- Socjolog: Mężczyźni też doświadczają nierówności ze względu na płeć
- Socjolog: Polityki równościowe są już właściwie wyłącznie dla kobiet
- Socjolog: Często spotykam się z wrogością przez to, czym się zajmuję
- Socjolog: Nie należy się licytować, która płeć ma gorzej
- Socjolog: Niewiele osób chce o tym mówić głośno ze strachu
Niebawem ukaże się książka Michała Gulczyńskiego pt. "Mężczyźni. O nierówności płci", nakładem Wydawnictwa Port. Autor zebrał w niej wyniki swoich badań oraz analizy przeglądu literatury naukowej w tym obszarze.
Socjolog: Mężczyźni też doświadczają nierówności ze względu na płeć
Dziś, gdy tak dużo mówimy o równości płci i kiedy podejmuje się tak wiele działań, żeby te niekorzystne nierówności wyeliminować, to robimy to tylko dla jednej strony – kobiet. To wzbudza pewną niestabilność społeczną, że podejmujemy działania na rzecz jednych, a drugich nie. Przecież mężczyźni też doświadczają nierówności ze względu na płeć, np. mają wyższy wiek emerytalny albo są poddawani kwalifikacji wojskowej. Dlatego potrzebują podmiotowego traktowania i pokazania, że jeśli już w ogóle dzielimy obywateli ze względu na płeć, to dobro mężczyzn też jest istotne – zwrócił uwagę w rozmowie z PAP, przy okazji obchodzonego w Polsce 10 marca Dnia Mężczyzny, badacz nierówności płci w edukacji i polityce dr Michał Gulczyński, który obecnie przebywa na dwuletnim stypendium podoktorskim Max Weber Fellowship w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji (Włochy).
Socjolog: Polityki równościowe są już właściwie wyłącznie dla kobiet
Jednym z obszarów, które bada Michał Gulczyński, jest polityka równościowa Unii Europejskiej. Przeanalizował on wszystkie strategie unijne w tym zakresie i roczne raporty m.in. pod kątem koncepcji zmieniania szeroko rozumianych ról społecznych.
Problemy mężczyzn dotyczące ich nierówności w zdrowiu czy edukacji pojawiały się w tych dokumentach od 2000 do 2015 roku – na takiej zasadzie, że faktycznie są takie nierówności i trzeba się zastanowić, co z nimi zrobić. Ale ostatecznie nic z nimi nie zrobiono. W mojej ocenie od mniej więcej 2015 roku polityki równościowe są już właściwie wyłącznie dla kobiet. Bo nawet wprowadzany urlop ojcowski był argumentowany przede wszystkim koniecznością wyrównania sytuacji kobiet na rynku pracy, a rzadko potrzebą mężczyzn do spędzania większej ilości czasu z rodziną i potrzebą budowania więzi ojca z dzieckiem. Poza tym w dokumentach z ostatnich lat zazwyczaj, jeśli już w ogóle, mężczyzna pojawia się jako ten "problem solver", czyli ktoś, kto ma rozwiązać problem, w tym przypadku – nierówności wobec kobiet – mówił socjolog i politolog.
Socjolog: Często spotykam się z wrogością przez to, czym się zajmuję
Gulczyński przyznał, że temat, którym się zajmuje, jest "mocno kontrowersyjny", i że regularnie spotyka się z negatywnymi reakcjami, również w środowisku akademickim. Zazwyczaj nie jest to krytyka merytoryczna czy odnosząca się np. do metodyki badań, ale reakcje wrogości do innego punktu widzenia. Często też, gdy na przykład przedstawiam badania o luce płci w edukacji i o tym, że chłopcy mają gorsze wyniki albo że stanowią mniejszość wśród studentów, od razu widzę po drugiej stronie potrzebę odbicia piłeczki i unieważnienia tych kwestii, że tak naprawdę problemy chłopców czy mężczyzn nie są w żadnym razie tak ważne, jak te problemy kobiet, o których na co dzień mówimy. Ale wtedy tak naprawdę nie jest to już problem naukowy, tylko normatywny i polityczny – mówił.
Socjolog: Nie należy się licytować, która płeć ma gorzej
Dlatego – kontynuował – przede wszystkim nie należy się licytować, która płeć ma gorzej. Zawsze możemy znaleźć jakiś obszar, w którym "przebijemy" drugą stronę, że na przykład mężczyźni są poddawani kwalifikacji wojskowej, dłużej pracują, umierają wcześniej, a kobiety zarabiają mniej albo jest ich mniej na wysokich stanowiskach. To już jest kwestia tego, który problem uznamy za ważniejszy – mówił.
Socjolog: Niewiele osób chce o tym mówić głośno ze strachu
Na koniec pytany, czy określiłby kwestię nierówności wobec mężczyzn jako temat tabu, przytaknął. Niewiele osób chce o tym mówić głośno, ponieważ się boją, że zostaną uznane za niepasujące do ich środowiska pracy, mizoginów albo za wyborców skrajnej prawicy. W dodatku politykom często się to może nie opłacać, dlatego nawet nie podejmują takich tematów – podsumował Michał Gulczyński.