Dziennik Gazeta Prawana logo

"W Rosji panuje autorytaryzm i korupcja"

12 października 2007, 15:57
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Rosja Władimira Putina niepokoi. Przede wszystkim dlatego, że cele, jakie sobie stawia, są niebezpieczne dla zachowania stabilności Europy i świata. Trudno też zaakceptować sposób ich realizacji - mówi francuski historyk Alain Besanćon.
Zarówno w polityce zagranicznej, jak i wewnętrznej wśród kremlowskich polityków z prezydentem na czele dominuje tęsknota za mocarstwem i gorące pragnienie odbudowy go na wzór sowieckiego, tzn. nieliczącego się ze słabszymi i zdeterminowanego, by walczyć o swoją wysoką pozycję w świecie.

Prezydent Władimir Putin pragnie dziś odtworzyć dawną potęgę Związku Sowieckiego, choć w nowym przebraniu. W tym celu próbuje intensywnie oddziaływać na tzw. bliską zagranicę. Utracił wprawdzie - kawałek po kawałku - kontrolę nad republikami bałtyckimi: Litwą, Łotwą i Estonią. Ale - rzecz jasna - nie zrezygnował ani z Ukrainy, ani z Białorusi oraz z kolonizacji krajów Zakaukazia i Azji Środkowej. I nie zrezygnuje. Problemem jest teraz dla niego uzyskanie zgody świata zachodniego dla takich działań.

Kto kogo

Rosja nie potrafi pojmować polityki międzynarodowej jako gry o sumie zerowej. Na Kremlu wciąż obowiązuje stare pojęcie "kto kogo", a według kremlowskich strategów rosnąć w siłę można tylko kosztem innych. Dlatego Moskwa konsekwentnie skłócała Polskę z Niemcami w sprawie budowy Gazociągu Bałtyckiego. Teraz zaś prezydent Rosji próbuje szantażować całą Unię Europejską, która jest uzależniona od dostaw rosyjskich surowców energetycznych. Kwintesencją tej "nowej" polityki zagranicznej było wystąpienie Władimira Putina na niedawnej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, w którym ostro zaatakował Zachód, głównie Stany Zjednoczone za rzekome imperialne zakusy i NATO za rozszerzenie, co przez wielu komentatorów zostało odebrane jako inauguracja nowej zimnej wojny. Poważnie mnie tym zaniepokoił, jego ton świadczy o szukaniu przez Rosję nowej strategii międzynarodowej.

Waszyngton zareagował na ten atak w sposób oportunistyczny. Można to nawet zrozumieć, wszak USA przygotowują się do uderzenia na Iran i wcześniej muszą dogadać się z Rosją. Potrzebują, jeśli nie jej poparcia, to przynajmniej przyzwolenia. Co Putin skrzętnie wykorzystał. Dlatego postawił poprzeczkę tak wysoko, bo może sobie pozwolić na taką szarżę. To zachowanie prognozuje, że negocjacje z nim będą wyjątkowo trudne.

Trzeba na marginesie przyznać, że polityka Amerykanów już wcześniej stworzyła Rosjanom świetne warunki do takiego postępowania. Pod pretekstem wspólnej z USA walki z terroryzmem Moskwa mogła choćby zaprowadzić porządek w Czeczenii, nie narażając się na zmasowaną krytykę za łamanie tam praw człowieka.

Centralizacja władzy

W samej Rosji obserwujemy postępującą konsolidację władzy w rękach Kremla. Widać to zwłaszcza na przykładzie jego polityki wobec regionów: ich samodzielność jest konsekwentnie ograniczana. Zresztą można tu dostrzec wyraźną sprzeczność. Putin życzył sobie, by gospodarka regionów kwitła, tymczasem nadmierna centralizacja władzy skutecznie to uniemożliwia. Regiony nie rozkwitną ekonomiczne tak długo, jak długo taki stan rzeczy będzie się utrzymywał.

Putin skoncentrował w swym ręku ogromną władzę i jest ona w dużym stopniu niejawna. Nie wiadomo do końca, kto ma obecnie większe wpływy, a kto mniejsze. Prowadzi to do wewnętrznych pęknięć w aparacie władzy. Nie mamy pojęcia, co dzieje się za murami Kremla między Putinem a jego głównymi sojusznikami. Zapewne niemal każdego dnia tworzą się tam i rozpadają nowe konstelacje. Taka nieprzejrzystość rządów nie służy budowie wzajemnego zaufania - budzi podejrzenia i na pewno utrudnia negocjacje z Rosją.

Kolejna rzecz wymagająca krytyki to polityka Moskwy wobec państw Wspólnoty Niepodległych Państw. W starym, breżniewowskim systemie republiki czy narody podporządkowane imperium zawsze coś tam od Moskwy otrzymywały. Dziś odnoszę wrażenie, że Rosja postanowiła eksploatować do maksimum regiony i kraje, w których zachowała jeszcze swoje wpływy. Dotyczy to na przykład Gruzji czy Armenii: najpierw sprzedaje im ropę po niskiej, nierynkowej cenie, potem przejmuje ropociągi, a na koniec podwyższa ceny surowców do poziomu rynkowego. Jest to brutalne postępowanie w starym, kolonialnym stylu. Cel Putina pozostaje jasny - chce on rozszerzać wpływy Rosji, posługując się bronią "surowcową", czyli eksportem ropy naftowej i gazu.

Konsumpcja zamiast rozwoju

W Rosji Putina dużo mówi się o demokracji. A przecież demokracja to rządy prawa, w tym poszanowanie własności prywatnej. Tymczasem z tym jest w Rosji krucho. Nie można mieć pewności, że władze nagle jej nie zakwestionują lub będą ograniczać możliwości jej rozwoju. Dlatego ludzie nie chcą tam inwestować; dotyczy to zarówno inwestorów krajowych, jak i zagranicznych, no może poza firmami paliwowymi. Centralizacja władzy i powszechna korupcja zniechęcają do zakładania firm czy przedsiębiorstw. Władze kontrolują wielkie koncerny, narzucają im swoją wolę. Same też nie dbają o stworzenie podstaw rozwoju ekonomicznego. Zyski z eksportu ropy i gazu przeznaczają bowiem głównie na zakup towarów konsumpcyjnych. I właśnie dlatego nadzieje na szybki gospodarczy rozwój Rosji są - według mnie - płonne.

Demokracja zakłada też istnienie systemu przedstawicielskiego. A tego w Rosji można ze świecą szukać. Na Kremlu rządzi partia prezydenta - Jedna Rosja, Duma zaś nie odgrywa praktycznie żadnej roli. Dobrym przykładem antydemokratycznego kursu jest "operacja sukcesja". W jej ramach Władimir Putin ma wyznaczyć swego następcę, który wygra wybory prezydenckie w 2008 roku. Nikt nie wie, kto nim zostanie, możliwe są wszystkie opcje. Jedną z nich jest objęcie funkcji prezydenta przez jakąś marionetkę, podczas gdy rzeczywiste rządy będzie sprawował Putin. Co to ma wspólnego z demokracją?

Obecny prezydent może też ostatecznie zostać zdradzony przez swego następcę, który zbuntuje się i nie będzie chciał wykonywać jego rozkazów. Znów wychodzi na jaw absolutna nieprzewidywalność putinowskiej Rosji.

Nadzieją na stabilność państwa jest zwykle społeczeństwo obywatelskie, które może ją podtrzymywać w wypadku kryzysu władzy. Tymczasem w Rosji coś takiego nie istnieje. Postawy obywatelskie zostały skutecznie wyplenione przez 70 lat panowania komunizmu. Nie ma też warstwy, którą określa się mianem inteligencji, pozostały tylko niewielkie jej oazy. Rosję opuścili też prawie wszyscy Żydzi.

Oczekiwania obywateli wobec władzy są nadzwyczaj skromne, ludzie chcą od niej jedynie zagwarantowania minimum porządku, aby w Rosji dało się żyć. Powszechnie panujący pogląd jest taki, że bez Putina byłoby pod tym względem jeszcze gorzej. Tego rodzaju postawy nie zapowiadają rychłego rozkwitu społeczeństwa obywatelskiego, a bez niego nigdy nie będzie to kraj demokratyczny.

Do tego bilansu negatywów trzeba zaliczyć także przypadki zabójstw na tle politycznym, jak choćby najgłośniejszy - Anny Politkowskiej. To oczywiście w Rosji nic nowego, tak działo się też za czasów sowieckich, ale trudno mieć zaufanie do władzy, która nie ściga bezwzględnie ich sprawców. Zaufania do niej nie buduje też jej postępowanie wobec odbywającego karę więzienia na Syberii Michaiła Chodorkowskiego, który próbował zbudować małą sieć oporu wobec Kremla. Władza wysłała tu wyraźny sygnał - kto się nam sprzeciwia, pójdzie do więzienia, i za nic ma protesty międzynarodowe w tej sprawie.

Nie napawa też optymizmem sytuacja demograficzna Federacji Rosyjskiej. Dramatycznie spada liczba rdzennych Rosjan, rośnie za to liczba muzułmanów. Już dziś stanowią oni około jednej piątej populacji kraju. Za jakiś czas - i to wcale niedługi - połowa rekrutów w armii będzie się wywodziła z rodzin muzułmańskich. Na razie państwo rosyjskie żyje z nimi w zgodzie, na te relacje nie przekłada się zupełnie konflikt w Czeczenii. Nie wiadomo jednak, jak długo to potrwa. Wcale nie jest powiedziane, że tak będzie zawsze.

Na koniec szczypta optymizmu. W Rosji uchował się, po części jeszcze z dawnych przedrewolucyjnych czasów, system edukacji na stosunkowo wysokim poziomie. Nie wiem, czy to nadzieja na przyszłość, ale na pewno jedna z rzadkich zalet dzisiejszej Rosji.
*Alain Besanćon, francuski historyk myśli społecznej i politolog, prof. w Wyższej Szkole Nauk Społecznych w Paryżu
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj