeby jego ludzie zostali spisani na komisariacie przez niemiecką policję.