Zdaniem Sądu Najwyższego zarzuty postawione przez prokuratorów w kasacji były nie tylko chybione, ale i nieprawdziwe. Aleksander Broda powiedział IAR, że będzie domagał się zadośćuczynienia. Nie można zostać bezczynnym w takiej sytuacji, bo ludzie, którzy są odpowiedzialni za egzekwowanie prawa, mogliby poczuć się rozzuchwaleni - mówił były generalny konserwator zabytków.

Dodał, że po ogłoszeniu wyroku czuje ulgę, ale i pustkę, bo ta sprawa towarzyszyła mu przez czternaście ostatnich lat.

Wyrok Sądu Najwyższego to gorzka radość, bo mój klient musiał czekać na ten moment bardzo długo - mówił po ogłoszeniu wyroku adwokat Aleksandra Brody Adam Kasperkiewicz.

Uważam, że ta sprawa powinna być impulsem do poważnej refleksji nad odpowiedzialnością prokuratorów za podejmowane błędne decyzje z rażącym naruszeniem prawa. Za nierzetelne działania, które przynoszą realne krzywdy konkretnym osobom - podkreślał adwokat.

Aleksander Broda był generalnym konserwatorem zabytków w randze wiceministra kultury. W 2001 roku został zatrzymany przez policję i wyprowadzony w kajdankach ze swojego gabinetu.

Tego samego dnia został zdymisjonowany przez ówczesnego premiera Leszka Millera. Zarzucano mu m.in., że za łapówkę przyznał dotację na renowację zabytkowego spichlerza. Aleksander Broda nie przyznawał się do winy. Groziło mu do 10 lat więzienia.

Mówił, że chciał ratować zabytek. Trafił na rok za kraty. W ocenie prokuratury zabytkowy spichlerz był "bezużyteczną kupą desek". Dziś, po odrestaurowaniu jest ozdobą Olsztyna pod Częstochową.

22 miesiące przebywał w areszcie drugi z oskarżonych biznesmen Krzysztof S., który kupił spichlerz i starał się go odrestaurować.

ZOBACZ TEŻ: Łapówkarska afera wraca na wokandę. SN uchylił wyrok w sprawie Dochnala>>>