W tej chwili działania prowadzone będą na mniejszą skalę, bez użycia specjalistycznych sonarów czy kamer. Nie będą także wykorzystywani nurkowie - powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej oficer prasowy siedleckiej straży pożarnej brygadier Adam Dziura. Nurt rzeki strażacy będą co pewien czas penetrować łodzią, a wzdłuż jej koryta poszukiwania prowadzić będą ochotnicy z OSP w Mokobodach.

Adam Dziura zaapelował o rozwagę, by w przyszłości nie dochodziło do podobnych tragedii. Zwrócił uwagę, że niebawem rozpoczną się ferie zimowe, które dzieci i młodzież będą chciały wykorzystać na zimowe zabawy. - Najbezpieczniejsze jest tworzenie sztucznych ślizgawek, w czym mogą pomóc strażacy ochotnicy - powiedział brygadier. Adam Dziura zaapelował do rodziców, by to oni sprawdzali miejsca w których bawią się dzieci.

Rzecznik siedleckiej straży podkreślił, że pod żadnym pozorem nie należy wchodzić na lód znajdujący się na rzekach i innych ciekach wodnych. Dodał, że jeśli staniemy się świadkami wpadnięcia kogoś do lodowatej wody musimy zachować zimną krew i zachować maksimum ostrożności. Adam Dziura przypomniał, że nie wolno wówczas wchodzić na lód, ale położyć się i pełzając spróbować podać osobie znajdującej się w wodzie jakiś dłuższy przedmiot, na przykład kij, szalik czy kurtkę, przy pomocy którego moglibyśmy wciągnąć ją na taflę lodu.

Bracia z Mokobód zaginęli 29 grudnia. Według różnych relacji mieli odwiedzić kuzyna lub pójść na ślizgawkę. Ich poszukiwania trwały ponad tydzień. W piątek z pobliskiej rzeki Liwiec wyłowiono ciało starszego z braci. Młodszego dotychczas nie odnaleziono.