"Mieszkańcy Białorusi na własnej skórze doświadczają bolesnej prawdy, że era dyktatorów nie dobiegła jeszcze końca. Tym samym Europa nie uwolniła się jeszcze od tyranii. Jednak dni Aleksandra Łukaszenki są policzone" - pisze w "Fakcie" Aleksander Milinkiewicz, lider białoruskiej opozycji.
To nic, że despota rządzi już 12 lat i pewnie będzie trwał jeszcze kilka kolejnych. Ale wiemy, że jego czas minie. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że
Europa jest naprawdę wolna od dyktatur.
Czy prezydenta Białorusi możemy nazywać dyktatorem? Jak najbardziej. Przecież tyranem jest nie tylko ten, kto zabija wszystkich swoich politycznych przeciwników. Wystarczy zamykać ich w więzieniach, zlikwidować wolność prasy i niewolić społeczeństwo przez hamowanie jego rozwoju.
W przeszłości tyrani, którzy niewolili swoje kraje i mordowali obywateli, twierdzili, że robią to w imię zwycięstwa wielkich idei lub dla rozkwitu państwa i pomyślności jego mieszkańców. Uważali, że dla osiągnięcia tych wyższych celów można sięgnąć po wszystkie środki. Dziś dyktatorzy postępują inaczej. Coraz częściej swoje cele osiągają w sposób, który na pozór nie musi budzić wątpliwości.
Aleksander Łukaszenka nieprzypadkowo jest nazywany ostatnim dyktatorem Europy. Jego reżim od dawna na szeroką skalę posługuje się gwałtem. Białoruska władza nie uznaje europejskich wartości, wmawiając obywatelom, że są one dla Białorusinów obce i szkodliwe.
Niewoląc kraj, dyktator nie jest przy tym w stanie zaproponować żadnej wizji przyszłości. Reżim Łukaszenki ma wielu przeciwników w różnych grupach społecznych, przede wszystkim jest bardzo niepopularny wśród ludzi wykształconych i młodzieży.
Najbardziej aktywnym, inteligentnym, dobrze zapowiadającym się młodym ludziom ciasno i duszno żyć w warunkach, w których obywatele traktowani są jako uzależnieni od państwa robotnicy, a władza całkowicie blokuje możliwości samorealizacji.
Pod rządami dyktatora Łukaszenki całkowicie niemożliwy jest rozwój społeczeństwa i realizacja interesów obywateli. Każde poważne wyzwanie, choćby niedawny konflikt wokół dostaw ropy i gazu z Rosją, oraz każdy inny, pokazuje, że społeczeństwo białoruskie jest w stanie permanentnego, systemowego kryzysu.
Niezależnie od tego, co zrobi Aleksander Łukaszenko, dla uratowania autorytarnego reżimu, w społeczeństwie białoruskim coraz silniejsze są zachowania, które powoli niszczą fundamenty autorytaryzmu. Postępuje informatyzacja społeczeństwa, Białorusini są coraz bardziej aktywni ekonomicznie.
Rozwój białoruskiego społeczeństwa stwarza coraz to nowe wyzwania dla dyktatury. Dlatego w długoterminowej perspektywie tyrania nie ma szans na przetrwanie. Istnieje wbrew ludzkiej naturze i wbrew ludzkim potrzebom.
Ten reżim czeka nieuchronny upadek. Żeby nie wiem jak Aleksander Łukaszenko się bronił, jego tyrania nie ma przyszłości, a pociąg, którym jedzie prezydent, zwalnia. W końcu się wykolei.
Aleksander Milinkiewicz, lider białoruskiej opozycji
Czy prezydenta Białorusi możemy nazywać dyktatorem? Jak najbardziej. Przecież tyranem jest nie tylko ten, kto zabija wszystkich swoich politycznych przeciwników. Wystarczy zamykać ich w więzieniach, zlikwidować wolność prasy i niewolić społeczeństwo przez hamowanie jego rozwoju.
W przeszłości tyrani, którzy niewolili swoje kraje i mordowali obywateli, twierdzili, że robią to w imię zwycięstwa wielkich idei lub dla rozkwitu państwa i pomyślności jego mieszkańców. Uważali, że dla osiągnięcia tych wyższych celów można sięgnąć po wszystkie środki. Dziś dyktatorzy postępują inaczej. Coraz częściej swoje cele osiągają w sposób, który na pozór nie musi budzić wątpliwości.
Aleksander Łukaszenka nieprzypadkowo jest nazywany ostatnim dyktatorem Europy. Jego reżim od dawna na szeroką skalę posługuje się gwałtem. Białoruska władza nie uznaje europejskich wartości, wmawiając obywatelom, że są one dla Białorusinów obce i szkodliwe.
Niewoląc kraj, dyktator nie jest przy tym w stanie zaproponować żadnej wizji przyszłości. Reżim Łukaszenki ma wielu przeciwników w różnych grupach społecznych, przede wszystkim jest bardzo niepopularny wśród ludzi wykształconych i młodzieży.
Najbardziej aktywnym, inteligentnym, dobrze zapowiadającym się młodym ludziom ciasno i duszno żyć w warunkach, w których obywatele traktowani są jako uzależnieni od państwa robotnicy, a władza całkowicie blokuje możliwości samorealizacji.
Pod rządami dyktatora Łukaszenki całkowicie niemożliwy jest rozwój społeczeństwa i realizacja interesów obywateli. Każde poważne wyzwanie, choćby niedawny konflikt wokół dostaw ropy i gazu z Rosją, oraz każdy inny, pokazuje, że społeczeństwo białoruskie jest w stanie permanentnego, systemowego kryzysu.
Niezależnie od tego, co zrobi Aleksander Łukaszenko, dla uratowania autorytarnego reżimu, w społeczeństwie białoruskim coraz silniejsze są zachowania, które powoli niszczą fundamenty autorytaryzmu. Postępuje informatyzacja społeczeństwa, Białorusini są coraz bardziej aktywni ekonomicznie.
Rozwój białoruskiego społeczeństwa stwarza coraz to nowe wyzwania dla dyktatury. Dlatego w długoterminowej perspektywie tyrania nie ma szans na przetrwanie. Istnieje wbrew ludzkiej naturze i wbrew ludzkim potrzebom.
Ten reżim czeka nieuchronny upadek. Żeby nie wiem jak Aleksander Łukaszenko się bronił, jego tyrania nie ma przyszłości, a pociąg, którym jedzie prezydent, zwalnia. W końcu się wykolei.
Aleksander Milinkiewicz, lider białoruskiej opozycji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl