*: Papież Benedykt XVI podobnie jak Jan Paweł II jest dla wielu Amerykanów punktem odniesienia w kwestiach moralności, zatem jego wizyta jest istotna nie tylko dla katolików.
Słowa, które papież skieruje do nas podczas wystąpienia w siedzibie ONZ, będą miały znaczenie dla całego świata. Stany Zjednoczone to jeden z nielicznych krajów Zachodu, gdzie problemy
natury religijnej i moralnej odgrywają dużą rolę w życiu publicznym, a zatem papież będzie mówił językiem, który dla wielu Amerykanów będzie zrozumiały.
Kościół katolicki w USA jest jednym z najważniejszych i najaktywniejszych Kościołów lokalnych w tak zwanym Pierwszym Świecie. Życie parafialne, szkoły, college i uniwersytety, pomoc
społeczna, system opieki zdrowotnej - odgrywające dużą rolę w kulturze narodowej - są obszarami intensywnej działalności Kościoła, ale stoi przed nim jeszcze wiele wyzwań.
Jeśli chodzi o „podzielenie” Kościoła katolickiego, to nie zapominajmy, że został on podzielony już w noc w Wielki Czwartek, a zatem to nic nowego. Gdyby Kościół był idealną wspólnotą czystych dusz, nie potrzebowalibyśmy sakramentu pokuty. Natomiast papież z pewnością postawi tej pełnej życia wspólnocie nowe zadania, zachęci, by robić jeszcze więcej i jeszcze lepiej.
Dla olbrzymiej większości katolików w USA ta sprawa należy do przeszłości. Seminaria zostały zreformowane, księża, którzy dopuścili się niegodnych czynów, zostali ukarani, a ofiarom
zaproponowano pomoc. W czasie swojej podróży do Stanów Zjednoczonych papież dał jasno do zrozumienia, że potępia krzywdzenie kogokolwiek i w te zapewnienia nikt nie powinien wątpić. Tak
naprawdę kryzys w amerykańskim Kościele, który nastał po ujawnieniu skandali w 2002, był kryzysem wiary. A jedyną odpowiedzią na kryzys wiary może być tylko jej pogłębienie. Gdyby ci
księża stosowali się do nauczania Kościoła, ani kryzys, ani molestowanie nie mogłyby mieć miejsca. Gdyby biskupi zachowali się jak prawdziwi pasterze ludu Bożego, którymi mieli być, do
kryzysu by nie doszło. I księża, i biskupi nauczyli się z pewnością jednego: nie ma miejsca na kompromisy, jeśli chodzi o obronę etyki seksualnej Kościoła.
Papież bez wątpienia jest tutaj, by przypomnieć przywódcom politycznym o tym, że moralność jest sednem każdej działalności człowieka. Nie odwiedza Stanów Zjednoczonych jako polityk lecz
jako duchowny i nauczyciel. Jeśli chodzi o Irak, należy pamiętać, że mamy rok 2008 a nie 2003. To prawda, że w 2003 roku różnica stanowisk między Waszyngtonem a Stolicą Apostolską była
bardzo wyraźna. Dziś Watykan i rząd Stanów Zjednoczonych zgadzają się co do strategicznych celów w Iraku - utrzymania stabilnej demokracji, która umożliwi pluralizm. Oznacza to, między
innymi, ochronę religijnej wolności mniejszości chrześcijańskiej w Iraku. Pamiętajmy, że rząd amerykański w takiej samej mierze co Benedykt XVI czy protestujący przeciw wojnie aktywiści
jest zwolennikiem pokoju w Iraku. To terroryści, przeciwnicy demokracji i sekciarscy fanatycy są odpowiedzialni za cierpienia tego kraju. Jego Świątobliwość doskonale to rozumie. Jeśli
natomiast chodzi o imigrację, papież zachęca Amerykę, by była w przyszłości równie hojna dla szukających tu lepszego życia jak w przeszłości.
Nie spodziewam się, by wizyta papieża w Stanach Zjednoczonych miała na to znaczący wpływ. Prawdziwi katolicy w dalszym ciągu będą popierać tych kandydatów, których poglądy współbrzmią
z nauczaniem Kościoła w sprawie godności ludzkiego życia. Mniej zaangażowani katolicy udzielą poparcia innym. Jakkolwiek te pięć dni papieskiej wizyty jest bardzo ważne, nie zmieni
rzeczywistości. Mam jednak nadzieję, że słowa papieża o prawdziwym znaczeniu wolności sprawią, że katoliccy politycy opowiadający się za aborcją przemyślą jeszcze swoje stanowisko. Być
może poczują się trochę nieswojo. Rachunek sumienia jest zawsze dobry dla duszy.
George Weigel, znany amerykański publicysta katolicki, autor najlepszej biografii Jana Pawła II - światowego bestselleru „Świadek nadziei. Biografia Jana Pawła II”