Ustawa o prawie autorskim nie nadąża za rozwojem rynku. W świecie bez internetu działała świetnie, w świecie cyfrowym nie chroni twórców treści – mówi DPG Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy, zrzeszającej wydawców na polskim rynku. Tłumaczy, że dziś dowolny serwis może streścić informację z gazety lub strony internetowej wydawcy – czyli twórcy informacji – niemal w całości, zanim ta ukaże się w kiosku. Często nie podając źródła albo podając je niewłaściwie. Wydawcy twierdzą, że stawia ich to na straconej pozycji, bo nie przekłada się ani na liczbę sprzedanych egzemplarzy drukowanej gazety, ani użytkowników na jego stronie internetowej.

Choć czytelnictwo prasy nie spada, w ciągu ostatnich pięciu lat jej nakłady spadły o 18,2 proc. Wraz z kryzysem gospodarczym przełożyło się to na spadek udziału prasy w rynku reklamy – według szacunków domu mediowego Zenith Optimedia – z 29,3 proc. w roku 2005 do 15,7 proc. w 2010 r., czyli o 127 mln dol. W tym czasie udział w rynku internetu wzrósł z 2,8 proc. do 15,5 proc., czyli o 453 mln dol. Sieć stała się głównym beneficjentem wzrostu przychodów reklamowych. Zdaniem IWP rok 2012 przyniesie prasie dalszy spadek przychodów reklamowych, ograniczając możliwość inwestowania w rozwój w internecie.

Wydawcy argumentują, że obecne prawo pozwala jednak zarabiać na ich treściach innym serwisom, takim jak na przykład Chomikuj czy Pobieraczek, które pobierają opłaty od użytkowników za dostęp do serwerów, z których mogą ściągać gazety, książki czy filmy lub seriale. Choć serwisy usuwają nielegalne treści na wniosek wydawcy, skala zjawiska się nie zmniejsza.

Obowiązujące prawo autorskie i jego egzekucja pozwalają na budowę w sieci modelu biznesowego, który umożliwia osiąganie przychodów bez ponoszenia kosztów tworzenia treści – dodaje Maciej Hoffman.