Chodzi o system wideokonferencji, który miał pozwolić na przesłuchiwanie więźniów w zakładzie karnym - bez konieczności przewożenia go do sądu. Zaczęto go wprowadzać w 2010 roku. W multimedialne sale wyposażono 21 zakładów karnych, połączono je z wspólnym systemem informatycznym z 387 salami w 45 różnych sądach.

Wydano na niego 7 mln złotych.

Aby uregulować kwestie "wideoprzesłuchania" wprowadzono odpowiednie zapisy w kodeksie postępowania karnego.

W ciągu czterech lat skorzystano z niego zaledwie 175 razy. 

Jak pisze "Polityka" do sędziów argument ekonomiczny nie przemówił i przeważnie wolą ściągać świadka osobiście, nawet jeśli je zeznanie ograniczy się do kilku słów.