Są już pododdziały antyterrorystyczne, które mają na wyposażeniu kaski z kamerami. Pracujemy nad rozwiązaniem, które umożliwi wyposażenie pozostałych antyterrorystów w taki sprzęt i rejestrację wszystkich akcji, tak by później nie było żadnych wątpliwości co do ich przebiegu - zaznaczył rzecznik.

Odnosząc się do wtorkowej akcji w Katowicach, podczas której antyterroryści omyłkowo wtargnęli do mieszkania postronnych osób, powiedział, że wyjaśnianie tej sprawy przez komendę wojewódzką objęło nadzorem Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji.

Jest nam oczywiście bardzo przykro, że do takiej sytuacji doszło. Niestety nie zawsze można w 100 proc. sprawdzić informacje o miejscu ukrycia sprawcy. Tego typu pomyłki zdarzają się jednak niezmiernie rzadko - dodał rzecznik.

Jak dodał, na kilkaset tego typu akcji przeprowadzanych przez antyterrorystów w ciągu roku pomyłki stanowią ułamek procenta.

Kiedy policjanci mają informacje, gdzie może przebywać poszukiwany przestępca, weryfikują je np. prowadząc obserwację. Nie zawsze jednak da się to zrobić - dodał rzecznik.

Wyjaśnił, że w sytuacjach, gdy w danym mieszkaniu może ukrywać się przestępca z bronią, antyterroryści stosują tzw. wejście siłowe, czyli na ostro. W takich akcjach najważniejsze jest to, by osobę stanowiącą potencjalne zagrożenie zdezorientować, zaskoczyć i jak najszybciej obezwładnić. Tak jest np. w momencie gdy mamy informacje, że może ona mieć broń - zaznaczył Sokołowski.

Jak dodał, dlatego antyterroryści używają np. granatów hukowych. Ważne jest to, by stosować się do wszystkich poleceń, wezwań policjantów - zaznaczył.

Według relacji policji funkcjonariusze dostali informację, że w mieszkaniu przy ul. Orkana w Katowicach przebywa poszukiwany, uzbrojony przestępca związany z przestępczością samochodową. Wysłani tam antyterroryści wtargnęli we wtorek wieczorem do mieszkania. W środku nie było jednak przestępcy, a dwoje mieszkających tam lokatorów - kobieta i mężczyzna. Poszukiwany mężczyzna został potem zatrzymany w innym mieszkaniu w tym samym budynku. Kobieta i mężczyzna twierdzą, że byli kopani, szarpani, a mieszkanie zostało zdemolowane.

Śląska policja tłumaczy, że akcję przeprowadzono w nowym osiedlu. Informacja o miejscu, w którym miał ukrywać się poszukiwany mężczyzna, pochodziła od pracownika administracji. Funkcjonariusze relacjonowali, że na drzwiach mieszkań nie ma jeszcze numerów, a administracja nie zna za dobrze mieszkańców.

W marcu 2010 r. do podobnej sytuacji doszło w Łodzi. Grupa policyjnych antyterrorystów wtargnęła do mieszkania przy ul. Legionów. Policjanci wyważyli drzwi i wrzucili granat ogłuszający. W mieszkaniu były matka i nieletnia córka. Okazało się, że funkcjonariusze pomylili numery mieszkań. Z relacji poszkodowanych wynikało, że antyterroryści weszli do mieszkania, krzycząc, by padły na podłogę. Zniszczyli m.in. wykładzinę w kuchni oraz uszkodzili drzwi. Cała sprawa zakończyła sie orzeczeniem sądu i przyznaniem kobietom 9 tys. zł odszkodowania.

Głośna była też sprawa informatyka z Warszawy, do którego mieszkania przez pomyłkę antyterroryści weszli w lutym 2008 r. Mężczyzna został powalony na ziemię; miał uszkodzony kręgosłup. Warszawski Sąd Okręgowy przyznał mu odszkodowanie w wysokości ponad 80 tys. zł.