Cztery lata później, 14 czerwca 2007 roku: Nicolas Sarkozy, od niespełna miesiąca następca Chiraca, przyjeżdża do Warszawy. Chce przekonać polski rząd, by przestał grozić wetem wobec przyszłego "uproszczonego traktatu", który miałby zastąpić odrzuconą Konstytucję Europejską. Tydzień później, na szczycie w Brukseli, przeciwstawia się Niemcom, którzy przez moment skłonni byli podjąć decyzję z wykluczeniem Polski, która cały czas nie zgadzała się na proponowany system podejmowania decyzji. Teraz prezydenci spotykają się ponownie w Paryżu. Rozmawiają na temat traktatu reformującego.

Te dwa tak różne podejścia do nowego państwa członkowskiego pokazują, że rozpoczęła się zupełnie nowa era dyplomacji francuskiej. Arogancja, pogarda i uczucie wyższości, a także wyjątkowość relacji francusko-niemieckich i brak zainteresowania dla małych krajów, które niewiele znaczą pod względem gospodarczym i wojskowym - z pewnością nie są znakiem firmowym nowej "sarkozyjskiej" dyplomacji.

Zwycięstwo Nicolasa Sarkozy’ego w wyborach 6 maja 2007 roku oznacza dojście do władzy we Francji nowej generacji polityków, którzy zaczęli karierę w latach 80. i nie zaznali ani wojny, ani odbudowy. Dla nich pojednanie francusko-niemieckie, podobnie jak istnienie zjednoczonej Europy, to oczywistości, o które już nie trzeba walczyć. Nie znali oni generała De Gaulle’a i nie byli wychowani w micie francuskiej "potęgi". Doskonale znają pozycję swojego kraju w świecie. Wiedzą, że wiele on znaczy, ale nie jest supermocarstwem.

Po raz pierwszy także Francja wybrała swoim prezydentem syna imigrantów węgierskich, którzy uciekli przed sowiecką okupacją i dyktaturą komunistyczną. To ważne, ponieważ do tej pory rządzący Francją utożsamiali totalitaryzm wyłącznie z nazizmem, żywiąc jednocześnie wiele sympatii dla Rosji Sowieckiej, postrzeganej jako jeden ze zwycięzców II wojny światowej. (Nie wspominając już nawet o stałej obecności na francuskiej scenie politycznej partii komunistycznej, która długo miała poparcie jednej trzeciej wyborców).

Cała powojenna dyplomacja francuska naznaczona była tą wypaczoną wizją, która zbyt często skłaniała ją do stawiania znaku równości pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, nawet z wyraźną preferencją dla tego drugiego. Ostentacyjna przyjaźń Chiraca z Putinem, a także gwałtowny sprzeciw wobec wojny w Iraku (akurat uzasadniony, co pokazuje tamtejszy rozwój wydarzeń) były kontynuacją takiego myślenia. Wybór Sarkozy’ego jest równie ważny dla relacji z krajami Europy Środkowej i Wschodniej, jak i dla stosunków z Niemcami Angeli Merkel, która także zaznała komunistycznych "dobrodziejstw" w NRD.

Dla Sarkozy’ego nie ma różnicy pomiędzy wschodem a zachodem Europy. Dla niego, co wielokrotnie podkreślał, Polska jest jednym z wielkich krajów europejskich, nawet jeśli pod względem gospodarczym nie dorównuje zachodnim partnerom. Jego wizyta w Polsce i przedwczorajsze spotkanie z prezydentem Kaczyńskim w Paryżu dobrze pokazują tę wielką zmianę podejścia, jaka nastąpiła we francuskich kręgach decyzyjnych.