Podczas konwencji w Szczecinie okręt flagowy LiD znowu lekko chybotał. Prezydent był „niedysponowany”. Ten eufemizm - używany przez dziennikarzy na wszelki wypadek, by uniknąć procesu - wszedł za sprawą Aleksandra Kwaśniewskiego już na stałe do języka naszej polityki. Przymrużone oczy, intensywne próby koncentrowania wzroku, lekkie falowanie sylwetki. Wszyscy to znamy z przeszłości. Kolejne wpadki byłego prezydenta mogą podkopać zaufanie do LiD w większym stopniu niż najbardziej chytry przedwyborczy podstęp konkurencji. Najwięcej zyska na tym Platforma.
Po tym, jak Kwaśniewski był na rauszu podczas wykładu w Kijowie, Marek Borowski próbował bagatelizować sprawę. Nawoływał żartobliwie byłego prezydenta, by przed wyborami nie jeździł na wschód. Ale kłopot wyraźnie nie leży w geografii. Były prezydent ma chyba poważny problem, z którym boryka się wielu - starszych i młodszych, uczciwych i nieuczciwych, mądrych i głupich - Polaków. Osobiście mu współczuję. Jednak dobrze, że o tym problemie dowiadujemy się jeszcze przed wyborami. Wszak LiD rozważał pomysł, by w przyszłości powołać rząd premiera Kwaśniewskiego.