Kontroler lotów ze Smoleńska sugerował załodze rządowego tupolewa, by lądowała w oddalonym o 200 km Mińsku. Ale piloci postanowili spróbować jeszcze raz - podaje gazeta.ru. W sumie podchodzili do lądowania trzy, a nawet cztery razy. Nad pasem startowym unosiła się bardzo gęsta mgła, która znacznie utrudniała widoczność.
Po kolejnym nieudanym podejściu do lądowania dyspozytor z lotniska w Smoleńsku zasugerował załodze, by leciała do Mińska. Tam warunki lądowania byłyby korzystniejsze. Ale pierwszy pilot postanowił podjąć kolejną próbę posadzenia maszyny na ziemi. Nie udało się - w gęstej mgle samolot zahaczył o drzewa i runął na ziemię.
Na pokładzie maszyny wybuchł pożar. Samolot rozpadł się na części. Świadkowie mówią, że nad lasem unosiły się kłębu gęstego dymu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane