Najbardziej wciąga w lekturze wątek tajnych współpracowników służb bezpieczeństwa. Zawiera ich relacje z figurantem i mocodawcami. W notatkach służbowych, planach działania i pomysłach operacyjnych funkcjonariuszy MSW: porucznika Jurewicza, kapitana Majchrowskiego i innych oficerów III Departamentu MSW, znalazłem polecenia reaktywacji takich TW, którzy w dawniejszych latach przyjaźnili się z figurantem o pseudonimie Nowy. Ci moi serdeczni koledzy z czasów studiów na UW w latach 1954-1958 i mych literackich początków w latach 1957-1960 ochoczo odzywają się z daleka i następuje renesans młodzieńczej przyjaźni. Telefonują, umawiają się, przyjeżdżają. Serdecznościom i wspominkom nie ma końca. Jeden to dziennikarz i krytyk literacki po latach wędrowania osiadł na zachodnich rubieżach Polski. Drugi - prawnik, życzliwy mentor z pierwszego roku studiów - nieraz po przyjacielsku ostrzegał wtedy, żebym trzymał język za zębami i uważał na konfidentów. Trzeci - poeta, malarz, niespokojny duch - poszukiwał spełnienia... i znalazł je w SB.
Z SB na dobre i na złe
To byli sprawdzeni współpracownicy bezpieki. Jak wynikało bowiem z wymiany korespondencji między inspektorem a porucznikiem prowadzącym rozpracowanie figuranta "Nowego", naczelnikami wydziałów i dyrektorem Departamentu III MSW byli od lat zarejestrowani w gestii ministerstwa. Mocodawcy, którym podlegali, byli także chlebodawcami. Na przykład TW Samanta z Łomży (czytając, myślałem, że to kobieta, potem przyszło olśnienie - toż to Zbyszek!) otrzymuje od swego oficera prowadzącego, ppłk. Wiluka, wynagrodzenie za pracę nad moją osobą w wysokości 3 tys. zł, z zanotowaną oceną, że zadanie wypełnił sumiennie, wykazując się zasługującą na pochwałę inwencją. TW Marian (Zielona Góra) otrzymał honorarium w wysokości 3 tys. zł. Był dobrym, oddanym (autentycznie) kompanem z burzliwej, wolnej młodości. Raporty wymienionych TW cechuje drobiazgowa dociekliwość, posuwają się nawet do takich szczegółów: "Marek opuścił na chwilę kawiarnię i poszedł do budki telefonicznej. Nie dowiedziałem się jednak, do kogo dzwonił". Chętnie zapraszali na wódkę. Zwierzali się ze swoich osobistych spraw. Czekali na moje wyznania. W charakterystyce swoich cech osobowych znalazłem w aktach następującą wzmiankę: "Ma skłonności do alkoholu, po wypiciu często staje się agresywny". He, he, he! "Samanta" skrupulatnie wywiązał się ze sporządzenia planu mojego mieszkania na Długiej. Kartka pożółkłego papieru i kolorami naszkicowany rysunek: dwa pokoiki, ślepa kuchnia.
Oprócz trzech rozpoznanych konfidentów na liście występują : "Aleksander" - okresowo, "Albin" - nie podano, czy okresowo, czy na stałe, "Maćkowski" - podlega KW MO w Opolu, przystępuje do akcji na polecenie kapitana Mikołajewskiego, odnawia znajomość z figurantem (kiedyś była dość bliska)‚ prowadzi placówkę kulturalną w Opolu, organizuje mi spotkania autorskie. Zbliżam się do odkrycia, kim był "Maćkowski". Jeszcze nie mam pewności. Następnie pojawia się "Stern", KW MO Rzeszów - doraźnie, "Tolek" - stale, "Góra" - nie wiadomo skąd, okresowo, "Jan Cis" - doraźnie.
Krytycy z komendy
Siatkę konfidentów dopełniają inne źródła osobowe: "Stanisław" i "Matrat". To analitycy, profesjonaliści od literatury. Recenzują teksty czytane na spotkaniach autorskich. "Matrat"odznacza się błyskotliwym stylem, pochwala walory formalne, kunszt narracji, dialog, ale nie zapomina o wymowie i pisze tak: "Pełna negacja PRL-u. Opowiadanie jest paskudne i wredne". Najbardziej mnie zaintrygowało pojawienie się pod koniec lat 70. TW o pseudonimie Nowy II. Był starannie zakamuflowany, zwierzchnicy zwracają mu uwagę na czujność w obawie przed dekonspiracją. Musiał być dla nich cenny.
