To po prostu nie do wiary, że ktoś jest w stanie coś takiego wymyślić. I to ludzie uczeni w piśmie i mowie. Nie byle kto. Sędziowie Sądu Apelacyjnego. I to nie z byle jakiego miasta. Z samej stolicy. Elita polskiego sądownictwa.
A jednak... "W ocenie sądu apelacyjnego stanowisko sądu okręgowego, zajęte w oparciu o ocenę wskazanych dowodów, zasługuje na uwzględnienie (Uwaga! Już tylko jeden krok dzieli nas od decydującego fragmentu, który otwiera prawdziwe otchłanie ludzkiego umysłu, nieznane dotąd cywilizacji), albowiem mieści się ono w granicach dowolnej swobody, której nie można przypisać cech dowolności".
Apelacyjni sędziowie warszawscy postanowili, jak widać, zerwać ze szkodliwą tradycją, która ukształtowała naszą kulturę, a więc w jakimś sensie naszą rzeczywistość. Mam tylko nadzieję, że zrobili to całkowicie świadomie. Bo ta że trzeba aż było złamać reguły sensownego myślenia, by go ukarać? Otóż . Dla większości ludzi było oczywiste, że te słowa są skrótem, pewnym streszczeniem myśli, którą Adam Michnik publicznie szermował. Jako pewnego rodzaju narzędziem intelektualnej uzurpacji. I tak też tłumaczył Zybertowicz swoje słowa przed sądem. Ten jednak był nieugięty.
Po skazaniu Zybertowicza (10 tys. zł grzywny, 2,5 tys. - koszta procesowe plus opłata za wykupienie ogłoszenia zawierającego treść podyktowanych przez sąd przeprosin), ten odwołał się do sądu apelacyjnego. W międzyczasie pod auspicjami "Rzeczpospolitej" zorganizowano kampanię w obronie prof. Zybertowicza. Pod specjalnym oświadczeniem podpisało się kilka tysięcy osób, w tym wielu wybitnych ludzi nauki i kultury. Byłoby dla mnie zaszczytem znaleźć się na tej liście. Nie podpisałem jej jednak tylko dlatego, że Andrzej Zybertowicz jest od lat moim przyjacielem. Nie chciałem więc stawiać się w sytuacji, w której ktoś mógłby mi zarzucić coś na kształt konfliktu interesów - broni go, bo jest tym prywatnie zainteresowany.
Dziś jednak, kiedy Andrzej Zybertowicz ujawnił na łamach "Rzeczpospolitej" uzasadnienie decyzji sądu apelacyjnego, chodzi o coś więcej niż o jego obronę.
Delikatnie mówiąc, . Za nic mają zaściankowość niektórych polskich przepisów i stosują je ślepo, wbrew europejskim tendencjom. Wyładowują na nich swoje frustracje. Ale kiedy przychodzi do pokazania profesjonalizmu, okazują się być niedouczeni, leniwi lub jak w opisywanym przypadku "kosmiczni".