W wyroku wydanym po procesie karnym o zniesławienie sąd uznał, że blogerka podawała nieprawdę i naruszyła dobra osobiste polityka PiS, przekraczając granice dozwolonej krytyki i co najmniej godząc się na to, że jej słowa mogą go narazić na utratę zaufania niezbędnego do sprawowania mandatu posła na Sejm. Z tego powodu ukarał oskarżoną grzywną w wysokości 1 tys. zł, obciążył ją kosztami procesu w wysokości blisko 5 tys. zł i zarządził podanie wyroku do publicznej wiadomości. Orzeczenie jest nieprawomocne; obrońca blogerki zapowiedział apelację.

Prywatny akt oskarżenia przeciw kobiecie wniósł Dawid Jackiewicz, do września minister skarbu w rządzie Beaty Szydło. Był to już drugi proces w tej sprawie. W pierwszym krakowski sąd uniewinnił oskarżoną, wskazując m.in., iż broniła społecznie uzasadnionego interesu, i nie ma podstaw do przyjęcia, że miała zamiar pomówić posła. W wyniku apelacji wyrok został uchylony i sprawa trafiła do ponownego rozpoznania w celu ustalenia, jakie intencje kierowały autorką wpisu.

Sprawa dotyczy wydarzeń z 2006 r. we Wrocławiu, kiedy zaalarmowany telefonicznie Dawid Jackiewicz (wówczas poseł na Sejm) ruszył na pomoc żonie z synem, atakowanym przez pijanego mężczyznę. Po przybyciu na miejsce ataku Jackiewicz miał zobaczyć napastnika na pętli autobusowej. Jak twierdził, w pewnym momencie mężczyzna się na niego zamachnął, a wtedy on go "odepchnął", zaś napastnik upadł głową na twarde podłoże. Po kilku dniach zmarł w wyniku obrażeń doznanych po upadku.

Przybyła na miejsce policja nie zatrzymała Jackiewicza, który okazał legitymację poselską. Śledztwo w sprawie spowodowania obrażeń u mężczyzny zostało umorzone, ponieważ prokuratura uznała, że polityk działał w granicach obrony koniecznej. Decyzję tę utrzymał sąd po zaskarżeniu jej przez rodzinę ofiary.

W kwietniu 2012 r. kobieta opublikowała na swym blogu w internecie felieton, w którym m.in. zaapelowała do prokuratora generalnego o wyjaśnienie sprawy, przywołując inne sprawy wymagające – jej zdaniem – wyjaśnień, np. sprawę śmierci Barbary Blidy, Krzysztofa Olewnika czy szefa polskiej policji gen. Marka Papały. Pisząc o sprawie Jackiewicza uznała ona, że "zabił człowieka rzekomo w obronie własnej, jak jednoosobowo stwierdziła jakaś ówczesna prokurator, chroniąc świadomie i celowo Jackiewicza przed zbadaniem sprawy przez niezawisły sąd"; że "zabił z zimną krwią", "bestialsko".

Na tej podstawie Jackiewicz oskarżył ją o to, że umieszczając w środkach masowego przekazu zniesławiający i poniżający go wpis, naraziła go na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania mandatu posła na Sejm RP.

- Twierdzenia oskarżonej są dla mnie bardzo krzywdzące i nie mają potwierdzenia w rzeczywistości – mówił Jackiewicz na poprzedniej rozprawie przesłuchiwany jako oskarżyciel prywatny. - Najwyższą wartością dla polityka jest jego dobre imię i wiarygodność – podkreślał wskazując, że "działania oskarżonej prowadzą do wyeliminowania go z życia publicznego". - Dlatego w takich sytuacjach jak te, a było ich już wiele, będę wstępował na drogę sądową – podkreślił. Zapewniał także, że zdarzenia opisane przez oskarżoną są w istocie jedną z największych traum w jego życiu i wielkim nieszczęściem, a zostało ono spowodowane przez agresję pijanego człowieka, który dwukrotnie atakował jego żonę i dziecko chcąc wyrządzić im krzywdę.

- Działałem w warunkach obrony koniecznej i broniłem swojej żony i syna – podkreślał, wskazując, iż na skutek zażalenia rodziny ofiary sprawę umorzenia oceniał także sąd, utrzymując w mocy decyzję prokuratury. - Robię to także dla moich dzieci, aby już nikt nigdy nie nazywał mnie zabójcą – dodał Jackiewicz.

Obrońca oskarżonej mec. Maciej Burda wskazywał, że decyzja o umorzeniu jest w najwyższym stopniu wątpliwa, bo między atakiem na rodzinę posła a jego przyjazdem upłynęło zbyt dużo czasu i nie można mówić o obronie koniecznej. Dlatego oskarżona miała prawo o tym napisać - nie po to, by pognębić oskarżonego, ale po to, by zwrócić uwagę na problem społeczny – mówił obrońca. Jak dodawał, blogerka posługiwała się formą felietonu, która uprawnia do ostrych sformułowań, a jej publikacja miała charakter interwencyjny. - Proszę o uniewinnienie. Nie znam pana Jackiewicza, nie interesuje mnie jego życie prywatne, chciałam jedynie zwrócić uwagę, że ta sprawa powinna być rozpoznana przez sąd, a nie umorzona decyzją prokuratora – mówiła w ostatnim słowie oskarżona, która nie stawiła się w środę na ogłoszenie wyroku.

W wyroku skazującym kobietę sąd uznał, że sprawę należy ocenić poprzez zweryfikowanie faktów. Jak wskazał sąd, Dawid Jackiewicz nigdy nie został skazany prawomocnie za zabójstwo, nigdy nie postawiono mu takich zarzutów; śledztwo toczyło się "w sprawie" nieumyślnego spowodowania obrażeń i zostało umorzone z powodu niestwierdzenia przestępstwa i przyjęcia działania w obronie koniecznej; postanowienie prokuratury podlegało ocenie przez sąd, który utrzymał je w mocy - oskarżona podawała więc nieprawdę i ponosi winę za naruszenie dóbr osobistych polityka, bo nawet prawo do swobodnego wyrażania poglądów i krytyki jest ograniczone dobrami osobistymi innych osób. - Prawo do krytyki nie może prowadzić do zniesławienia – podkreślił sąd. Zwrócił uwagę, że oskarżona, która od lat komentuje życie polityczne, "co najmniej godziła się na to, że jej wypowiedzi zawierają zarzuty zniesławiające i mogą narazić polityka na utratę zaufania publicznego".

Zadowolenie z wyroku wyrażał w rozmowie z dziennikarzami Dawid Jackiewicz. - Uważam, że krytyka formułowana pod adresem polityków jest oczywiście dopuszczalna, jestem na to przygotowany i w pełni świadomy tego ryzyka, jakie występuje przy uprawianiu zawodu polityka, ale posługiwanie się oszczerstwem, kłamstwem jest niedopuszczalne – mówił. Wyraził też przekonanie, że decyzja sądu "będzie też pewnego rodzaju przestrogą dla innych internautów, którzy w sposób dosyć niefrasobliwy posługują się krytyka wykraczającą poza dopuszczalne granice i traktują to jako narzędzie uprawiania polityki".

Złożenie apelacji od wyroku zapowiedział obrońca oskarżonej blogerki mec. Maciej Burda. - Moja klientka została uznana za winną tego, że użyła określenia "zabójca" do osoby, która nieumyślnie pozbawiła życia działając w obronie koniecznej. Jeśli ten wyrok byłby słuszny, to każdy dziennikarz, który w stosunku do sprawcy wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym użyje określenia "zabójca na drodze" popełnia przestępstwo i podlega odpowiedzialności karnej. Wolałbym, aby taka zasada została zweryfikowana w postępowaniu odwoławczym – powiedział mec. Burda.