"Rosja ma wystarczające możliwości wpływania na Europę, niezależnie od tego czy Unii przewodniczą Niemcy, czy inny kraj" - mówi DZIENNIKOWI rosyjski politolog Siergiej Karaganow.
Maria Przełomiec: Jeden z rosyjskich politologów wyraził kiedyś nadzieję, że prezydencja Niemiec w Unii da Rosji możność wpływania na decyzję Brukseli.
Nie jest pan rozczarowany? Spotkanie w Soczi kanclerz Merkel z prezydentem Putinem raczej nie potwierdziło tej tezy.
Siergiej Karaganow*: Moim zdaniem Rosja ma wystarczające możliwości wpływania na Europę niezależnie od tego, czy Unii przewodniczą Niemcy, czy inny kraj. Po prostu mam nadzieję, że w trakcie niemieckiej prezydencji nasze stosunki staną się bliższe. Jest jasne, że - nie licząc różnic, jakie zawsze występują pomiędzy dostawcami a odbiorcami - Rosję, Niemcy i Europę bardzo wiele łączy.
Mówi pan o niemiecko-rosyjskim zbliżeniu i dostawach surowców energetycznych. Po rosyjsko-białoruskiej wojnie naftowej politykę Moskwy zaczął krytykować nawet niemiecki minister spraw zagranicznych Steinmeier, znany dotąd jako gorący orędownik rosyjsko-unijnego zbliżenia.
To oczywiste, że szybkie wzmacnianie się Rosji budzi niepokój wielu, nawet niektórych Rosjan, a co dopiero na Zachodzie. Co do europejskiej krytyki: coraz więcej osób dochodzi u nas do wniosku, że cokolwiek byśmy zrobili, i tak Europa nas skrytykuje. Najpierw Zachód miał do nas pretensję, że dostarczamy taniej energii białoruskiemu dyktatorowi. Teraz jeszcze bardziej mają nam za złe, że przestaliśmy temuż samemu dyktatorowi tanio sprzedawać nasze surowce energetyczne. To wszystko sprawia, że w Moskwie niespecjalnie przejmują się opinią Brukseli, nad czym zresztą ubolewam.
Czyli Rosja uważa, że Europa jest w stosunkach z nią bezsilna, Bruksela może sobie mówić, co chce, ale trudno znaleźć innego dostawcę surowców energetycznych?
Po pierwsze, Europa doskonale wie, że nie ma innych dostawców, a po drugie, swoim postępowaniem w ostatnich latach Europejczycy skutecznie pozbawili się prawa występowania w roli moralnych autorytetów. Krytykują wtedy, kiedy to dla nich wygodne, kiedy nie - milczą. Co więcej, Unia przestała być liczącą się siłą polityczną. Mam zresztą nadzieję, że to się zmieni. Europa jako autorytet polityczny i moralny byłaby bowiem ważna także dla Rosji.
Spotkanie w Soczi miało być wstępem do rozpoczęcia negocjacji nad nowym długoterminowym porozumieniem rosyjsko-europejskim o partnerstwie i współpracy na razie blokowanym przez polskie weto. Jaka jest szansa, że umowa zostanie podpisana w przewidywalnej przyszłości, a może silna Rosja jej nie potrzebuje?
Na razie się nie spieszymy, potrzebujemy umowy, która miałaby wyraźną strategiczną perspektywę. W tej chwili Unia Europejska nie wie ani co ma zrobić sama ze sobą, ani tym bardziej z Rosją. Zresztą Rosja też nie ma jeszcze wypracowanej polityki europejskiej. Dlatego na razie nie ma sensu podpisywać żadnych długoterminowych porozumień o partnerstwie i współpracy, bo to będzie po prostu kartka papieru. Lepiej zawierać doraźnie umowy i rozwiązywać problemy wynikające z aktualnej sytuacji. A docelowo można by podpisać po prostu traktat o stosunkach dwustronnych pomiędzy Unią i Rosją. Tylko że na to żadna ze stron nie jest jeszcze gotowa.
Umowy nie ma, ale - jak sam pan przyznał - rosyjsko-unijne stosunki się rozwijają, np. rosyjskie firmy coraz mocniej wchodzą na rynki unijne. Rosyjskie koncerny energetyczne zdobywają dostęp do bezpośrednich odbiorców we Francji, Włoszech czy Niemczech. Przemysł metalowy wykupuje europejskie fabryki stali, o nieruchomościach nie wspomnę. Czy to przemyślana rosyjska strategia?
Rosja w tej chwili wchodzi na wszystkie światowe rynki. Skończyliśmy z idiotyczną radziecką polityką gospodarczą inwestowania tylko w określone miejsca. Mam nadzieję, że w najbliższych latach rosyjskich firm przybędzie i na Dalekim Wschodzie, i na północy. Myślę także, że „wskoczenie do rosyjskiego pociągu” leży w interesie Europy, tym bardziej że Europa pozostanie naszym najbliższym partnerem i sąsiadem.
Czyli pana zdaniem to przede wszystkim w interesie Europy leży, aby rosyjskie firmy inwestowały w krajach Wspólnoty?
Oczywiście, Rosja pozostaje dostawcą deficytowych dóbr takich jak gaz.
Ale w krajach Unii inwestują nie tylko rosyjskie koncerny energetyczne, także przemysł stalowy, turystyczny, nie mówiąc już o rynku nieruchomości.
Na razie to pojedyncze przypadki, ale oczywiście rosyjski kapitał zaczął mieć pieniądze, nic więc dziwnego, że chce je lokować.
Niektórzy obawiają się, że te wzmożone inwestycje, szczególnie w strategiczne gałęzie gospodarki takie jak energetyka, to rosyjski sposób podporządkowania sobie Europy.
Schizofrenik powinien zwracać się do psychiatry, a nie zajmować się ekonomią.
A może wystarczyłoby, żeby Rosja podpisała Europejską Kartę Energetyczną, która otworzyłaby rosyjski wewnętrzny rynek energetyczny dla zachodnich firm?
Tylko idiota dobrowolnie rezygnuje z monopolu, żaden zdrowo myślący człowiek na to się nie zgodzi. Dlatego zachodnie propozycje, abyśmy dopuścili do naszych, przez nas samych wybudowanych, rurociągów zachodnie firmy, wywołuje w Rosji co najwyżej pełne rozbawienia niedowierzanie. Czy naprawdę Zachód uważa nas za tak naiwnych? W tej chwili Rosją rządzą ludzie umiejący liczyć.
Ale przecież kraje europejskie otwierają swoje wewnętrzne rynki dla rosyjskich firm. Gazprom np. może już sprzedawać paliwo bezpośrednio odbiorcom we Francji, Niemczech, Włoszech.
Na razie to niewiele. Europejskie kompanie chcą dostępu do naszych złóż, prawie nic w zamian nie oferując, no i te europejskie narzekania, że Rosja jest niewiarygodnym dostawcą. Wszyscy inni - kraje z Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej - są dzięki niestabilnej sytuacji w tym regionie dużo mniej wiarygodni niż my.
Ale te kraje nie zakręcają kurka bez uprzedzenia.
Rosję zmusił do tego białoruski dyktator, do niego miejcie pretensje.
Stany Zjednoczone zaproponowały Czechom i Polsce rozmieszczenie na ich terenie elementów systemu obrony przeciwrakietowej. Jaka będzie reakcja Rosji?
USA składały taką propozycję różnym krajom, teraz przyszła kolej na Czechy i Polskę. Jeżeli idzie o reakcję Rosji, wszystko zależy od tego, o jakie elementy systemów antyrakietowych chodzi. Urządzenia radarowe nas nie niepokoją, ich rozmieszczenie na terenie czy to Czech, czy Polski nie narusza żadnych układów. Co innego same rakiety - w tym wypadku moim zdaniem doszłoby do złamania umów z NATO z 1997 roku. Tłumaczenie, że jest to konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa USA, wywołuje w Moskwie radosne czy raczej smutne zdziwienie. Jakie bezpieczeństwo? Jeżeli nie chodzi o Rosję, to po co Waszyngtonowi system antyrakietowy na terytorium Europy Środkowej? Gdyby naprawdę szło o Koreę Północną czy kraje Bliskiego Wschodu, to lepsze byłoby umiejscowienie tarczy antyrakietowej w Bułgarii, Rumunii, wreszcie Turcji. Polska i Czechy w tym kontekście są zupełnie bez sensu!
Chyba że chodzi po prostu o konkurencję pomiędzy NATO i Unią Europejską, że przy pomocy NATO Stany Zjednoczone chcą przeszkodzić Unii w staniu się niezależną siłą obronno-polityczną. Dlatego Waszyngton proponuje Europejczykom obronę przed nieistniejącym zagrożeniem. Jedyne, co Moskwa w tej chwili może zrobić, to śmiać się z tego. Jeżeli chcecie z siebie robić durniów, proszę bardzo.
Dlaczego rosyjskie firmy omijają Polskę? Polska gospodarka rozwija się bardzo dobrze. Zachodni biznesmeni inwestują, rosyjscy nie, czy to dowód nieufności?
Oczywiście chętnie byśmy w Polsce inwestowali, ale teraz rządzi tam jakiś niezrozumiały reżim, który sprawia, że Polska nie jest zbyt pociągającym miejscem dla inwestorów.
Chyba tylko rosyjskich, bo zachodnich jakoś to nie zraża.
Nie jest to rosyjska nieufność do Polski, tylko do obecnych polskich władz.
Jedna z rosyjskich gazet napisała ostatnio, że w tej chwili Unia Europejska dzieli się z grubsza na dwa bloki. Na czele jednego stoi Polska, z dużą nieufnością odnoszącą się do stosunków z Rosją. W jakim stopniu ten nieufny blok może, pana zdaniem, wpływać na wschodnią politykę Unii?
Myślę, że ta grupa może sprawić, iż Unia Europejska będzie jeszcze słabsza i mniej efektywna.
Czyli od dobrych stosunków z Rosją zależy siła i efektywność Brukseli?
Do pewnego stopnia tak.
A ta grupa jest na tyle wpływowa, że może te stosunki zepsuć?
Powtarzam, może osłabić Unię Europejską. To zagrożenie dla Unii i niewygoda dla Rosji, której zależy, aby mieć na Zachodzie silnego partnera.
W takim razie, jeżeli Polska jest tak wpływowa, to jak z pana punktu widzenia powinny wyglądać polsko-rosyjskie stosunki i czyja to wina, że w tej chwili się nie układają?
Nasze stosunki powinny być jak najlepsze.
Dlaczego więc nie są?
Moim zdaniem Rosja nie ma do Polski żadnego stosunku, natomiast Polska jest wyraźnie antyrosyjska. Np. zupełnie nie rozumiemy, czego chcą obecne polskie władze, ale powtarzam Rosji Polska specjalnie nie interesuje.
A kiedy można oczekiwać zniesienia rosyjskiego embarga na polskie mięso? Przypominam, że to warunek rozpoczęcia unijno-rosyjskich negocjacji.
Moim zdaniem embargo jest problemem czysto technicznym, który wkrótce zostanie rozwiązany.
Czyli cała sprawa nie miała politycznego kontekstu?
W 90 procentach to problem ekonomii i konkurencji, także na wewnątrzeuropejskim rynku. Warto pamiętać, że Rosja nie ograniczyła importu mięsa z Unii, lecz tylko z Polski.
Czyli winna Unia, bo nie chciała walczyć o polskie mięso?
Winni są ci polscy handlowcy, którzy sprzedawali do Rosji złe gatunkowo mięso z Azji.
Ale polskie dochodzenie udowodniło, że w tym jednym wypadku zawinił przedsiębiorca - obywatel Rosji.
To znaczy, że łobuzy były i nasze, i wasze, mam nadzieję, że cała sprawa szybko się zakończy.
Czyli jeszcze podczas niemieckiej prezydencji rozpoczną się negocjacje dotyczące unijno-rosyjskiej umowy?
Mam nadzieję, że Niemcy potrafią wyprowadzić Unię z kryzysu. Wiele spodziewam się po zapowiedzianym na 25 maja szczycie w Berlinie. Europa od kilku lat stoi w miejscu, zamiast rozwijać się wewnętrznie, tylko się rozszerza. Oczywiście w samym rozszerzeniu nie ma nic złego, ale teraz Unia powinna się skupić na wewnętrznym rozwoju. To pomoże jej także w stosunkach z Rosją.
Sergiej Karaganow, rosyjski politolog, przewodniczący założonej przez siebie Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej, zastępca dyrektora Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk. Jego nazwisko znalazło się na liście 100 najważniejszych intelektualistów opublikowanej przez brytyjski miesięcznik "Prospect". Regularnie publikuje na Zachodzie w ramach prestiżowego "Project Syndicate" (stowarzyszenie zrzeszające 170 gazet z 92 krajów) oraz we wpływowym miesięczniku "Rosja w globalnej polityce"
Siergiej Karaganow*: Moim zdaniem Rosja ma wystarczające możliwości wpływania na Europę niezależnie od tego, czy Unii przewodniczą Niemcy, czy inny kraj. Po prostu mam nadzieję, że w trakcie niemieckiej prezydencji nasze stosunki staną się bliższe. Jest jasne, że - nie licząc różnic, jakie zawsze występują pomiędzy dostawcami a odbiorcami - Rosję, Niemcy i Europę bardzo wiele łączy.
Mówi pan o niemiecko-rosyjskim zbliżeniu i dostawach surowców energetycznych. Po rosyjsko-białoruskiej wojnie naftowej politykę Moskwy zaczął krytykować nawet niemiecki minister spraw zagranicznych Steinmeier, znany dotąd jako gorący orędownik rosyjsko-unijnego zbliżenia.
To oczywiste, że szybkie wzmacnianie się Rosji budzi niepokój wielu, nawet niektórych Rosjan, a co dopiero na Zachodzie. Co do europejskiej krytyki: coraz więcej osób dochodzi u nas do wniosku, że cokolwiek byśmy zrobili, i tak Europa nas skrytykuje. Najpierw Zachód miał do nas pretensję, że dostarczamy taniej energii białoruskiemu dyktatorowi. Teraz jeszcze bardziej mają nam za złe, że przestaliśmy temuż samemu dyktatorowi tanio sprzedawać nasze surowce energetyczne. To wszystko sprawia, że w Moskwie niespecjalnie przejmują się opinią Brukseli, nad czym zresztą ubolewam.
Czyli Rosja uważa, że Europa jest w stosunkach z nią bezsilna, Bruksela może sobie mówić, co chce, ale trudno znaleźć innego dostawcę surowców energetycznych?
Po pierwsze, Europa doskonale wie, że nie ma innych dostawców, a po drugie, swoim postępowaniem w ostatnich latach Europejczycy skutecznie pozbawili się prawa występowania w roli moralnych autorytetów. Krytykują wtedy, kiedy to dla nich wygodne, kiedy nie - milczą. Co więcej, Unia przestała być liczącą się siłą polityczną. Mam zresztą nadzieję, że to się zmieni. Europa jako autorytet polityczny i moralny byłaby bowiem ważna także dla Rosji.
Spotkanie w Soczi miało być wstępem do rozpoczęcia negocjacji nad nowym długoterminowym porozumieniem rosyjsko-europejskim o partnerstwie i współpracy na razie blokowanym przez polskie weto. Jaka jest szansa, że umowa zostanie podpisana w przewidywalnej przyszłości, a może silna Rosja jej nie potrzebuje?
Na razie się nie spieszymy, potrzebujemy umowy, która miałaby wyraźną strategiczną perspektywę. W tej chwili Unia Europejska nie wie ani co ma zrobić sama ze sobą, ani tym bardziej z Rosją. Zresztą Rosja też nie ma jeszcze wypracowanej polityki europejskiej. Dlatego na razie nie ma sensu podpisywać żadnych długoterminowych porozumień o partnerstwie i współpracy, bo to będzie po prostu kartka papieru. Lepiej zawierać doraźnie umowy i rozwiązywać problemy wynikające z aktualnej sytuacji. A docelowo można by podpisać po prostu traktat o stosunkach dwustronnych pomiędzy Unią i Rosją. Tylko że na to żadna ze stron nie jest jeszcze gotowa.
Umowy nie ma, ale - jak sam pan przyznał - rosyjsko-unijne stosunki się rozwijają, np. rosyjskie firmy coraz mocniej wchodzą na rynki unijne. Rosyjskie koncerny energetyczne zdobywają dostęp do bezpośrednich odbiorców we Francji, Włoszech czy Niemczech. Przemysł metalowy wykupuje europejskie fabryki stali, o nieruchomościach nie wspomnę. Czy to przemyślana rosyjska strategia?
Rosja w tej chwili wchodzi na wszystkie światowe rynki. Skończyliśmy z idiotyczną radziecką polityką gospodarczą inwestowania tylko w określone miejsca. Mam nadzieję, że w najbliższych latach rosyjskich firm przybędzie i na Dalekim Wschodzie, i na północy. Myślę także, że „wskoczenie do rosyjskiego pociągu” leży w interesie Europy, tym bardziej że Europa pozostanie naszym najbliższym partnerem i sąsiadem.
Czyli pana zdaniem to przede wszystkim w interesie Europy leży, aby rosyjskie firmy inwestowały w krajach Wspólnoty?
Oczywiście, Rosja pozostaje dostawcą deficytowych dóbr takich jak gaz.
Ale w krajach Unii inwestują nie tylko rosyjskie koncerny energetyczne, także przemysł stalowy, turystyczny, nie mówiąc już o rynku nieruchomości.
Na razie to pojedyncze przypadki, ale oczywiście rosyjski kapitał zaczął mieć pieniądze, nic więc dziwnego, że chce je lokować.
Niektórzy obawiają się, że te wzmożone inwestycje, szczególnie w strategiczne gałęzie gospodarki takie jak energetyka, to rosyjski sposób podporządkowania sobie Europy.
Schizofrenik powinien zwracać się do psychiatry, a nie zajmować się ekonomią.
A może wystarczyłoby, żeby Rosja podpisała Europejską Kartę Energetyczną, która otworzyłaby rosyjski wewnętrzny rynek energetyczny dla zachodnich firm?
Tylko idiota dobrowolnie rezygnuje z monopolu, żaden zdrowo myślący człowiek na to się nie zgodzi. Dlatego zachodnie propozycje, abyśmy dopuścili do naszych, przez nas samych wybudowanych, rurociągów zachodnie firmy, wywołuje w Rosji co najwyżej pełne rozbawienia niedowierzanie. Czy naprawdę Zachód uważa nas za tak naiwnych? W tej chwili Rosją rządzą ludzie umiejący liczyć.
Ale przecież kraje europejskie otwierają swoje wewnętrzne rynki dla rosyjskich firm. Gazprom np. może już sprzedawać paliwo bezpośrednio odbiorcom we Francji, Niemczech, Włoszech.
Na razie to niewiele. Europejskie kompanie chcą dostępu do naszych złóż, prawie nic w zamian nie oferując, no i te europejskie narzekania, że Rosja jest niewiarygodnym dostawcą. Wszyscy inni - kraje z Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej - są dzięki niestabilnej sytuacji w tym regionie dużo mniej wiarygodni niż my.
Ale te kraje nie zakręcają kurka bez uprzedzenia.
Rosję zmusił do tego białoruski dyktator, do niego miejcie pretensje.
Stany Zjednoczone zaproponowały Czechom i Polsce rozmieszczenie na ich terenie elementów systemu obrony przeciwrakietowej. Jaka będzie reakcja Rosji?
USA składały taką propozycję różnym krajom, teraz przyszła kolej na Czechy i Polskę. Jeżeli idzie o reakcję Rosji, wszystko zależy od tego, o jakie elementy systemów antyrakietowych chodzi. Urządzenia radarowe nas nie niepokoją, ich rozmieszczenie na terenie czy to Czech, czy Polski nie narusza żadnych układów. Co innego same rakiety - w tym wypadku moim zdaniem doszłoby do złamania umów z NATO z 1997 roku. Tłumaczenie, że jest to konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa USA, wywołuje w Moskwie radosne czy raczej smutne zdziwienie. Jakie bezpieczeństwo? Jeżeli nie chodzi o Rosję, to po co Waszyngtonowi system antyrakietowy na terytorium Europy Środkowej? Gdyby naprawdę szło o Koreę Północną czy kraje Bliskiego Wschodu, to lepsze byłoby umiejscowienie tarczy antyrakietowej w Bułgarii, Rumunii, wreszcie Turcji. Polska i Czechy w tym kontekście są zupełnie bez sensu!
Chyba że chodzi po prostu o konkurencję pomiędzy NATO i Unią Europejską, że przy pomocy NATO Stany Zjednoczone chcą przeszkodzić Unii w staniu się niezależną siłą obronno-polityczną. Dlatego Waszyngton proponuje Europejczykom obronę przed nieistniejącym zagrożeniem. Jedyne, co Moskwa w tej chwili może zrobić, to śmiać się z tego. Jeżeli chcecie z siebie robić durniów, proszę bardzo.
Dlaczego rosyjskie firmy omijają Polskę? Polska gospodarka rozwija się bardzo dobrze. Zachodni biznesmeni inwestują, rosyjscy nie, czy to dowód nieufności?
Oczywiście chętnie byśmy w Polsce inwestowali, ale teraz rządzi tam jakiś niezrozumiały reżim, który sprawia, że Polska nie jest zbyt pociągającym miejscem dla inwestorów.
Chyba tylko rosyjskich, bo zachodnich jakoś to nie zraża.
Nie jest to rosyjska nieufność do Polski, tylko do obecnych polskich władz.
Jedna z rosyjskich gazet napisała ostatnio, że w tej chwili Unia Europejska dzieli się z grubsza na dwa bloki. Na czele jednego stoi Polska, z dużą nieufnością odnoszącą się do stosunków z Rosją. W jakim stopniu ten nieufny blok może, pana zdaniem, wpływać na wschodnią politykę Unii?
Myślę, że ta grupa może sprawić, iż Unia Europejska będzie jeszcze słabsza i mniej efektywna.
Czyli od dobrych stosunków z Rosją zależy siła i efektywność Brukseli?
Do pewnego stopnia tak.
A ta grupa jest na tyle wpływowa, że może te stosunki zepsuć?
Powtarzam, może osłabić Unię Europejską. To zagrożenie dla Unii i niewygoda dla Rosji, której zależy, aby mieć na Zachodzie silnego partnera.
W takim razie, jeżeli Polska jest tak wpływowa, to jak z pana punktu widzenia powinny wyglądać polsko-rosyjskie stosunki i czyja to wina, że w tej chwili się nie układają?
Nasze stosunki powinny być jak najlepsze.
Dlaczego więc nie są?
Moim zdaniem Rosja nie ma do Polski żadnego stosunku, natomiast Polska jest wyraźnie antyrosyjska. Np. zupełnie nie rozumiemy, czego chcą obecne polskie władze, ale powtarzam Rosji Polska specjalnie nie interesuje.
A kiedy można oczekiwać zniesienia rosyjskiego embarga na polskie mięso? Przypominam, że to warunek rozpoczęcia unijno-rosyjskich negocjacji.
Moim zdaniem embargo jest problemem czysto technicznym, który wkrótce zostanie rozwiązany.
Czyli cała sprawa nie miała politycznego kontekstu?
W 90 procentach to problem ekonomii i konkurencji, także na wewnątrzeuropejskim rynku. Warto pamiętać, że Rosja nie ograniczyła importu mięsa z Unii, lecz tylko z Polski.
Czyli winna Unia, bo nie chciała walczyć o polskie mięso?
Winni są ci polscy handlowcy, którzy sprzedawali do Rosji złe gatunkowo mięso z Azji.
Ale polskie dochodzenie udowodniło, że w tym jednym wypadku zawinił przedsiębiorca - obywatel Rosji.
To znaczy, że łobuzy były i nasze, i wasze, mam nadzieję, że cała sprawa szybko się zakończy.
Czyli jeszcze podczas niemieckiej prezydencji rozpoczną się negocjacje dotyczące unijno-rosyjskiej umowy?
Mam nadzieję, że Niemcy potrafią wyprowadzić Unię z kryzysu. Wiele spodziewam się po zapowiedzianym na 25 maja szczycie w Berlinie. Europa od kilku lat stoi w miejscu, zamiast rozwijać się wewnętrznie, tylko się rozszerza. Oczywiście w samym rozszerzeniu nie ma nic złego, ale teraz Unia powinna się skupić na wewnętrznym rozwoju. To pomoże jej także w stosunkach z Rosją.
Sergiej Karaganow, rosyjski politolog, przewodniczący założonej przez siebie Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej, zastępca dyrektora Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk. Jego nazwisko znalazło się na liście 100 najważniejszych intelektualistów opublikowanej przez brytyjski miesięcznik "Prospect". Regularnie publikuje na Zachodzie w ramach prestiżowego "Project Syndicate" (stowarzyszenie zrzeszające 170 gazet z 92 krajów) oraz we wpływowym miesięczniku "Rosja w globalnej polityce"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|