Wbrew temu, co twierdzą niektórzy politycy, odróżnienie Polski solidarnej i Polski liberalnej może być racjonalnym opisem naszej rzeczywistości.
Polska solidarna to byłby kraj, w którym zagwarantowano by możliwie równe szanse dla wszystkich, i w którym nikt, kto sobie nie radzi, nie pozostałby bez pomocy państwa. To kraj, w którym skutecznie działa "państwo opiekuńcze”.
Polska liberalna to byłby kraj, w którym ludzie są w sensie prawnym wolni, ale ich sytuacja w ogromnym stopniu zależałaby tylko od nich samych. Pomoc dla przegrywających pojawia się w tym systemie wyjątkowo, a państwo ma bardzo ograniczone zobowiązania, by zabiegać o równe warunki startu.
Przed poprzednimi wyborami PiS opowiedziało się głośno za Polską solidarną, a PO de facto za ewolucją w kierunku Polski liberalnej (symbol to podatek liniowy). Polska była wówczas krajem zawierającym zarówno cechy "solidarne", jak i "liberalne", ale ewolucja wyraźnie zmierzała w kierunku modelu liberalnego. PiS głosił, że ten proces trzeba odwrócić, a PO, że powinien być przyspieszony.
Przez ostatnie dwa lata rządziło PiS. Czy zbudowało solidarną Polskę lub choćby wprowadziło poważne zmiany zmierzające do tego modelu? Nie. Pewnie dlatego więc w obecnej kampanii wyborczej PiS właściwie nie odwołuje się do hasła solidarnej Polski. Akcentuje zwalczanie korupcji i straszy wyborców sojuszem PO z LiD-em, co ma przynieść (i pewnie tak by się stało) odbudowę III RP.
Byłoby niesprawiedliwie powiedzieć, że PiS realizowało politykę odwrotną od zapowiedzianej. Wprowadzono pewne zmiany, które leżą na drodze do Polski solidarnej - ulgi podatkowe na dzieci, becikowe, podwyżka wynagrodzeń minimalnych, zwiększenie płac w budżetówce, waloryzacja świadczeń emerytalnych i kilka drobniejszych spraw. Jednak wprowadzono też zmiany idące dokładnie w odwrotną stronę - zniesienie - nawet w przypadku największych fortun - podatku od spadków i darowizn, uchwalenie na przyszłość zmian podatkowych korzystnych dla najzamożniejszych obywateli. Co szczególnie ważne, nie podjęto żadnej próby likwidacji jawnych przywilejów dla najzamożniejszych (np. liniowego podatku dla najbogatszych samozatrudnionych czy śladowej składki ubezpieczeniowej płaconej także przez bogatych rolników). Zrobiono tylko małe i niekonsekwentne kroki w kierunku solidarnej Polski, mimo że były wyjątkowo sprzyjające warunki.
Dlaczego tak się stało? Chyba przede wszystkim dlatego, że hasło solidarnej Polski było dla PiS-u przede wszystkim hasłem w wyborczej propagandzie. Nigdy nie powstał program rozwijający to hasło w konkrety. Ekipa rządowa chyba nie dysponowała koniecznym do tego intelektualnym potencjałem, ani nie miała jednoznacznej woli podjęcia alternatywnej polityki społeczno-gospodarczej budującej solidarną Polskę. Symbolicznym tego wyrazem było powierzenie tej problematyki Zycie Gilowskiej, która poprzednio głosiła przez lata idee… Polski liberalnej.
Ci wszyscy - jak ja - którzy poparli w poprzednich wyborach PiS, licząc na determinację w budowie Polski solidarnej, mogą czuć się oszukani. Nasza sytuacja w obecnych wyborach jest jednak jeszcze gorsza. PiS w znacznej mierze nie dotrzymało słowa, ale trzeba by być szczególnie naiwnym (czy zgoła nierozgarniętym), by oczekiwać, że solidarną Polskę będzie budować PO lub LiD. Scena polityczna jest mocno przechylona na liberalną stronę.
"Przez ostatnie dwa lata rządził PiS. Czy zbudował solidarną Polskę lub choćby wprowadził poważne zmiany zmierzające do tego modelu? Nie" - pisze na łamach "Faktu" Ryszard Bugaj, publicysta i ekonomista Państwowej Akademii Nauk.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama