Jakieś katastrofy na pewno są nieuniknione, ale nie to, z czym mamy do czynienia od 2 miesięcy w Warszawie. Uważam, że to jest nieudolność. Zarówno ta katastrofa, która miała miejsce na Powiślu, jak i to, co wczoraj obserwowaliśmy, to jest nieudolność wykonawcy i brak nadzoru ze strony miasta - mówi w rozmowie z RMF FM Paweł Piskorski. Na pewno coś spartaczono. Proszę pamiętać, że w tym samym rejonie szły takie budowy, jak np. pierwszej linia metra i tam nie było żadnych zapaści, budynki nie siadały. Nie było takich katastrof. Jest tam, i po stronie wykonawcy, który to spartaczył z całą pewnością, i po stronie nadzoru miejskiego poważny problem. Niestety podatnicy będą za to płacić - dodaje. 

Były prezydent miasta nie wie dokładnie co się stało - jak sam tłumaczy nie widział dokumentacji, ale za błędy odpowiadają obie strony. Z całą pewnością zawinił gdzieś styk wykonawcy, który to źle robi i miasta, które - zwłaszcza przestrzeżone tym, co się stało na Powiślu - powinno w tej chwili zareagować. Tutaj są kolejne miliony strat - twierdzi. Nie uspokajają go też twierdzenia, że budowa jest ubezpieczona, a straty pokryje wykonawca. Oby tak było. Tylko, że wykonawca też nie jest w ciemię bity i zapyta prawdopodobnie ten ubezpieczyciel wykonawcy i powie: "Dlaczego panowie taką fuszerkę robicie?". Proszę zobaczyć na budowy metra w innych stolicach, ale też w naszej stolicy. Przecież nie było takich wypadków. Dzisiaj rzecznik budowy metra z rozbrajającą szczerością mówi: Eee.. To tak się musi dziać. Jeszcze możemy się paru takich rzeczy spodziewać" - ocenia.

Krytykuje też postawę ratusza, który za problemy wini sytuację geologiczną. To bzdura jest. Przecież pierwsza linia metra nie wywołała takich skutków. Proszę zobaczyć, co się dzieje w Paryżu, Rzymie, Nowym Jorku, Londynie. Nie ma tego rodzaju katastrof przy budowie nowych linii - mówi Paweł Piskorski.