Afera wokół prywatyzacji Enei
Sprzedaż Enei zmienia się w awanturę, w której jest wszystko: od prokuratury i ABW po obyczajówkę. Urzędnicy Ministerstwa Skarbu uważają, że najwięcej szkody robią lobbyści. W ministerstwie usłyszeliśmy historię "zaufanej osoby Lecha Kaczyńskiego", która pracuje w Enei i jest nie do usunięcia bez sowitej odprawy.
- Rząd w natarciu. Prywatyzuje to, co chce
- "Prywatyzujmy, i to jak najszybciej"
- Rząd pobudzi budżet prądem
- Budżet trafi dziś do Sejmu
- Francuzi też nie chcą kupić Enei
- Dziesiątki tysiący Polaków nie ma prądu
- Niemcy nie kupią Enei. Rząd chciał za dużo
- Polacy nie chcą prywatyzacji
- Rząd chce sprzedać prawie wszystko
- Lech Kaczyński mówi stop prywatyzacji
- Prywatyzacja firm ratunkiem dla budżetu
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Minister Aleksander Grad ma grubą teczkę z papierami na temat prywatyzacji Enei. Spora część tych dokumentów to donosy, zawiadomienia o popełnieniu przestępstw, listy z protestami. W tej
historii kopanie dołków pod konkurencją to codzienność.
"Bój jest gigantyczny, od dawna nie było takiej prywatyzacji. Ścierają się wielkie interesy" - mówi minister skarbu. Przy okazji ujawnia, jak chce doprowadzić do sprzedaży
energetycznego koncernu. Po pierwsze każdy napływający donos wysyła do ABW. Po drugie stoi na stanowisku, że prywatyzację w tym roku może zatrzymać tylko zbyt niska oferta ze strony
inwestorów. Po trzecie ostatecznej decyzji nie chce podejmować sam, chce ją skonsultować z całą Radą Ministrów. Taki wariant jest najbezpieczniejszy dla samego ministra skarbu. Ale i tak Grad
krytyki nie uniknie.
Zbyt wiele różnych ośrodków chce na tej prywatyzacji zarobić - jedne pieniądze, inne kapitał polityczny. Jakie to ośrodki? Po pierwsze rząd: ratuje budżet, ale wie, że sprzedawanie
wielkiej spółki w kryzysie to potężne ryzyko. Po drugie prezydent i jego otoczenie: Lech Kaczyński nie chce oddawać Enei w obce ręce, a otoczenie cieszy się, że porażka Tuska będzie dobrym
wstępem do kampanii prezydenckiej. Dalej są dwa zachodnie koncerny energetyczne. Jeden ma mniejszościowy pakiet w Enei, ale do konkursu nie stanął. Drugi pozostaje w grze i ma nadzieję na
tryumf nad konkurentem. Na trzecim planie związkowcy (bardzo silni w Enei) i zdezorientowana załoga. Bronią wielkich przywilejów i miejsc pracy. Wiedzą, że prędzej czy później prywatny
inwestor zrobi porządek z przerostami zatrudnienia i zacznie obcinać socjal. Na samym końcu układanki są małe firmy, wśród nich załatwiacze i lobbyści, którzy przy okazji wielkiego
interesu chcą wyrwać coś dla siebie. "Im dłużej przyglądamy się tej prywatyzacji, tym bardziej obraz jest mętny" - mówimy Gradowi. Minister odpowiada śmiechem:
"To dobry objaw, niedawno przez to przechodziłem".
Kupisz prąd i umyjesz auto
Na Eneę można spojrzeć na dwa sposoby. Firma przypomina peerelowski kombinat. W strukturze jest spółka sprzedająca samochody. Można nie tylko kupić, ale umyć, nawoskować, naprawić auto, a
na dodatek zatankować pełny bak. Z Eneą można pojechać na wycieczkę, bo energetycy mają dwa biura podróży. Koncern ma także hotel pod Poznaniem, jest sanatorium w Inowrocławiu. W
należących do Enei spółeczkach do kupienia są laptopy, faksy, a nawet bagażniki rolkowe do przewozu drabin.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!