Jak się dowiedziała IAR, śledczy nie poprzestaną na szybkim postawieniu przed sądem jedynie ośmiu osób związanych z korupcją w byłym MSWiA i policji.

Rzecznik warszawskiej prokuratury apelacyjnej Zbigniew Jaskólski podkreśla, że pierwszy akt oskarżenia dotyczy Andrzeja M. - byłego dyrektora Biura Łączności i Informatyki Komendy Głównej Policji i byłego dyrektora Centrum Projektów Informatycznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zarzuca mu się przyjęcie łapówki w wysokości 3 milionów złotych, a także inne przestępstwa. W

akcie oskarżenia są także nazwiska jego czterech członków rodziny, którzy mieli prać brudne pieniądze.

- Akt oskarżenia dotyczy ośmiu osób, a główne śledztwo - kilkudziesięciu. Należy się spodziewać kolejnych oskarżeń już w najbliższych dniach - przyznał Jaskólski.

Rzecznik prokuratury nie chciał jeszcze mówić o szczegółach kolejnych aktów oskarżenia. Do warszawskiego sądu okręgowego nie wpłynął dziś żaden dodatkowy akt oskarżenia poza tym dotyczącym korupcji w MSWiA.

Zadaniem Mariusza Cielmy z DziennikaZbrojnego.pl, infoafera pokazała słabości polskiego państwa. Dziennikarz zajmujący się tematyką bezpieczeństwa ocenia, że skala korupcji jest dużym zagrożeniem dla naszego kraju, szczególnie jeśli sprawy dotyczą informatyzacji.

W Stanach Zjednoczonych wysokie kary za używanie korupcji między innymi w Polsce zapłacił jeden z dużych koncernów informatycznych. Dziennikarz zauważył, że duże międzynarodowe firmy wykorzystują panującą w danym kraju korupcyjną atmosferę. Jako przykład podał przetarg na uzbrojenie hinduskiej armii. Korupcję udowodniono jednej ze szwedzkich firm, mimo, że państwa skandynawskie są jednymi z najlepiej radzących sobie z problemem łapownictwa.

Infoafera dotyczyła nieprawidłowości w przetargach na informatyzację MSWiA oraz KGP, ale także nieprawidłowości dotyczyły przetargów w Głównym Urzędzie Statystycznym i MSZ.