Pomiędzy nieznacznie przegranymi wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi a nieznacznie wygranymi wyborami samorządowymi Platforma Obywatelska stała się jedyną znaczącą i trwałą opozycją wobec rządów PiS - piszew DZIENNIKU Marcin Król, publicysta, historyk idei.
Platforma Obywatelska znalazła się w opozycji nieoczekiwanie. Nieoczekiwanie także okazało się, że tak duże, chociaż trudne do opisania są różnice między PiS a
PO. W moim przekonaniu różnice te zobaczymy lepiej, nie patrząc na programy czy zachowania obu partii, lecz obserwując ich potencjalne i faktyczne elektoraty.
Programy różnią się przede wszystkim w dziedzinie polityki zagranicznej czy - lepiej - zespołu postaw w stosunku do sąsiadów i Unii Europejskiej. Natomiast elektoraty są tak bardzo odmienne, że zaczęto już nawet, moim zdaniem bezpodstawnie, a co najmniej przesadnie, mówić i pisać o dwu Polskach.
Przy tej okazji wciąż powtarzany jest sprytny, ale intelektualnie pusty i niezgodny z rzeczywistością slogan: Polska solidarna i Polska liberalna. Podział rzeczywisty przebiega między tymi w Polsce, którzy stosunkowo niewiele lub nic nie skorzystali na zmianach po 1989 roku, a tymi, którzy na najrozmaitszych zasadach i różnymi metodami skorzystali wiele.
Podział ten - co zaskakujące - pokrywa się niemal dokładnie z drugim fundamentalnym sporem: między obyczajowym tradycjonalizmem a permisywizmem.
Razem podziały te sprawiają, że klientela PiS jest zupełnie inna czy raczej stała się inna niż klientela PO.
Jednak nie wiadomo, czy są to podziały trwałe i czy ewentualna zmiana partii rządzącej nie doprowadziłaby do ich zniweczenia.
Można - przeciwnie - sądzić, że dobry rozwój gospodarczy kraju będzie te podziały niwelował bez interwencji polityków. I odwrotnie, kryzys gospodarczy niewątpliwie by je umacniał. Jak na tym tle przedstawia się postępowanie PO jako opozycji i jak partia ta zachowywałaby się, gdyby uzyskała władzę?
Platforma Obywatelska w opozycji
PO jako główna partia opozycyjna popełniła niewiele błędów oczywistych, natomiast kilka poważnych, które można określić jako błędy zaniechania.
Po pierwsze, wdawała się przede wszystkim w krytykę rządzącej koalicji, co byłoby naturalne, gdyby nie fakt, że krytyka ta była łatwa do przeprowadzenia, a czasem dziecinnie łatwa. Powodowało to i powoduje, że powstaje złudzenie, iż taka krytyka wystarczy.
Ale krytyka ta przekonuje tylko przekonanych, a nie przekonuje zwolenników PiS, gdyż jej poziom jest odpowiedni do poziomu wyznaczonego przez rządzącą koalicję - czyli bardzo niski. Krytyka ta więc jest całkowicie pozbawiona elementu zaskoczenia czy niespodzianki.
W istocie tylko umacnia istniejący stan politycznych poglądów (czy raczej emocji), co potwierdzają wszystkie badania opinii publicznej, które wykazują mniej więcej stabilne poparcie dla PiS i PO.
Ponadto jest to ze strony PO raczej krytyka form sprawowania władzy i doraźnych błędów PiS, a nie programu i kierunku, w jakim rządząca koalicja zmierza.
Prawda, że nie jest łatwo ten program i ten kierunek zidentyfikować, ale i w tym przypadku mamy do czynienia z zaniechaniem, gdyż opozycja powinna podjąć wysiłek polegający na pokazaniu wyborcom, z jaką perspektywą społeczną i polityczną mogą mieć do czynienia.
Po drugie, PO nie poszła ani krok dalej od swojego programu z okresu wyborów parlamentarnych i prezydenckich, który już wtedy nie cechował się szczególną wyrazistością i konkretnością.
Na skutek wspomnianego wyżej podziału utrzymała swój elektorat, ale nie jest jasne, ile w tym zasługi własnej, a ile konsekwencji błędów PiS. Zaskakujące jest, że PO nie wyciągnęła z sukcesu PiS żadnych wniosków merytorycznych i zaniechała zabiegów o odebranie rządzącej koalicji chociażby części jej elektoratu.
