Nie wdając się w dialektyczne rozważania moralne, chcę tylko przytoczyć odpowiedź, jakiej udzielił zdobywca Mount Everestu sir Edmund Hillary na pytanie, po co polazł na tę górę: bo ona tam była. To samo jest z archiwami IPN. One są i zgodnie z naturą ludzką, a wbrew niektórym ankietom socjologicznym, dowodzącym obojętności Polaków wobec ubeckiej przeszłości, muszą być spenetrowane. Interesujące zresztą jest, że w żadnym z badań opinii publicznej na temat lustracji, łącznie z ostatnią ankietą Pentora, nie zadano badanym fundamentalnego pytania: czy uważasz donosicielstwo za działalność moralną, przynoszącą chlubę? Ciekawe, czy post mortem SB współpracę z nią pochwaliłaby też ponad połowa pytanych, która twierdzi teraz, że teczki jej nie interesują. Osobiście wątpię.
Przeciwnicy lustracji, kurczowo trzymając się pojęć i praktyk z PRL, po porównaniu oświadczeń lustracyjnych do lojalek doby stanu wojennego, chwycili się Berufsverbot - zakazu wykonywania zawodu, jaki ma rzekomo dotknąć byłych konfidentów i obecnych kłamców lustracyjnych w dziennikarstwie. Zapowiadają nawet skargi do Trybunału Europejskiego w Strasburgu. Znowu kulą w płot. Media w Polsce są - poza telewizją publiczną - prywatne i prywatni właściciele mogą w nich zatrudniać, kogo chcą. Można sobie łatwo wyobrazić redakcję pisma złożoną z samych TW i jeszcze dumną z tego powodu. Władzom państwowym nic do tego. Ocena jest tylko i wyłącznie sprawą czytelników i tego, czy chcą być pouczani o tym, co moralne, dobre, właściwe i sprawiedliwe przez konfidentów.
Sam doświadczyłem państwowego zakazu w stanie wojennym. Gdybym był TW, tobym nie doświadczył. Ale odwrotnej sytuacji nie będzie. Takiej, w której następuje tylko odwrócenie znaków i dawni TW dziś mieliby za to płacić usunięciem z zawodu, bo to jest instytucja państwa totalitarnego. Problem dalszej kariery donosicieli jest tylko kwestią społecznej akceptacji.
Ponieważ taka akceptacja zależy od wiedzy odbiorców o przeszłości dziennikarza, do ustawy powinno być dołączone rozporządzenie wykonawcze, zobowiązujące wszystkich TW do informowania o tym w podpisie pod tekstem. Obok nazwiska. Żeby było bardziej elegancko, można by sięgnąć do tradycji. Legioniści Piłsudskiego zachowali swoje pseudonimy wojenne w wolnej Polsce - Felicjan Sławoj Składkowski, Bolesław Wieniawa Długoszowski, Stanisław Grzmot Skotnicki. No to teraz niech nasze gwiazdy moralistyki podpisują się na przykład: Jan TW Burza Kowalski. Ponieważ mimo porażki lustracyjnej, walka o historię i jej interpretację, która jest walką o przyszłość, trwa nadal, a jej wynik wciąż jest niepewny, być może doczekamy czasów, w których będą to dodatki do nazwiska chlubne. Coś w rodzaju tytułów arystokratycznych, a spis agentów stanie się nowym almanachem gotajskim. Na szczęście ja się nie czuję najlepiej i takich czasów raczej nie doczekam.
Rusza lustracja. Dla jej najzagorzalszych przeciwników, którzy przegrali kilkunastoletnią batalię, mam słowa pocieszenia. W ten czy inny sposób, wcześniej lub później, zgodnie z prawem bądź bezprawnie, zawartość teczek musiałaby ujrzeć światło dzienne - pisze w "Fakcie" publicysta Maciej Rybiński.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama