Po pierwsze nigdy nie padły z moich ust tego typu określenia. Posługuję się innym językiem i staram się działać merytorycznie. Do zbadania ewentualnej
odpowiedzialności za naruszenie prawa przez polityków powołano dwie komisje śledcze. To ich zadanie. Ale mogę powiedzieć co innego - że forma niektórych wypowiedzi mojego poprzednika miała
charakter wybitnie polityczny. Nie potrafię ocenić, czy za tym szły konkretne naruszenia prawa karnego, ponieważ postępowania się toczą. Mój poprzednik często na konferencjach prasowych
przesądzał np. o czyjejś winie, a później okazywało się, że się mylił. Przypomnę sprawę sędziego, jaka wybuchła po katastrofie hali w Katowicach, kiedy mój poprzednik zarządził
postępowanie dyscyplinarne i od razu powiedział, że sędzia nie może być wolny od rozumu. A sprawa skończyła się niczym.
A skąd pan wie, że się nie zapowiada? Ja tego nie wiem, a pan redaktor już tak? Poza tym zadaniem prokuratury nie jest postawienie komuś zarzutów, tylko wyjaśnienie sprawy. Sukcesem jest
dojście do prawdy i właściwa jej ocena z punktu widzenia prawa, a nie polityki.
Najciekawsze dla mnie jest to, że wypowiadają się w tej kwestii ludzie, którzy nigdy nie widzieli akt w tej sprawie, nie przeczytali żadnego zeznania świadka. Komentują wyłącznie na
podstawie zasłyszanych ocen.
O ile pamiętam, przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
Nic podobnego. Jeżeli sąd skierował sprawę do ponownego rozpoznania, to znaczy, że możliwe są dwa rozwiązania: takie, że sąd nie dopatrzył się przestępstwa i takie, że w sposobie
podjęcia decyzji dopatrzył się nieprawidłowości i uważa, że powinna ona zostać podjęta ponownie.
Wnioskowanie, że prokurator Miłoszewski nie poniesie żadnej odpowiedzialności, jest przedwczesne.
Uważam, że sposób sprawowania władzy w tym ministerstwie był nie do zaakceptowania. Był to sposób, który w wielu innych krajach demokratycznych byłby nie do przyjęcia na znacznie
wcześniejszym etapie.
Za dużo było rozgłosu i działań pod publiczkę, a za mało konkretnej pracy. Za często można było odnieść wrażenie, że niektóre sprawy są prowadzone pospiesznie, z intencją podniesienia notowań w sondażach, a inne opóźniane z podobnych powodów. Wiadomo przecież, że Sawicką zatrzymano przed wyborami, a Lipca po. I to nie były przypadki, ale to wynikało z konkretnych działań. Nie mogę się natomiast wypowiadać, czy ten sposób sprawowania władzy miał charakter przestępczy, bo o tym nie decyduję. Gdybym wypowiedział się w tej sprawie, byłbym posądzony o to, że przesądzam wynik postępowań prokuratorskich czy komisji śledczej.
Odpowiem tak: dziś bym tego nie zrobił. To nie był najlepszy pomysł, nie w moim stylu. Nie chcę zwalać na nikogo winy, ale tak, to był błąd. Dałem się wtedy podpuścić dziennikarzom,
dzisiaj już bym się nie dał.
.
Po prostu media chwilowo mniej się interesują tym tematem, a ja nie biegam z tym do gazet, bo nie chcę działać głośno, ale skutecznie. Słowa dotrzymam. Projekt ustawy jest już w Sejmie.
Zakłada on, że rozdzielenie tych funkcji wejdzie w życie 1 stycznia 2010 roku. Ale rzeczywiście chwilowo wstrzymano prace w komisji sprawiedliwości i praw człowieka, ponieważ jest
rozbieżność stanowisk dotycząca likwidacji prokuratur apelacyjnych. Projekt rządowy nie przewiduje likwidacji, a domaga się tego część lewicy. Jej głosy są konieczne, by odrzucić
zapowiedziane już weto prezydenta. Lewica musi uzgodnić wspólne stanowisko: czy jest za apelacjami, czy przeciw nim, i prace w ciągu najbliższego miesiąca ruszą dalej.
Projekt rządowy zakłada strukturę czteroszczeblową: prokuratury rejonowe, okręgowe, apelacyjne i prokuratura generalna. Czyli likwidować chcemy jedynie prokuraturę krajową. Likwidacja
prokuratur apelacyjnych nie tylko wywołuje spór w samej prokuraturze, ale powoduje dodatkowe komplikacje. Zaburza się relację między sądami a prokuratorami. To może stanowić tło dla
kolejnych konfliktów.
Tak. Likwidacja prokuratur apelacyjnych spowodowałaby konieczność wprowadzenia dodatkowych stawek awansowych w prokuraturach okręgowych. Wtedy może powstać taki problem, że sędziowie sądów
okręgowych też będą chcieli takich stawek. To zaburza jednolitą strukturę.
Jestem zwolennikiem szybkich zmian. Jeżeli czegoś nie uda się zrealizować możliwie szybko, to potem się to rozmywa. Stale jestem pytany przez prokuratorów i ministrów sprawiedliwości z
innych krajów, kiedy wreszcie rozdzielimy te dwie funkcje - ministra i prokuratora generalnego. Komisja Europejska kilkakrotnie krytykowała nasze obecne rozwiązania. Procedura legislacyjna musi
się skończyć do połowy przyszłego roku. Jeśli tak się nie stanie, wtedy rzeczywiście termin może być zagrożony.
Zdecydowanie ministrem. Choć potrafię wczuć się w obie role.
Ja też nie jestem zadowolony z wyników tych egzaminów. Ale przynajmniej w tym roku w żadnej z 69 komisji nie pojawił się zarzut, że doszło do kumoterstwa, braku obiektywizmu, że komuś
udostępniono pytania albo że ktoś z komisji pomagał w odpowiedziach na pytania?
Zgadzam się z panami. To otwarcie postępuje. Już w przyszłym roku pojawi się wreszcie zgodna z konstytucją inna niż aplikacyjna droga do zawodu. Nie będzie tak, że każdy, kto chce być
prawnikiem, będzie musiał odbywać aplikację. Osoba, która zda egzamin pierwszego stopnia, będzie mogła wybrać inną niż aplikacja drogę. Naturalnie korporacje są temu przeciwne. Ale ja
uważam, że to radykalnie zmieni dostęp do zawodu. A co do słabych wyników tegorocznych egzaminów, to analizujemy przyczyny tej sytuacji, bo tak jak powiedziałem, dla mnie również nie były
one satysfakcjonujące.
Czy panowie są zdania, że pytania powinny być infantylnie proste? Na przykład takie, czy najwyższym organem władzy ustawodawczej w Polsce jest: Sejm RP, Kongres Stanów Zjednoczonych, Duma
Państwowa? Pytanie byłoby poprawne i każdy by na nie odpowiedział. Tyle że to nie miałoby sensu. Ale sam egzamin trzeba zmienić. To pewne.
Nie robię takich rzeczy. Po pierwsze nie mam prawa ingerować w prace komisji. Po drugie, były trzy różne zespoły układające pytania: osobny dla adwokatów, osobny dla radców prawnych i
kolejny dla notariuszy. W przyszłym roku będzie jeden zespół i pytania będą wspólne.
Zgadzam się: wnioski musimy wyciągnąć. Dlatego powtórzę, przeprowadzamy analizę wyników egzaminów, sprawdzamy, kto jaką skończył uczelnię, w którym roku, studia stacjonarne czy zaoczne
i jakie pytania stanowiły dla niego największą trudność. Odpowiedź będziemy mieli gotową do 15 grudnia. Spotkam się wtedy z dziekanami wydziałów prawa uczelni państwowych i prywatnych i
przedstawię te wyniki. Dopiero wtedy okaże się, kto jak kształci. Bo poziom musi być jednakowo wysoki, a zakres nauki dostosowany do wymagań aplikacji, a później rynku... Zapytałem kolegę
prowadzącego seminarium magisterskie w Krakowie, jakie wyniki mieli jego studenci. Odpowiedział, że osiem osób zdawało, siedem zostało przyjętych na aplikację. W Katowicach zdało
proporcjonalnie dużo więcej niż np. w Opolu, gdzie na aplikację adwokacką nie dostał się nikt. W Rzeszowie przez dwa lata na aplikację notarialną nikt się nie dostał, w tym roku chyba 15
osób. Jest więc różnie.
Aplikacja to nauka praktyki i wymaga się na niej pewnego poziomu wiedzy teoretycznej zweryfikowanego egzaminem. Musi być jakaś weryfikacja. Dziś jest tak, że na części uczelni egzaminuje się
solidnie, wykłady są prowadzone solidnie i są określone wymagania, a na innych uczelniach dyplomy dostaje się za samo chodzenie na zajęcia. I z tego będziemy wyciągali wnioski.
Nie. Obecnie próg zdawalności jest na poziomie 75 proc. trafnych odpowiedzi na 250 pytań, a kandydat ma się przygotować z 21 dziedzin prawa. W przyszłym roku wszystkie te elementy będą
zmienione - przez zmianę ustawy. Będą wskazane konkretne ustawy, z których kandydaci będą musieli się przygotować, będzie 150 pytań, a żeby zdać egzamin, trzeba będzie prawidłowo
odpowiedzieć na 2/3 pytań, czyli 66 proc. No i skrócimy czas aplikacji do dwóch lat z obecnych trzech i trzech i pół.
Mogę to obiecać, tylko nie chciałbym, aby jednocześnie powstało przekonanie, że każdy, kto skończy studia, może z marszu podejść do egzaminu. Chcę, by za kilka lat zniknął problem
corocznego chaosu egzaminacyjnego, żeby absolwenci nie zastanawiali się, czy pytania będą łatwiejsze, czy trudniejsze, żeby mogli wybrać, czy w ogóle chcą chodzić na aplikacje, czy może
wolą zdobywać doświadczenie w kancelariach. Nie mam żadnego interesu w tym, żeby ograniczać dostęp do zawodu prawnika. Kiedy odejdę ze stanowiska, które piastuję, to nadal będę miał co
robić.
Zdecydowanie. Miałem być rzekomo nominatem adwokatury. A okazuje się, że po roku to adwokatura mnie atakuje. Ostatnio miałem spotkanie z kierownictwami trzech samorządów: adwokackim,
radcowskim i notarialnym, i padła propozycja, żeby przywrócić egzaminy samorządowe, czyli by adwokaci, radcy i notariusze sami decydowali o tym, kogo przyjmują i jak egzaminują. Powiedziałem
im, że o tym mogą zapomnieć, bo nie ma powrotu do stanu sprzed lat.
Nie mogę wydawać osądu na podstawie czterech zdań, które od pana usłyszałem. Można być wiarygodnym co do jednych elementów zeznań, a niewiarygodnym co do innych. Nie znam tej sprawy
dokładnie. Nie tylko w tej sprawie, ale i w sprawie Nangar Khel jest wiele różnych wypowiedzi, które powodują szum medialny. Z prawdą ma to niewiele wspólnego. Bardzo łatwo można
manipulować wypowiedziami wyrwanymi z kontekstu i oceniać, że coś jest lub nie jest wiarygodne.
Nie. Ale jak łatwo jest oskarżać bezpodstawnie prokuraturę, widać choćby na przykładzie sprawy Nangar Khel. To było nawet dość trudno wytrzymać psychicznie, ponieważ widziałem w
telewizji wypowiadających się autorytatywnie ludzi, którzy twierdzili, że prokuratura czegoś nie zrobiła, że są jakieś dowody z nasłuchów. Te same osoby wezwane później w związku z tymi
wypowiedziami na przesłuchanie odpowiadają, że gdzieś tak słyszały. I nagle się z tego wycofywały. Ale medialnie mogły zabłysnąć, miały swój dzień zainteresowania mediów. Jeśli
chodzi o Nangar Khel, nie eksponuje się tego, kto był ofiarą. Ofiary to trójka dzieci, trzy kobiety i niedoszły pan młody. I ani jednego taliba.