Przecież jest oczywiste, że niewielki wzrost poparcia dla PO wynika z kompromitacji LPR i Samoobrony, a nie ze zdezawuowania zachowań i postawy PiS. PO dalej jawi się jako partia otwarta, liberalna gospodarczo, proeuropejska i… tylko tyle można powiedzieć.
Problemy zwolenników PiS wywodzących się z "Polski rozczarowanej" nie zostały przez PO w ogóle podjęte. Jedynym wyjątkiem jest niezbyt szczęśliwe poparcie dla prawa lustracyjnego.
Po trzecie, PO zaniechała podjęcia decyzji, czy idzie w kierunku - by przypomnieć niegdysiejsze dylematy Unii Europejskiej - pogłębienia czy rozszerzenia swego elektoratu. Wiadomo ze wszystkich badań socjologicznych, że partia ta ma poparcie raczej bardziej wykształconych i raczej w dużych miastach.
A zatem stoi przed nią wybór: albo pozyskiwać jeszcze więcej tego samego elektoratu (przecież nie wszyscy mieszkańcy dużych miast i nie wszyscy z wyższym wykształceniem głosowali na PO) przez wzmacnianie nastawienia "liberalnego" (określenie to w Polsce zostało niemal całkowicie wyzute z treści lub jest używane w niewłaściwy sposób), albo próbować zdobyć poparcie mniej wykształconych z małych miast i miasteczek przez wzmacnianie tendencji "socjalno-konserwatywnej".
Jednak PO nie zrobiła ani tego, ani tego. Zaś spory wewnętrzne między Donaldem Tuskiem a Janem Rokitą, być może merytorycznie związane właśnie z tym problemem, prowadzą jedynie do powstrzymania się od podjęcia jakiejkolwiek decyzji w celu utrzymania "jedności partii".
Po czwarte - i tu trudno powiedzieć, czy jest to błąd czy też cnota zaniechania - mimo kilku sprzyjających okoliczności PO nie weszła w taktyczny sojusz z SLD i nie sięgnęła po władzę. Wielu komentatorów uważa to za błąd, kierując się zasadą, że w polityce liczy się tylko skuteczność, a sama polityka to walka o władzę, więc jak ktoś może nawet po trupach przejąć władzę i tego nie czyni, to demonstruje swoją słabość.
Można mieć wobec takiego stanowiska poważne wątpliwości, bowiem jedynym sukcesem PO jako opozycji jest właśnie to, że nie sięgnęła po metody stosowane przez PiS i odrzuciła zimny i bezwzględny pragmatyzm.
To się może w przyszłości bardzo opłacić. Innymi słowy, jeżeli entuzjazm wielu zwolenników PO jest obecnie słabszy, to właśnie na skutek wymienionych błędów zaniechania, a nie na skutek kompromitacji programowej.
Platforma Obywatelska u (ewentualnej) władzy
Przyjmijmy założenie, że PO dotrwa w mniej więcej aktualnej postaci do najbliższych wyborów parlamentarnych (bez względu na to, kiedy one się odbędą), bo inne ewentualności są nieprzewidywalne, więc trudno na ich temat rozsądnie się wypowiadać.
Jeżeli tak, to jak może wyglądać polityka PO jako partii rządzącej? Od razu trzeba sformułować podstawową wątpliwość: w obecnej sytuacji politycznej jest bardzo mało prawdopodobne, by PO mogła rządzić bez zawarcia koalicji. Tylko z kim i za jaką cenę? Bardzo trudno to przewidzieć, więc nie spekulujmy, skoro możliwa jest nawet koalicji z PiS albo z jego częścią.
Niezależnie od składu rządzącej koalicji PO jako jej siła napędowa musi stać się zdolna do rządzenia i realizowania programu, który doprowadzi do zakończenia tej chłodnej wojny domowej, z jaką mamy obecnie do czynienia w Polsce.
To będzie pierwsze i bardzo trudne zadanie, gdyż jego realizacja wymaga zdecydowanego i szybkiego zapomnienia urazów. W każdej sytuacji wzajemnych oskarżeń i nieufności ktoś musi zdecydować się na otwarcie i na związane z tym ryzyko. Przezwyciężenie domniemanego czy rzeczywistego podziału na dwie Polski jest zadaniem pierwszoplanowym i PO musi je podjąć dla dobra kraju.
Czy w obecnej sytuacji Platforma Obywatelska jest do tego zdolna? Trudno mieć w tej kwestii zdanie, gdyż programowe zamiary PO albo nie zostały sformułowane dostatecznie jasno, albo w ogóle nie są przemyślane.
Panuje bowiem powszechnie mniemanie, że partia ma mieć program.
Natomiast chodzi nie tyle o program, ile o koncepcję celów rządzenia o - innymi słowy - priorytety. Jeżeli wśród nich nie znajdzie się próba odtworzenia wspólnoty społecznej w Polsce, rządy PO będą burzliwe i niezbyt udane.
Ponadto PO powinna już teraz poszukiwać ludzi i ugrupowań, które umożliwią jej realizację owych priorytetów. Z tego punktu widzenia dziwna jest praktyczna nieobecność tej partii w środowiskach inteligenckich oraz intelektualnych. Z uniwersyteckiego punktu widzenia jest tak, jakby partia ta nie istniała.
Jeżeli PO chce unowocześnienia życia politycznego w Polsce, to niezbędne jest wykorzystanie tych wszystkich sił, które potencjalnie gotowe byłyby poprzeć nowoczesną centrową partię polityczną. Czy jednak PO jest zdolna do tego, żeby zmobilizować i samą siebie, i odpowiednich ludzi? Można mieć wątpliwości na podstawie dotychczasowej praktyki.
Platforma Obywatelska u władzy może zatem dokonać wielkich rzeczy, ale może również - i obie ewentualności są obecnie równie prawdopodobne - jeszcze bardziej rozczarować społeczeństwo do polityki.
Albowiem wcale nie jest powiedziane, że przejęcie rządów po Prawie i Sprawiedliwości będzie łatwe i przyjęte z powszechnym entuzjazmem. Już PiS część kłopotów i nieudanych posunięć zawdzięcza temu, że bardzo trudno jest obecnie - po wstąpieniu do NATO i Unii Europejskiej - sformułować jednoczący społeczeństwo cel.
PO będzie z upływem czasu i w niezłej sytuacji gospodarczej w jeszcze większych opałach, jeżeli chodzi o zjednoczenie społeczeństwa wokół wyrazistych i rozumnych celów. A już na pewno kolejny program sprowadzający się do krytyki poprzednich rządów nie wystarczy i zostawi nas w dalszym ciągu w stanie politycznej obojętności.
Miejmy nadzieję, że PO rozważa wszystkie wymienione problemy. Niestety, zewnętrzny obserwator dostrzec tego nie może.
Programy różnią się przede wszystkim w dziedzinie polityki zagranicznej czy - lepiej - zespołu postaw w stosunku do sąsiadów i Unii Europejskiej. Natomiast elektoraty są tak bardzo odmienne, że zaczęto już nawet, moim zdaniem bezpodstawnie, a co najmniej przesadnie, mówić i pisać o dwu Polskach.
Przy tej okazji wciąż powtarzany jest sprytny, ale intelektualnie pusty i niezgodny z rzeczywistością slogan: Polska solidarna i Polska liberalna. Podział rzeczywisty przebiega między tymi w Polsce, którzy stosunkowo niewiele lub nic nie skorzystali na zmianach po 1989 roku, a tymi, którzy na najrozmaitszych zasadach i różnymi metodami skorzystali wiele.
Podział ten - co zaskakujące - pokrywa się niemal dokładnie z drugim fundamentalnym sporem: między obyczajowym tradycjonalizmem a permisywizmem.
Razem podziały te sprawiają, że klientela PiS jest zupełnie inna czy raczej stała się inna niż klientela PO.
Jednak nie wiadomo, czy są to podziały trwałe i czy ewentualna zmiana partii rządzącej nie doprowadziłaby do ich zniweczenia.
Można - przeciwnie - sądzić, że dobry rozwój gospodarczy kraju będzie te podziały niwelował bez interwencji polityków. I odwrotnie, kryzys gospodarczy niewątpliwie by je umacniał. Jak na tym tle przedstawia się postępowanie PO jako opozycji i jak partia ta zachowywałaby się, gdyby uzyskała władzę?
Platforma Obywatelska w opozycji
PO jako główna partia opozycyjna popełniła niewiele błędów oczywistych, natomiast kilka poważnych, które można określić jako błędy zaniechania.
Po pierwsze, wdawała się przede wszystkim w krytykę rządzącej koalicji, co byłoby naturalne, gdyby nie fakt, że krytyka ta była łatwa do przeprowadzenia, a czasem dziecinnie łatwa. Powodowało to i powoduje, że powstaje złudzenie, iż taka krytyka wystarczy.
Ale krytyka ta przekonuje tylko przekonanych, a nie przekonuje zwolenników PiS, gdyż jej poziom jest odpowiedni do poziomu wyznaczonego przez rządzącą koalicję - czyli bardzo niski. Krytyka ta więc jest całkowicie pozbawiona elementu zaskoczenia czy niespodzianki.
W istocie tylko umacnia istniejący stan politycznych poglądów (czy raczej emocji), co potwierdzają wszystkie badania opinii publicznej, które wykazują mniej więcej stabilne poparcie dla PiS i PO.
Ponadto jest to ze strony PO raczej krytyka form sprawowania władzy i doraźnych błędów PiS, a nie programu i kierunku, w jakim rządząca koalicja zmierza.
Prawda, że nie jest łatwo ten program i ten kierunek zidentyfikować, ale i w tym przypadku mamy do czynienia z zaniechaniem, gdyż opozycja powinna podjąć wysiłek polegający na pokazaniu wyborcom, z jaką perspektywą społeczną i polityczną mogą mieć do czynienia.
Po drugie, PO nie poszła ani krok dalej od swojego programu z okresu wyborów parlamentarnych i prezydenckich, który już wtedy nie cechował się szczególną wyrazistością i konkretnością.
Na skutek wspomnianego wyżej podziału utrzymała swój elektorat, ale nie jest jasne, ile w tym zasługi własnej, a ile konsekwencji błędów PiS. Zaskakujące jest, że PO nie wyciągnęła z sukcesu PiS żadnych wniosków merytorycznych i zaniechała zabiegów o odebranie rządzącej koalicji chociażby części jej elektoratu.
Przecież jest oczywiste, że niewielki wzrost poparcia dla PO wynika z kompromitacji LPR i Samoobrony, a nie ze zdezawuowania zachowań i postawy PiS. PO dalej jawi się jako partia otwarta, liberalna gospodarczo, proeuropejska i… tylko tyle można powiedzieć.
Problemy zwolenników PiS wywodzących się z "Polski rozczarowanej" nie zostały przez PO w ogóle podjęte. Jedynym wyjątkiem jest niezbyt szczęśliwe poparcie dla prawa lustracyjnego.
Po trzecie, PO zaniechała podjęcia decyzji, czy idzie w kierunku - by przypomnieć niegdysiejsze dylematy Unii Europejskiej - pogłębienia czy rozszerzenia swego elektoratu. Wiadomo ze wszystkich badań socjologicznych, że partia ta ma poparcie raczej bardziej wykształconych i raczej w dużych miastach.
A zatem stoi przed nią wybór: albo pozyskiwać jeszcze więcej tego samego elektoratu (przecież nie wszyscy mieszkańcy dużych miast i nie wszyscy z wyższym wykształceniem głosowali na PO) przez wzmacnianie nastawienia "liberalnego" (określenie to w Polsce zostało niemal całkowicie wyzute z treści lub jest używane w niewłaściwy sposób), albo próbować zdobyć poparcie mniej wykształconych z małych miast i miasteczek przez wzmacnianie tendencji "socjalno-konserwatywnej".
Jednak PO nie zrobiła ani tego, ani tego. Zaś spory wewnętrzne między Donaldem Tuskiem a Janem Rokitą, być może merytorycznie związane właśnie z tym problemem, prowadzą jedynie do powstrzymania się od podjęcia jakiejkolwiek decyzji w celu utrzymania "jedności partii".
Po czwarte - i tu trudno powiedzieć, czy jest to błąd czy też cnota zaniechania - mimo kilku sprzyjających okoliczności PO nie weszła w taktyczny sojusz z SLD i nie sięgnęła po władzę. Wielu komentatorów uważa to za błąd, kierując się zasadą, że w polityce liczy się tylko skuteczność, a sama polityka to walka o władzę, więc jak ktoś może nawet po trupach przejąć władzę i tego nie czyni, to demonstruje swoją słabość.
Można mieć wobec takiego stanowiska poważne wątpliwości, bowiem jedynym sukcesem PO jako opozycji jest właśnie to, że nie sięgnęła po metody stosowane przez PiS i odrzuciła zimny i bezwzględny pragmatyzm.
To się może w przyszłości bardzo opłacić. Innymi słowy, jeżeli entuzjazm wielu zwolenników PO jest obecnie słabszy, to właśnie na skutek wymienionych błędów zaniechania, a nie na skutek kompromitacji programowej.
Platforma Obywatelska u (ewentualnej) władzy
Przyjmijmy założenie, że PO dotrwa w mniej więcej aktualnej postaci do najbliższych wyborów parlamentarnych (bez względu na to, kiedy one się odbędą), bo inne ewentualności są nieprzewidywalne, więc trudno na ich temat rozsądnie się wypowiadać.
Jeżeli tak, to jak może wyglądać polityka PO jako partii rządzącej? Od razu trzeba sformułować podstawową wątpliwość: w obecnej sytuacji politycznej jest bardzo mało prawdopodobne, by PO mogła rządzić bez zawarcia koalicji. Tylko z kim i za jaką cenę? Bardzo trudno to przewidzieć, więc nie spekulujmy, skoro możliwa jest nawet koalicji z PiS albo z jego częścią.
Niezależnie od składu rządzącej koalicji PO jako jej siła napędowa musi stać się zdolna do rządzenia i realizowania programu, który doprowadzi do zakończenia tej chłodnej wojny domowej, z jaką mamy obecnie do czynienia w Polsce.
To będzie pierwsze i bardzo trudne zadanie, gdyż jego realizacja wymaga zdecydowanego i szybkiego zapomnienia urazów. W każdej sytuacji wzajemnych oskarżeń i nieufności ktoś musi zdecydować się na otwarcie i na związane z tym ryzyko. Przezwyciężenie domniemanego czy rzeczywistego podziału na dwie Polski jest zadaniem pierwszoplanowym i PO musi je podjąć dla dobra kraju.
Czy w obecnej sytuacji Platforma Obywatelska jest do tego zdolna? Trudno mieć w tej kwestii zdanie, gdyż programowe zamiary PO albo nie zostały sformułowane dostatecznie jasno, albo w ogóle nie są przemyślane.
Panuje bowiem powszechnie mniemanie, że partia ma mieć program.
Natomiast chodzi nie tyle o program, ile o koncepcję celów rządzenia o - innymi słowy - priorytety. Jeżeli wśród nich nie znajdzie się próba odtworzenia wspólnoty społecznej w Polsce, rządy PO będą burzliwe i niezbyt udane.
Ponadto PO powinna już teraz poszukiwać ludzi i ugrupowań, które umożliwią jej realizację owych priorytetów. Z tego punktu widzenia dziwna jest praktyczna nieobecność tej partii w środowiskach inteligenckich oraz intelektualnych. Z uniwersyteckiego punktu widzenia jest tak, jakby partia ta nie istniała.
Jeżeli PO chce unowocześnienia życia politycznego w Polsce, to niezbędne jest wykorzystanie tych wszystkich sił, które potencjalnie gotowe byłyby poprzeć nowoczesną centrową partię polityczną. Czy jednak PO jest zdolna do tego, żeby zmobilizować i samą siebie, i odpowiednich ludzi? Można mieć wątpliwości na podstawie dotychczasowej praktyki.
Platforma Obywatelska u władzy może zatem dokonać wielkich rzeczy, ale może również - i obie ewentualności są obecnie równie prawdopodobne - jeszcze bardziej rozczarować społeczeństwo do polityki.
Albowiem wcale nie jest powiedziane, że przejęcie rządów po Prawie i Sprawiedliwości będzie łatwe i przyjęte z powszechnym entuzjazmem. Już PiS część kłopotów i nieudanych posunięć zawdzięcza temu, że bardzo trudno jest obecnie - po wstąpieniu do NATO i Unii Europejskiej - sformułować jednoczący społeczeństwo cel.
PO będzie z upływem czasu i w niezłej sytuacji gospodarczej w jeszcze większych opałach, jeżeli chodzi o zjednoczenie społeczeństwa wokół wyrazistych i rozumnych celów. A już na pewno kolejny program sprowadzający się do krytyki poprzednich rządów nie wystarczy i zostawi nas w dalszym ciągu w stanie politycznej obojętności.
Miejmy nadzieję, że PO rozważa wszystkie wymienione problemy. Niestety, zewnętrzny obserwator dostrzec tego nie może.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl