Profesor Wolszczan przeprasza kolegów
Podejrzany o współpracę z komunistyczną bezpieką profesor Aleksander Wolszczan wyraża skruchę. W liście, który opublikowało pismo Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, naukowiec przeprasza kolegów i współpracowników, których nazwiska pojawiły się w publicznej debacie.
- Wałęsa o Wolszczanie: Za grzechy trzeba płacić
- Wolszczan zmienia linię obrony
- Szef toruńskich astronomów był agentem SB
- Kolejny astronom współpracował z SB
- Isakowicz-Zaleski: w Watykanie był szpieg
- Nie mamy Nobla, Wolszczan przegrał
- Wolszczan odchodzi z Uniwersytetu w Toruniu
- SLD: Wolszczan to ofiara polskiego piekiełka
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
List dotarł do rektora uniwersytetu, gdy sprawa domniemanej współpracy Wolszczana z SB stała się głośna, a na uczelni przekazano jej rozpatrzenie specjalnej komisji historyków, której zadaniem jest badanie spraw związanych z lustracją. W liście Wolszczan potwierdził, że SB zainteresowała się nim w 1973 roku, kiedy jako 26-letni asystent w Instytucie Astronomii przygotowywał się do wyjazdu na roczny staż do Niemiec.
"Organizacja ta (SB), tak samo jak PZPR, była nieodłącznym elementem krajobrazu PRL. Wiedziałem, że gdybym zapisał się do PZPR, nie <wychylał się> w czasie studiów i nie miał takiej pasji do badań naukowych, zapewne nie wpadłbym w tę pułapkę" - pisze w liście naukowiec.
"Z młodzieńczą lekkomyślnością uznałem, że do zaakceptowania jest kompromis, według którego pozornie zgodzę się na współpracę i po prostu nie będę udzielał jakichkolwiek użytecznych informacji o kimkolwiek i czymkolwiek, pilnie uważając, aby nie przekroczyć granic elementarnej uczciwości" - podkreśla Aleksander Wolszczan.
Trudne rozmowy Wolszczana z SB
"Rozmowy z SB, pomimo pozorów, zawsze były trudne i z upływem czasu coraz lepiej rozumiałem, jakie mogą kryć się za nimi niebezpieczeństwa i jakim błędem było dać się uwikłać w taką sytuację. Istniejące zapisy i sposób, w jaki się je interpretuje, w krzywym zwierciadle przedstawiają moją determinację, aby pozostać jedyną osobą mogącą ponieść konsekwencje tych rozmów" - pisze.
Profesor Wolszczan ubolewa, że nagłośnienie jego kontaktów z SB sprawiło, iż w tym kontekście pojawiły się także nazwiska jego kolegów i współpracowników z uczelni: "Naiwnie, nigdy nie sądziłem (...), że pojawią się teraz w publicznej debacie. Wszystkich ich za to przepraszam".
Dwa tygodnie temu rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu przyjął rezygnację Aleksandra Wolszczana z pracy na stanowisku profesora zwyczajnego.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!