Każdy moment może przez pewne osoby być traktowany jako dobry albo niedobry. Panowie, przecież te śledztwa w sprawie piłki trwają od maja 2005 roku, czyli zaczęły się pół roku przed
objęciem rządów przez PiS. Za jego czasów było dwóch prokuratorów, którzy tym się zajmowali we Wrocławiu. Dzisiaj zajmuje się tym ośmioro prokuratorów, plus ośmiu policjantów. Gdy
czymś się zajmuje 16 osób, to muszą być efekty. W każdym razie 160 osób ma dziś postawione zarzuty i śledztwo ma charakter rozwojowy. Powiedziałem byłemu prezesowi Listkiewiczowi, że
mając 36-letnie doświadczenie karnistyczne nie wierzę w to, iż skoro były ustawiane całe kolejki, to w PZPN nie mieli żadnych podejrzeń. Odpowiedział mi, że nie mieli tej wiedzy.
Powiedziałem więc, że musieli chociaż przypuszczać, i padła z ust prezesa niewyraźna odpowiedź. Nie bardzo wierzę, że profesjonaliści zajmujący się tylko piłką nożną nie widzieli, co
się dzieje w środowisku.
Przede wszystkim uważam, że ma do mnie duże zaufanie. Oczywiście zdarzają się sytuacje, że mamy różne zdania, ale i tak mam u premiera spory kredyt zaufania.
Bardzo rzadko. Przy okazji Rady Ministrów dopytuje o konkretne projekty.
Premier zawsze jest bardzo dobrze przygotowany i na Radzie Ministrów nie ma szans ten, kto się nie przygotował. Premier potrafi takiego ministra znakomicie wypunktować.
Nie. Było tylko doprecyzowanie tego, co jest realne i co można wprowadzić bez narażenia się na zarzuty niekonstytucyjności.
Poczekajmy na uchwalenie ustawy. Niedawno środki masowego przekazu doniosły, że człowiek, który odbył karę 15 lat za zabójstwo na tle seksualnym i wyszedł na wolność, dopuścił się
kolejnego przestępstwa. Biegli seksuolodzy stwierdzili, że jest on nieuleczalnie chory, że to rodzaj patologii seksualnej, na co odpowiedzią jest tylko zamknięty zakład. I tu możliwość
chemicznej kastracji by się przydała.
Było wiele partii politycznych, które zakładały, że będą rządzić 12 lat. Jak SLD wygrało wybory, wydawało się, że osiem ma pewne. Dla mnie sensowne jest udane dokończenie tej kadencji,
która kończy się w roku 2011.
Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Polacy nie lubią gwałtownych zmian, szczególnie jeśli zmiany bezpośrednio ich dotykają. Koncepcja długotrwałych reform, ale dobrze
przygotowanych i nieradykalnych, jest lepsza. Poszczególne reformy są wprowadzanie i realizowane, a koalicja działa w bardzo trudnym okresie. Opozycja ma charakter totalny.
Nie jestem posłem, ale obserwuję, że niemal zawsze jest na „nie” jeszcze przed zapoznaniem się z projektem. Tak dla zasady. Choć jako minister sprawiedliwości odnotowuję
też pozytywne działania opozycji. Przejęliśmy po poprzednikach projekt systemu dozoru elektronicznego, tyle że była to goła ustawa, poza którą nic więcej nie zrobiono. Nie było nawet
specyfikacji warunków zamówienia, brakowało koncepcji, czy to zrobić poprzez firmę zewnętrzną, czy państwową. Dodatkowo sam termin wprowadzenia ustawy w życie był nierealny. Myśmy to
przepracowali.