Zastanawiałem się nieraz w trakcie wielogodzinnych lektur w czytelni IPN, co skłaniało tych licznych TW do współpracy. Ujawnieni konfidenci często minimalizują swą rolę, ot - paplali nieszkodliwe. Kłamią! Na pewno dzięki nim życie miałem utrudnione; choćby odmowy wydania paszportu, kłopoty wydawnicze itd. Ci, których rozpoznałem -"Samanta", "Marian" - pracowali, mieli niezłe posady. Pragnęli mieć lepsze. Może cisnęli ich jakimś szantażem z powodów osobistych. "Samanta" na pewno gustował w wygodnym, dostatnim życiu. Po studiach pracując w administracji państwowej, był podejrzany o łapówkarstwo. Wywinął się jakoś. Zapewne wtedy nawiązał romans z bezpieką. Wyjeżdżał kilka razy do Stanów na saksy (mógł penetrować środowisko emigrantów), przywoził dolary, które czyniły go krezusem. "Marian" - prowincjonalny dziennikarz zatrudniony na ryczałcie, pragnął uzyskać etat. Obiecali i poszło! Dostawali za donosy drugie, tajne wynagrodzenie. Niskimi pobudkami kierowali się moi dawni koledzy. Poprawa bytu, szansa na wyjazd za granicę. To przecież nie był czas fizycznych tortur w kazamatach ubekistanu, wybór życia lub śmierci, który przeżywali ludzie zmuszani do denuncjacji, fałszywych oskarżeń, donosów w latach powojennych, stalinizmie. A ci krytycy literaccy pisujący dla potrzeb MSW, koledzy ze Związku Pisarzy? Otrzymywali wyższe honoraria niż w czasopismach i wydawnictwach.
Tani Dostojewski
Nędza tych motywów. Jeden z donoszących na mnie tajnych współpracowników po przełomie 1990 roku opublikował książeczkę swoich wspomnień, portretów bliskich mu pisarzy. Znalazłem się w niej. Czule o mnie napisał. O więzi duchowej, trwałości i przyjaźni. To już istny kicz psychologiczny według Dostojewskiego! Tak samo wytrawny TW Samanta z Łomży, kiedy wylądowałem w więzieniu za "Raport o stanie wojennym", dopytywał się o mnie z troską, chciał przekazać jakieś pieniądze. Według procedury, zwrócę się w odpowiednim trybie do IPN o odtajnienie nazwisk pozostałych TW. Jednak publicznego użytku z tego nie zrobię. Tylko niech wiedzą, że ja wiem.
Dosyć o kapusiach! Teraz o ich mocodawcach, pracodawcach. O tych wszystkich porucznikach, kapitanach, majorach z MSW - Jurewiczach, Mikołajewskich, Zalewskich, Wilukach. O generałach, szefach i wiceszefach departamentów - Sarewiczu, Dankowskim, Krzyżtoporskim, Majchrowskim. Oni byli reżyserami gry. Oni tych żałosnych TW wprawiali w ruch. Szantażowali, werbowali, gnoili - zmieniając w szmaty, w zredukowanych podludzi. Bardzo byli aktywni. Porucznik Jurewicz, bezpośrednio prowadzący rozpoznanie operacyjne "Nowego", zwrócił się w roku 1976 do naczelnika wydziału z wnioskiem o zainstalowanie podsłuchu w moim mieszkaniu. Propozycję zaakceptował dyrektor Departamentu III - gen. bryg. mgr inż. Krzyżtoporski. Wkrótce kipiący od pomysłów Jurewicz zaproponował dostanie się do mieszkania na Długiej podczas mojej nieobecności. Opracował szczegółowy plan akcji. W tym miejscu muszę wspomnieć o gospodarzu naszej kolonii Eugeniuszu Rembeckim, który nie przestraszył się ubeckiego szantażu i chrząkając, z zakłopotaniem powiadomił mnie o dziwnych manipulacjach na IV piętrze domu na Długiej. To oni, panowie z bezpieki, produkowali rozmaite fałszywki, jak choćby spreparowany list w aktach sprawy, rzekomo napisany do bezpieki przez bliskiego mi człowieka. Nie uwierzyłem. Jednak cień jakiś padł na naszą zażyłość. Brudna plama pozostała.
Czym się ci niżsi i wyżsi funkcjonariusze zajmowali? Pajęczym oplataniem ofiar, łamaniem charakterów, deprawacją. Za takie zasługi wspinali się po drabinie awansów. Towarzyszący mi nieustannie w teczkach kapitan Majchrowski w stanie wojennym doszedł do rangi generała brygady i zaczął parać się eseistyką na łamach "Życia Literackiego", odpowiednio słusznie kwalifikując i odsądzając od czci i wiary takich jak ja pisarzy. Ci panowie żyją sobie teraz spokojnie i godnie. Bez żadnych wyrzutów sumienia, niepokoju, kaca moralnego czy czegoś podobnego. Nikt im niczego nie zakłóca. Idylla. Teczki to cuchnąca lektura. Czytam dalej.
"Czytam w IPN moje teczki. Jest ich około dwudziestu. Dorywczemu nadzorowi bezpieki podlegałem od początku lat 60. Natomiast permanentnej pieczy zwanej działaniem operacyjnym dotyczącym figuranta <Nowego> - od roku 1975 do 1989. Wtedy nastąpiło oficjalne zamknięcie sprawy potwierdzone odpowiednim dokumentem" - pisze w DZIENNIKU Marek Nowakowski.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama