Dziennik Gazeta Prawana logo

"Jak wyjść z lustracyjnego pata"

12 października 2007, 16:18
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Wchodząca właśnie w życie ustawa lustracyjna otwiera nową fazę w trwającej od siedemnastu lat wojnie o ujawnienie agentury komunistycznej bezpieki. Przez pierwsze dziesięć lat zdecydowaną przewagę mieli w niej przeciwnicy lustracji - pisze w "Fakcie" dr Antoni Dudek, historyk IPN.
Po 2000 r., kiedy rozpoczął działalność Instytut Pamięci Narodowej, sukcesy zaczęli powoli odnosić zwolennicy lustracji. Jednak dopiero nowe przepisy - jak zapewniają ich autorzy - mają zdemaskować całą agenturę bezpieki. Czy rzeczywiście tak się stanie?

Nowa ustawa zakłada dwa równoległe mechanizmy lustracyjne. W ramach pierwszego, osoby piastujące tzw. funkcje publiczne (ustawa wymienia ich ponad pięćdziesiąt) mają najpóźniej w ciągu dwóch miesięcy od wejścia ustawy w życie (czyli od 15 marca) złożyć oświadczenia, których prawdziwość ma weryfikować nie istniejące jak na razie Biuro Lustracyjne IPN. Nikt tak naprawdę nie wie, ile tych oświadczeń spłynie ostatecznie do IPN, choć należy się spodziewać - mimo nawoływań do bojkotu - liczby liczonej w setkach tysięcy. Z tego względu trudno dziś nawet w przybliżeniu oszacować przez ile lat prokuratorzy lustracyjni będą weryfikować taką masę oświadczeń, a tym bardziej jak długo będą trwać procesy, które mają być efektem zakwestionowania prawdziwości oświadczeń. Kłamcy lustracyjni skazani prawomocnym wyrokiem mają być karani 10-letnim zakazem sprawowania funkcji publicznych. Teoretycznie podobna kara ma też spotkać tych, którzy odmówią złożenia oświadczeń, ale ustawa nie przewiduje trybu, w jakim miałoby to być egzekwowane.

Drugi mechanizm lustracyjny nakłada na IPN obowiązek stworzenia listy wszystkich możliwych do ustalenia współpracowników bezpieki, bez względu na to, co dziś robią i czy jeszcze żyją. Pierwsza część tej listy ma być ogłoszona najpóźniej w połowie września tego roku, a następnie systematycznie uzupełniana. Nie jest jasne, w jakim celu IPN ma sprawdzać setki tysięcy budzących takie kontrowersje oświadczeń, skoro i tak ma równolegle przygotować listę wszystkich agentów. Od obecności na niej będzie się oczywiście można odwołać do sądu. To samo będą też mogli zrobić wszyscy ci, którzy uznają się za pomówionych przez publikacje dziennikarzy, którym nowe przepisy dają prawo dostępu do akt znajdujących się w IPN.

Ustawa lustracyjna już została zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego przez parlamentarzystów SLD. Złożenie wniosku do Trybunału zapowiedział też rzecznik praw obywatelskich. Przeciwnicy lustracji liczą, że Trybunał zakwestionuje konstytucyjność zarówno listy agentów, jak i przymusu składania oświadczeń. "Wierzymy, że Trybunał Konstytucyjny nie przepuści tego gniota" - napisano w ubiegłym tygodniu w wewnętrznym liście kolportowanym wśród dziennikarzy przez kierownictwo "Gazety Wyborczej", które zamierza też organizować pomoc "dla licznych środowisk objętych - na razie - władzą Kurtyki i teczek".

Jeśli Trybunał zakwestionuje obecny kształt ustawy, będzie to stanowiło porażkę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który osobiście zaangażował się w formułowanie nowych przepisów. Zaś w lustracyjnej wojnie dojdzie - po raz kolejny zresztą - do powstania sytuacji patowej. Być może wtedy pojawi się szansa na zastąpienie skomplikowanych i częściowo niewykonalnych przepisów, najkrótszą możliwą ustawą, której założenie zrozumie każdy, kto miał okazję dłużej czytać akta bezpieki. Oto ona.

Art. 1. Wszystkie dokumenty znajdujące się w IPN są jawne i udostępniane na zasadach obowiązujących w archiwach państwowych.
Art. 2. Z udostępnianych dokumentów wyłączane są informacje dotyczące sfery intymnej opisanych w nich osób.
Art. 3. Wszystkie spory wynikłe ze stosowania art. 1 i 2 są rozpatrywane przez sądy w oparciu o przepisy kodeksu cywilnego i innych ustaw regulujących ochronę dób osobistych.

Przyjęcie takiej ustawy otworzyłoby ostatecznie archiwum IPN, eliminując równocześnie spory wokół list agentów, oświadczeń lustracyjnych oraz sankcji za odmowę ich złożenia. Zamiast tego zainteresowani otrzymaliby możliwość zmierzenia się ze złożonym obrazem ludzkich losów, jaki wyłania się z teczek bezpieki. Problem w tym, że takie rozwiązanie nie zadowoli ani byłych agentów i ich obrońców, ani też tych, którzy wierzą, że da się stworzyć obiektywną listę współpracowników bezpieki.
Antoni Dudek, historyk i politolog, wykładowca UJ, doradca Prezesa IPN. Ostatnio ukazała się jego "Historia polityczna Polski 1989-2005". Artykuł wyraża osobiste poglądy autora
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj