Zmobilizujmy obywateli Unii

Romano Prodi, premier Włoch, były szef Komisji Europejskiej




25 marca w Berlinie została podpisana uroczysta deklaracja z okazji 50. rocznicy integracji europejskiej. Jest to okazja, którą świętujemy z radością i zaangażowaniem. Mam nadzieję, że będzie ona dla nas motywacją do wspólnego myślenia i działania, bramą otwartą w stronę wspólnej przyszłości. Mam również nadzieję, że pomoże Europie przełamać obecny impas i skierować ją na drogę prowadzącą do zakończenia procesu integracji europejskiej - największego przedsięwzięcia na rzecz pokoju i dobrobytu we współczesnym świecie.



Europejskie osiągnięcia ostatnich pięćdziesięciu lat, zapoczątkowanie procesu integracji przez sześć państw założycielskich oraz stopniowe zwiększanie liczby członków do obecnych 27 krajów, gdzie wspólną przestrzeń bez wewnętrznych granic zamieszkuje prawie pół miliarda obywateli, to ogromny sukces moralny, historyczny i polityczny.



W ciągu zaledwie pół wieku przekształciliśmy słabe, podzielone i skonfliktowane społeczeństwo - Europę - w najbardziej pokojową i najlepiej prosperującą społeczność na świecie. Wszyscy mamy prawo być dumni z tego wspólnego sukcesu społeczeństwa Europy.



Pół wieku temu, wraz z podpisaniem traktatu rzymskiego, Europa przezwyciężyła jeden z najpoważniejszych kryzysów, jakim trzy lata wcześniej była nieudana próba ustanowienia Europejskiej Wspólnoty Obronnej. Dziś mamy nadzieję, że znów uda się nam osiągnąć to samo: że po dwóch ostatnich trudnych latach uruchomimy europejski proces na nowo. Jestem pewien, że w końcu nam się uda, bowiem historia naszego kontynentu dowodzi, iż Europa zawsze potrafiła przełamywać kryzysy i zawsze wychodziła z nich wzmocniona.



Europa to w coraz mniejszym stopniu kwestia wyboru, a w coraz większym kwestia konieczności. To coś więcej, niż wspólna waluta czy jednolity rynek: to społeczność posiadająca wspólne wartości i organizacja umożliwiająca krajom członkowskim lepsze funkcjonowanie.



Europa osiągnęła swój pierwotny cel, ponieważ po bratobójczych wojnach dała swoim obywatelom ponad pół wieku pokoju. Nie ulega jednak wątpliwości, że wobec wyzwań nowego tysiąclecia Europa wydaje się pełna wahań, niepewna i niezdolna do podejmowania decyzji. To nie tylko kwestia rzeczywistej lub domniemanej utraty motywacji, bądź wyczerpania początkowej siły napędzającej (której celem było ustanowienie pokoju na całym kontynencie) bądź potrzeby nakreślenia nowych celów, które byłyby w stanie uaktywnić ideały i wartości młodszego pokolenia.



Problem polega na tym, że Europa nie funkcjonuje tak, jak powinna. Jej funkcjonowanie jest utrudnione, bo poszukuje konsensusu, a jednocześnie jest nieustannie zajęta międzynarodowymi kryzysami, które wymagają natychmiastowego działania i których pojedyncze kraje nie potrafią rozwiązać samodzielnie. To lekcja, jaką daje nam współczesny świat ewoluujący w kierunku systemu kontynentów, w którym żaden pojedynczy kraj samodzielnie nie jest w stanie wpływać na sytuację, bronić własnych interesów.



Ponowne uruchomienie europejskiego procesu oznacza również, że musimy upewniać młodsze pokolenie o słuszności i zachęcać do przyjęcia wartości stanowiących o tożsamości Europy, takich jak pokój, swobody obywatelskie i gospodarcze, sprawiedliwość, poszanowanie godności ludzkiej i rozwój demokracji. Czy możemy sądzić, że bez tych wartości i aspiracji leżących u podstaw naszej europejskiej tożsamości uda się nam spełnić oczekiwania przyszłych pokoleń? Czy możemy sądzić, że nie potwierdzając wagi tych wartości, zrealizujemy nasze nadzieje i wykorzystamy możliwości?



Są to właśnie powody, dla których musimy podjąć proces konstytucyjny na nowo. Zakończyć podróż, która rozpoczęła się 50 lat temu. Wymaga to z naszej strony zaangażowania i działania z wykorzystaniem tego wszystkiego, co osiągnęliśmy do tej pory oraz w oparciu o dokument podpisany w 2004 roku w Rzymie po - nie zapominajmy - długotrwałych negocjacjach. W razie potrzeby można go będzie uprościć, nie pociąga to jednak za sobą odrzucenia postanowień dotychczasowych - mam tu przede wszystkim na myśli wszystkie środki związane z europejską polityką zagraniczną czy z rozszerzeniem głosowania większością kwalifikowaną, które mają na celu skuteczniejsze funkcjonowanie europejskiej maszyny. Mówiąc krótko, musimy teraz podjąć ten proces na nowo, zdając sobie sprawę z tego, że tekst końcowy zawierać będzie trochę mniej, trochę więcej, lub będzie się nieco różnić od obecnego. Błędem byłoby jednak rozpoczynanie tego procesu w przekonaniu, że efekt końcowy będzie zupełnie różny od traktatu, który - nie zapominajmy - został już ratyfikowany przez 18 państw członkowskich.



W tym roku musimy znów zacząć realizować europejskie marzenie, tak jak robiliśmy to w 1957 roku i podczas rozszerzenia Unii Europejskiej w 2004 roku. Musimy zmobilizować naszych obywateli i upewnić ich, że Europa żyje i gotowa jest wypełniać swoją rolę w ramach swoich granic i poza nimi. Jest jedno, co możemy zrobić, aby wysłać jednoznaczny sygnał świadczący o naszej wspólnej determinacji: ustalić konkretny termin tu i teraz, aby europejskie wybory w 2009 roku mogły się odbyć według nowych zasad.





Eksperyment się powiódł

Geoff Hoon, brytyjski minister ds. europejskich




Wielka Brytania zawsze opowiadała się za praktycznym programem działania dla Europy, za programem, który przynosi rzeczywiste korzyści wszystkim Europejczykom. Korzyści te są zróżnicowane: od wielkich zdobyczy, takich jak stabilizacja i dobrobyt, po sprawy bardziej namacalne - tanie przeloty i czyste plaże. Jednak w obu przypadkach cel jest taki sam - sprawić, aby na co dzień żyło się bezpieczniej, łatwiej i dostatniej. Tego właśnie zawsze oczekiwała Wielka Brytania jako członek Unii Europejskiej - Europy wsłuchanej w to, co jest dla ludzi ważne i podejmującej praktyczne działania, dzięki którym życie staje się lepsze.



Naszą unijną filozofię wyłożył w 1999 roku Tony Blair. Jesteśmy pragmatycznymi wizjonerami, a nie utopistami. Pragmatyczne podejście Brytyjczyków do Europy ma długą tradycję. Już w 1971 roku, kiedy prowadziliśmy negocjacje w sprawie naszego członkostwa, Jean Monnet opowiadał się za przyjęciem Wielkiej Brytanii, ponieważ uważał, że reszta Europy może liczyć, iż dzięki nam wszystko zadziała. Istnieją dwa obszary, odnośnie których Wielka Brytania szczególnie chciała, żeby wszystko zadziałało: jednolity rynek i rozszerzenie. Oba te aspekty spotkały się z entuzjastycznym poparciem z naszej strony, ponieważ zapewniały to, co, naszym zdaniem, jest ważne, a mianowicie praktyczne korzyści dla wszystkich Europejczyków. A teraz, kiedy myślimy o następnych pięćdziesięciu latach, stanowią one przykład silnej i otwartej polityki unijnej, jaką chcielibyśmy widzieć w przyszłości.



Pragniemy, aby nasza polityka koncentrowała się na kwestiach takich, jak jednolity rynek, który odgrywa kluczową rolę w tworzeniu europejskiego dobrobytu i który przynosi europejskim konsumentom realne korzyści. Popieram dyrektywy, dzięki którym możemy mieć tańsze przeloty, czterotygodniowe płatne urlopy, etykiety na produktach żywnościowych informujące o rzeczywistej zawartości opakowania, tańsze rozmowy telefoniczne i szybki internet. W realizacji tej polityki, koncentrującej się na korzyściach dla konsumenta, kluczową rolę odgrywa Komisja Europejska. Już w latach dziewięćdziesiątych komisja przeciwstawiła się władzy państwowych monopoli w całej Europie. Dzięki utworzeniu jednolitych rynków w telekomunikacji i lotnictwie zmalały nasze domowe rachunki. Oczywiście nie we wszystkich przypadkach unijne przepisy prawne przyniosły tak dobre efekty. Dlatego podczas marcowego spotkania Rady Europejskiej nalegaliśmy na podjęcie kroków zmierzających do ograniczenia biurokracji i likwidacji zbędnych przepisów, które hamują działania biznesu i irytują indywidualnych obywateli. Jest to jeden z elementów naszej nieustannej walki o jednolity rynek, dzięki któremu Europejczykom żyje się lepiej.



Chyba największym osiągnięciem UE jest przystąpienie ośmiu nowych krajów Europy Środkowej i Wschodniej po upadku systemu komunistycznego. Wielka Brytania konsekwentnie popierała rozszerzenie Unii, które przyczynia się do stabilizacji i dobrobytu na całym kontynencie europejskim. Europejczycy mogą dzisiaj mieszkać, pracować i studiować na obszarze całej Unii. Firmy europejskie mogą penetrować nowe rynki, a europejscy konsumenci korzystać z tego, że żyją na największym jednolitym rynku świata.



Wciąż istnieje wiele silnych przesłanek przemawiających za dalszym rozszerzaniem Unii. Perspektywa członkostwa stymuluje reformy i odnowę w naszym szerszym sąsiedztwie. Dzięki temu jesteśmy bardziej bezpieczni, i chodzi tu nie tylko o zagrożenie wojną, ale w coraz większym stopniu o nowe zagrożenia, na przykład przestępczość zorganizowana, terroryzm czy zmiana klimatu. Alternatywa, czyli wycofanie się z rozszerzenia i utworzenie nowej linii podziału w Europie, niesie ryzyko powrotu destabilizacji i obaw, jakie były naszym udziałem w przeszłości.



Patrząc na pierwsze pięćdziesięciolecie Unii Europejskiej, zauważymy, że najlepiej funkcjonowała po przyjęciu polityki ukierunkowanej na skuteczne działanie przynoszące namacalne korzyści dla Europy. W ciągu tych pierwszych pięćdziesięciu lat Unia Europejska utworzyła najsilniejszą strefę wolnego handlu na świecie i rozrysowała na nowo mapę Europy. Są to nadzwyczajne osiągnięcia.



Wyzwania, przed którymi teraz stoimy, mają wymiar globalny - zmiana klimatu, terroryzm, migracja. Wielka Brytania wiodła prym w apelach o podjęcie unijnych działań w kwestii zmiany klimatu, bo wiemy, że więcej niż w pojedynkę możemy zdziałać z 26 partnerami w Europie. W nadchodzącym pięćdziesięcioleciu Unia Europejska powinna wyciągnąć wnioski ze swoich sukcesów i dostrzec, że funkcjonuje najlepiej wówczas, gdy jej polityka motywowana jest potrzebą zapewnienia Europejczykom korzyści praktycznych. Musi też w dalszym ciągu być otwarta na zewnątrz.



Gdyby sześć państw założycielskich skoncentrowało się na sobie i swojej umowie o węglu i stali, czy ja, brytyjski minister ds. Europy, pisałbym ten artykuł o sukcesach Unii Europejskiej w okresie jej pierwszych pięćdziesięciu lat? I czy Czytelnicy Faktu by go czytali?