Niedawno rozstrzygnęliśmy największy w historii Ministerstwa Sprawiedliwości przetarg na usługę i głosowania w komisjach były absolutnie jednomyślne - za zmianą ustawy. Destrukcja odbywa się bardziej na forum parlamentarnym, kiedy chodzi o pokazanie sprzeciwu, niż na poziomie konkretnych decyzji.
Nie śledziłem dokładnie, jak opozycją była Platforma. Porównajmy język Platformy i PiS. Język PO nie był tak brutalny jak język obecnej opozycji. Pewne rzeczy można wyjaśniać bez takiej
demagogii i agresji.
Palikot to trochę inna sprawa, enfant terrible Platformy. Jest sumieniem społeczeństwa, czyli mówi to, co wielu obywateli chciałoby powiedzieć, ale nie mają możliwości albo odwagi.
To na pewno nie mój styl. Ale to samo mogę powiedzieć w odniesieniu do wielu polityków.
Pytanie, komu się przejadł. Ja bym się w taki sposób nie wypowiedział. Jego ocena nie jest jednak radykalnie negatywna wśród społeczeństwa. Bez niego byłoby nudno. To w Polsce uważamy, że
politycy powinni być tacy grzeczni i układni.
Powtarzam: ja takim językiem się nie posługuję i takiego języka nie pochwalam. Nie będę się jednak wypowiadał, czy te zachowania mają charakter przestępczy. W moim mniemaniu nie jest to
język, którym politycy powinni się posługiwać.
Można mieć najlepsze pomysły i intencje, ale jeśli się tego w odpowiednim momencie nie przekaże w odpowiedni sposób, to kompletnie nic z tego nie wynika. Z całą pewnością polityka nie
może lekceważyć działań wizerunkowych i PR. Dzisiaj społeczeństwo żyje przekazem medialnym i w ten sposób do niego się dociera ze swoimi pomysłami.
Nie mam możliwości oceniania wszystkich ministrów, bo działalność rządów nie polega na tym, że Rada Ministrów bez przerwy się spotyka i wymienia uwagi, co kto zrobił w swoim
ministerstwie. Natomiast z całą pewnością wiele osób początkowo nie doceniało tego, jaka będzie skala trudności działań, które podejmują. W moim resorcie nie jest tak, że coś da się
zrobić w dwa tygodnie, bo ani w dwa tygodnie nie da się poprawić działalności sądów, ani w dwa tygodnie nie da się zmienić ustawy; w dwa tygodnie nie da się również rozdzielić stanowisk
ani zmienić naboru na aplikacje.
Rozmawiałem ostatnio z moimi kolegami na posiedzeniach Rady Ministrów Sprawiedliwości Unii Europejskiej i dla nich perspektywą zmiany jest okres czteroletni. Oni mówią, że mogą być
rozliczani dopiero na koniec kadencji, bo wcześniej nie są w stanie przeprowadzić reform w wymiarze sprawiedliwości. Moim zdaniem ten rząd ciężko pracuje, choć często ta praca nie jest tak
spektakularna, jak oczekiwaliby tego niektórzy komentatorzy...
Dopiero co słuchałem senatora Romaszewskiego, który przepraszał za to, że polski parlament uchwala rocznie po 20 tysięcy stron ustaw. Twierdził, że to wstyd, bo społeczeństwo wcale się nie
cieszy, że ma dodatkowych pięć tysięcy stron.
Nie zawsze nawet najsłuszniejsze rozwiązania zyskują największe poparcie. Szczególnie gdy chodzi o przywileje.
To są sprawy duże, jak przygotowanie i rozpoczęcie wielu reform. Chodzi zarówno o reformę prokuratury, jak i o reformę dotyczącą dostępu do zawodów prawniczych oraz przygotowania do
przyspieszenia postępowań karnych, no i o duże zmiany w kodeksie karnym. Wdrażanie systemy dozoru elektronicznego. Szybko postępuje informatyzacja sądów i być może jeszcze w tym roku
notariusze będą mieli dostęp do nowej księgi wieczystej on-line.