Paulina Nowosielska: Czy korzystanie z pomocy społecznej stało się dla dziesiątek tysięcy Polaków jedynym sposobem na życie?
Anna Ruzik*: Dla pewnej grupy tak. Choć osób korzystających z pomocy społecznej jest coraz mniej. Po pierwsze po 2003 r. wzrosła liczba gospodarstw domowych, w których przynajmniej jedna osoba ma pracę, wzrósł poziom dochodów. A po drugie od 2006 roku nie były zmieniane kryteria dochodowe przyznawania pomocy społecznej. Przy wzroście poziomu zamożności społeczeństwa spowodowało to, że mniej osób ze względu na dochody kwalifikowało się do tej pomocy.
Wbrew pozorom nie dotyczy tylko wsi, nie omija miast. Na przykład Łodzi, w której po upadku przemysłu włókienniczego pozostały setki bezrobotnych trudnych do aktywizacji. Jeśli po utracie pracy w pierwszej połowie lat 90. nie udało im się przejść na wcześniejszą emeryturę czy rentę, stali się klientami ośrodków pomocy.

Reklama

Ile osób w kraju po prostu nie chce podjąć pracy?
Nawet jedna trzecia zarejestrowanych w Polsce jako bezrobotni tak naprawdę nie powinna trafić do tych rejestrów. Bo albo świadomie nie chcą oni pracy podjąć i jej nie szukają, albo rejestruje się wyłącznie po to, by mieć ubezpieczenie zdrowotne. A i tak pracują w szarej strefie albo wyjeżdżają okresowo zarobić za granicą.

Pensja minimalna to niecałe tysiąc złotych. Zasiłek plus inne formy pomocy powodują, że niektórym nie opłaca się pracować. Jak z tego wybrnąć?
W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii wprowadzono zachęty do podejmowania pracy, m.in. dla samotnych matek. To jedna z dobrych dróg: sprawienie, że praca będzie bardziej atrakcyjna niż pobieranie świadczeń z pomocy społecznej. Sprowadzać się to może do tego, by osoba podejmująca pracę nie traciła automatycznie prawa do wszystkich albo całych zasiłków. Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie współistnienia zarobków i części zasiłków np. przez pierwsze pół roku pracy. Kolejna dyskutowana sprawa to zwolnienia podatkowe dla najuboższych, którzy podjęliby nisko płatną pracę, a w dłuższym okresie pomoc w zwiększeniu kwalifikacji poziomu kapitału ludzkiego takich osób.

Pytanie, czy uda się tych ludzi na stałe zaktywizować?
Młodych, tak. Szczególnie jeśli pomoże się im w pierwszych latach obecności na rynku pracy. Niektórzy chronicznie bezrobotni - szczególnie jeśli są obciążeni np. uzależnieniami - są jednak oporni na wszelkie bodźce. Należałoby skupić się na dzieciach tych osób, by nie powielały negatywnego wzorca rodziców. Powinny mieć okazję zobaczyć różnicę między sytuacją ekonomiczno-społeczną ludzi pracujących i bezrobotnych.

czytaj dalej >>>



Czy wyuczona bezradność jest charakterystyczna dla naszego regionu?
Europa Środkowo-Wschodnia ma swoją specyfikę. Ważne, w jaki sposób kraje podchodziły do transformacji, czy pozwalały swoim obywatelom przechodzić na wcześniejszą emeryturę i na co pierwotnie nastawiony był głównie rynek pracy. Poza tym są jeszcze kwestie kulturowo-etniczne. Słowacja ma duży problem z Romami, bardzo trudno ich zaktywizować. Jednocześnie badania sprzed kilku lat pokazały, że we wszystkich krajach europejskich ok. 20 proc. osób sądzi, że główną przyczyną ubóstwa jest "lenistwo i niechęć do aktywności".

Ile osób w Europie Zachodniej korzysta z opieki społecznej?
Kryzys zmienił tam sytuację. Na przykład Irlandia jeszcze niedawno była krajem szybko rozwijającym się choć o relatywnie dużej rozpiętości dochodów. Jednak w ostatnich miesiącach sytuacja na rynku pracy pogorszyła się, co miało wpływ na pogorszenie sytuacji części populacji. Problem jest istotny jednak nie tylko w czasie kryzysu i wszystkie kraje się z nim borykają. Pamiętajmy, że rok 2010 został ogłoszony Europejskim Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym.

Rozwinięta opieka społeczna miała swoje uzasadnienie w okresie transformacji. Czy teraz jest podobnie?
Na pewno nie powinno się po prostu radykalnie obciąć zasiłków, ponieważ mamy cykl koniunkturalny i w obecnym spowolnieniu jest więcej osób, którym trzeba pomóc. Ale przydałaby się lepsza kontrola osób, które dostają pomoc. Czy robią jednocześnie cokolwiek, by wyjść z ubóstwa? Czy trzeba im w jakiś sposób pomóc?

A może rozwiązaniem jest zmiana pomocy czysto pieniężnej na rodzajową?
Niektóre centra pomocy tak robią i zamiast gotówki dają bony obiadowe. Ale ciągle zostaje kwestia kontroli, czy ktoś po wyjściu z ośrodka nie sprzeda tych bonów. I w konsekwencji: czy koszty kontroli wykorzystania pomocy nie będą wyższe od niej samej. Na pewno trzeba zrobić wszystko, by praca zawodowa była bardziej atrakcyjna od życia na zasiłku.

dr Anna Ruzik, Szkoła Główna Handlowa oraz IPiSS i CASE w Warszawie