Cyberoko to komputerowe urządzenie, które pozwala śledzić wzrok osoby patrzącej na monitor. Dzięki temu może ona przejąć kontrolę nad komputerem – wyjaśnia, prezentując produkt, Andrzej Czyżewski, profesor stojący na czele sześcioosobowego zespołu, który wynalazek stworzył. Jak to działa w praktyce? Po tym jak nałożymy na głowę specjalne urządzenie nasz wzrok działa podobnie do komputerowej myszki, dzięki czemu możemy wybierać różne opcje z ekranu monitora. To pozwala ludziom, którzy zapadli w śpiączkę (w Polsce to co roku 14 tys. osób) i po wybudzeniu nie odzyskali sprawności ruchowej, na komunikację ze światem. – Te osoby są zamknięte w swoim ciele. Część z nich nie odzyska świadomości. Część nie będzie mogła się ruszać. Ale oni cały czas żyją, słyszą, widzą, czują i rozumieją. Wyobraźcie sobie, że przez cztery lata ktoś za was o wszystkim decyduje, nie możecie sobie wybrać nawet ulubionego soku – mówiła w TVP 1 podczas finału konkursu Polski Wynalazek 2013 jedna z terapeutek ośrodka opiekuńczego Światło w Toruniu. Cyberoko konkurs wygrało.

Wśród ośmiu finalistów imprezy dominowały projekty przygotowane przez zespoły naukowców na uczelniach i w wyspecjalizowanych firmach. Ale obok tak skomplikowanych i specjalistycznych produktów, jak immersyjny, niechłodzony detektor dalekiej podczerwieni do zastosowań kosmicznych, CyberRyba – podwodny robot mobilny z napędem falowym – czy fotobioreaktor z systemem solar-tracker do produkcji biopaliw III generacji, znalazł się także Safe-Step, czyli udoskonalona laska dla niewidomych. Wymyśliło ją dwóch uczniów (dziś studentów pierwszego roku Politechniki Krakowskiej) Kamil Bączek i Wojciech Dyl oraz nauczyciel z technikum elektronicznego w Połańcu Mariusz Zyngier. – W tradycyjnym narzędziu dla osób niewidomych i słabowidzących zainstalowaliśmy dwa czujniki. Czujnik światła, dzięki czemu gdy na dworze robi się ciemno, laskę rozświetlają diody, oraz czujnik odległości, co pozwala precyzyjnie określać przeszkody na drodze. Gdy użytkownik zbliża się do czegoś, laska zaczyna wibrować – tłumaczy w rozmowie z DGP ten ostatni. W skonstruowanym za 200 zł urządzeniu wykorzystano m.in. silnik z wibratora.

Skąd inspiracja? Na jednym ze staży naukowych (uczniowie z Połańca często wyjeżdżają m.in. dzięki unijnemu programowi edukacyjnemu Leonardo da Vinci) młodzi ludzie byli świadkami wypadku. Zmierzchało, kiedy pokonujący ulicę niewidomy prawie wpadł pod samochód. Gdyby pieszy korzystał z Safe-Step, kierowca zobaczyłby go dwie, trzy sekundy wcześniej i dzięki temu miał więcej czasu, by zahamować.

Nigdy więcej zgubionej skarpety

O tym, że liczą się głównie pomysł i pewna żyłka innowacyjności, świadczą także inne wynalazki, które zostały zgłoszone do konkursu, a nie zakwalifikowały się do finału. Większość z nich łączy to, że mogą uprościć nasze codzienne życie. Na przykład spinacz O-Ring do prania, suszenia i przechowywania skarpet w parach został stworzony z myślą o takim człowieku, który „chociaż raz w życiu szukał swojej skarpety do pary, znajdował samotne skarpety w szufladzie, walczył o swoje pary z siostrą, bratem, synem, córką”. Jak czytamy w opisie wynalazku, sprytny mały produkt leży na półce w łazience i sprawia, że każdy z naszych domowników chce zaznaczyć swoje skarpety swoim kolorem, a jest ich 12 do wyboru. Główna idea: prosta rzecz pomocna dla wszystkich.

Innym wynalazkiem, który do finału się nie zakwalifikował, ale poraża swoją praktycznością, jest podstawka do odbioru bilonu. Ma to zapobiec sytuacjom, w której na pewno każdy z nas znalazł się niejednokrotnie. Dostaliśmy resztę w sklepie w kilku lub kilkunastu monetach i każdą trzeba podnieść, co dosyć często bywa kłopotliwe. A jak wiadomo, człowiek człowiekowi wilkiem, kolejki w spożywczakach bywają długie, tak więc piorunujący wzrok skierowany na opóźniacza staje się doświadczeniem traumatycznym. Dzięki podstawce do bilonu resztę zgarniamy dosłownie w pół sekundy i kolejka żwawo może ruszać do przodu.

Podstawkę wymyślił Karol Szymański wraz z ojcem Wojciechem. Obaj prowadzą firmy, które w pewnym stopniu żyją z wprowadzania na rynek nowych wynalazków. – Inspiracją jest codzienne życie i rozwiązywanie problemów. Opracowaliśmy m.in. przenośny zestaw tekturowych naczyń do grillowania. Są tam i tacki, i sztućce, a z opakowania można stworzyć minibar i dzięki temu unikamy problemu, że wiatr nam zastawę rozrzuca – tłumaczy Szymański. Oprócz podstawki do bilonu przedsiębiorcy zgłosili do konkursu także rozkładany wazon tekturowy na kwiaty, który w dniu finału zdobył prestiżowe wyróżnienie w konkursie Art of Packaging.

O tym, że wyobraźnia (nie)przeciętnego Jana Kowalskiego nie zna granic, świadczą także inne wynalazki zgłoszone do konkursu. Szczególnie zwraca na siebie uwagę Wucetron (nazwa towarowa zastrzeżona), czyli automatyczna deska sedesowa, którą można podnosić i opuszczać za pomocą specjalnej dźwigni umieszczonej obok. Rzecz ma się szczególnie przydawać w miejscach publicznych, jak np. szkoły czy szpitale. Za to zdecydowanie w domu używane winno być urządzenie „No stres”, które pozwala na automatyczne bujanie wózka czy łóżeczka z małym dzieckiem. O tym, jak zbawienny może się okazać taki przyrząd, wie tylko sfrustrowany rodzić, który po godzinie uspokajania pociechy odchodzi na paluszkach od łóżka, by po 10 sekundach znów usłyszeć płacz.

Naukowcy i samorodki

Kim są polscy następcy Aleksandra Grahama Bella? – Wynalazców można znaleźć w każdym środowisku. Czasem są to ludzie z uczelni, czasem z przemysłu, ale bywają także samorodki i pasjonaci, którzy tworzą nowe urządzenia, bo mają do rozwiązania konkretny problem. Przeważnie komercjalizacją zajmują się jednak firmy, które te innowacje kupują – opowiada dr hab. Marcin Nabiałek, sekretarz generalny Polskiego Stowarzyszenia Wynalazców i Racjonalizatorów.

Wbrew pozorom są to także często ludzie bardzo młodzi, ale z twórczym podejściem. Jak np. dziewczyna, która chodziła na basen i przeszkadzało jej, że kiedy zdejmuje czepek, wyrywa sobie włosy. Problem rozwiązała poprzez przyszycie do czepka dwóch pasków aksamitu. Dziś innowacją interesują się duże przedsiębiorstwa. – Młodzi ludzie podchodzą do starych problemów w sposób niestereotypowy. Oni w swoich projektach nie korzystają z doświadczenia, lecz raczej z intuicji i niczym nieskrępowanej wyobraźni – komentuje Nabiałek.

Zapewne zdecydowana większość wynalazków trafia do piwnicy czy garażu, ale zdarzają się wielkie sukcesy. Na pewno może o nim mówić Stanisław Szczepaniak, chemik i założyciel kieleckiej firmy Invex, który ma ponad sto patentów, a jego produkty były wielokrotnie nagradzane złotymi medalami na światowych targach wynalazków m.in. w Brukseli, Bukareszcie, Budapeszcie, Genewie, Norymberdze, Pekinie czy Pittsburghu. Przedsiębiorstwo produkuje m.in. trudnopalne ciecze chemiczne.

Być może ci, którzy nadesłali swoje wynalazki na konkurs Polski Wynalazek, także przekują swoją kreatywność w biznesowy sukces. A nawet jeśli nie, to przynajmniej ułatwią życie sobie i swoim najbliższym.