Konkretne zarzuty pod adresem rządu można mnożyć. W trakcie prac nad ustawami okołobudżetowymi okazało się, że rząd nie zadeklaruje, jaką sumę z budżetu przez cztery kolejne lata będzie przekazywał na wsparcie dla gmin przy dożywianiu osób potrzebujących, m.in. dzieci. Zamiast tego co roku będzie określał, jaką sumę może wyłożyć. To oznacza, że gminy nie będą w stanie określić, w jakiej skali – i czy w ogóle – będą w stanie dożywiać najbardziej potrzebujących.

Kolejna rzecz to pomoc państwa przy zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Dotąd było tak, że z budżetu państwa pokrywano 30 proc. kosztów zatrudniania tej grupy. Teraz zapisano, że będzie to do 30 proc. A to oznacza, że PFRON, którego zadaniem jest m.in. aktywizacja zawodowa niepełnosprawnych, będzie musiał dołożyć do tego zadania i zabraknie mu na inne rzeczy, np. rehabilitację społeczną osób niepełnosprawnych.

Dla nikogo nie jest już tajemnicą, że w dużych tarapatach finansowych znalazł się ZUS, co utrudnia wypłatę świadczeń emerytalnych i rentowych. Rząd zamierza załatać dziurę, zabierając środki z rezerwy demograficznej, co uważam za fatalny pomysł. Te pieniądze powinny czekać nietknięte do tego czasu, gdy – zgodnie z prognozami demografów – liczba osób pracujących zacznie drastycznie spadać, a emerytów równie szybko rosnąć.