Francja chce reform, wolnego rynku, otwarcia na świat. To dobre wieści także dla Polski - twierdzi w rozmowie z "Faktem" Guy Sorman, francuski pisarz i publicysta.
Dorota Łosiewicz: Czym będzie się różnić Sarkozy od swego poprzednika?
Guy Sorman, francuski pisarz i publicysta: To jest mniej więcej to samo, tylko w nowszym opakowaniu. Sarkozy należy do tej samej politycznej tradycji. Bardzo mi przypomina Chiraca, gdy ten był w jego wieku. Taka sama energia, takie same metody. Najważniejsze jest to, żeby wygrać za wszelką cenę. Sarkozy nie jest też nową twarzą.
Nic ich nie różni?
Chirac był zdania, że niepotrzebny jest żaden program. To wynikało z gaullistowskiej tradycji: jestem przywódcą, wy idźcie za mną, a o programie pomyślimy później. W przeciwieństwie do niego, Sarkozy został wybrany w oparciu o jasno sformułowany program. To daje mu bardzo mocną legitymację do przeprowadzenia reform gospodarczych i społecznych.
A czego możemy się spodziewać po nowym prezydencie Francji w polityce zagranicznej?
Sarkozy koncentruje się na bezpieczeństwie. Dlatego jego priorytety to walka z nielegalną imigracją i terroryzmem. Program działania w polityce zagranicznej nie będzie sprowadzał się do paru prostych haseł z epoki Chiraca czy Mitterranda: Francuzi górą, Francja liderem, Francja idąca w zawody z Ameryką.
Oprócz walki z nielegalną imigracją Sarkozy będzie, na ile to możliwe, dbał o rozwój krajów Afryki i basenu Morza Śródziemnego. Postawa antyamerykańska nie będzie już wiodącym elementem we francuskiej polityce zagranicznej.
Jaki może być w kontaktach z Rosją?
O Rosji Sarkozy wyraża się w o wiele mocniejszych słowach niż Chirac lub jakikolwiek inny francuski przywódca w przeszłości. Ma to związek z jego osobistą historią. Jego węgierska rodzina zmuszona była opuścić ojczyznę, dlatego jest zagorzałym antykomunistą i demonstruje niechęć wobec Rosji.
Czy to oznacza, że Polska może liczyć na jego wsparcie w swoim twardym kursie wobec Rosji?
Na pewno nie będzie on budził tak ostrego sprzeciwu jak za czasów Chiraca. Sarkozy nigdy nie sięgnie po retorykę swego poprzednika. Nie będzie mówił o śmiesznym, małym kraju. Myślę, że opowie się po stronie Polski.
Sarkozy jest zwolennikiem dalszego poszerzania Unii?
Nie chce widzieć Turcji w Unii Europejskiej i promuje coś w rodzaju unii śródziemnomorskiej. Nie wiem, co to może oznaczać, ale jest to sposób na pozbycie się Turcji.
Czy będzie kontynuował proarabską politykę swoich poprzedników?
Demonstruje również postawę bardziej proizraelską, niż miało to miejsce w tradycyjnej francuskiej polityce zagranicznej. To wpłynie na linię naszej dyplomacji.
Mówi się, że we Francji nie było i nie będzie gospodarczych liberałów. Czy Sarkozy przełamuje ten stereotyp?
Po części tak. Nie jest fanatycznym uczniem Miltona Friedmana, guru radykalnych liberałów spod znaku Thatcher i Reagana. Rozumie jednak, że trzeba dać większą swobodę przedsiębiorcom, zmniejszyć podatki, ograniczyć biurokrację. Dlatego będzie prezentował podejście o wiele bardziej prorynkowe niż Chirac i socjaliści.
Będzie się więc raczej opowiadał za wolnym rynkiem, ale przy jednoczesnym dążeniu do chronienia przemysłu narodowego. Co nie zmienia faktu, że Sarkozy będzie najbardziej prorynkowym prezydentem w historii tego kraju.
Sarkozy zerwał z francuską tradycją państwa laickiego. Do tej pory bardzo ostry rozdział państwa i polityki od religii był nad Sekwaną czymś niemal świętym. Tymczasem Sarkozy mówił o wartościach katolickich...
Był na tyle ostrożny, że mówił o wartościach katolickich, a nie o religii katolickiej. My, Francuzi, rozgraniczamy wartości chrześcijańskie, wartości konserwatywne związane z rodziną, z etyką, od religii. Sarkozy tej linii nie przekroczył, a Francja pozostała krajem świeckim. Po prostu ostrożnie i umiejętnie została tu wykorzystana kwestia wartości.
Czyli, jeżeli chodzi o procesy społeczne we Francji, nic się za tej prezydentury nie zmieni?
Zmieni. Ale to nie Sarkozy zmieni społeczeństwo. Ono zmienia się samo. Faktyczna zmiana to nie zmiana lidera. Faktyczna zmiana zaszła w społeczeństwie. Francuzi wybrali potomka imigrantów. Jest on trochę Żydem, trochę katolikiem. Ma skomplikowane życie rodzinne.
Oznacza to, że społeczeństwo przestało dbać o to, czy ktoś jest, czy nie jest żonaty, czy jest lub nie jest Żydem, czy jest lub nie jest imigrantem. To ogromna różnica w stosunku do tego, z czym mieliśmy do czynienia przez dwie lub trzy ostatnie dekady.
Czy ta otwartość na zmiany dotyczy też innych dziedzin życia?
Zrozumieliśmy, że powinniśmy wprowadzać reformy, że powinniśmy postępować tak, jak Brytyjczycy czy Amerykanie. Że powinniśmy zaakceptować nowy, konserwatywny program działania, którego nie chcieliśmy mieć we Francji, a który teraz jest całkiem nieźle przyjmowany zarówno przez prawicę, jak i przez lewicę. Młodzi Francuzi podróżują dziś po Europie i nie tylko, mówią po angielsku, są bardziej otwarci na zmiany, cechuje ich także silny etos pracy.
Sarkozy będzie podążał za tymi trendami społecznymi. Jestem pewien, że nasza gospodarka stanie się bardziej dynamiczna. Ale jeszcze raz powtórzę: to nie polityka zmienia życie, to życie zmienia politykę. Zmiany nadeszły z dołu, a Sarkozy oczywiście był na tyle mądry, żeby zrozumieć te nowe nastroje.
Sądzi pan, że jako konserwatysta znajdzie lepszy język z prezydentem Polski niż inni przywódcy państw europejskich?
Najważniejsze nie jest to, że Sarkozy jest człowiekiem prawicy, lecz to, że jest w pewnym sensie bardziej europejski i nie pamięta czasów, kiedy europejska Wspólnota liczyła sześć państw, a kierowali nią Niemcy i Francuzi. Należy do pokolenia, dla którego Unia Europejska to koncepcja o wiele szersza.
Więc nie wchodzi tu tylko w grę orientacja polskiego rządu, lecz także jego własna wizja Europy, trochę inna i nacechowana większą tolerancją niż wizja Chiraca. Sarkozy nie będzie zachowywać się tak arogancko jak jego poprzednik w stosunku do wschodniej części Europy. Ponadto, ponieważ jest zwolennikiem silniejszej centralnej polityki europejskiej, o wiele bardziej będzie się liczyć z krajem takim jak Polska. Bez względu na to, kto nim będzie rządził.
Guy Sorman, francuski pisarz i publicysta: To jest mniej więcej to samo, tylko w nowszym opakowaniu. Sarkozy należy do tej samej politycznej tradycji. Bardzo mi przypomina Chiraca, gdy ten był w jego wieku. Taka sama energia, takie same metody. Najważniejsze jest to, żeby wygrać za wszelką cenę. Sarkozy nie jest też nową twarzą.
Nic ich nie różni?
Chirac był zdania, że niepotrzebny jest żaden program. To wynikało z gaullistowskiej tradycji: jestem przywódcą, wy idźcie za mną, a o programie pomyślimy później. W przeciwieństwie do niego, Sarkozy został wybrany w oparciu o jasno sformułowany program. To daje mu bardzo mocną legitymację do przeprowadzenia reform gospodarczych i społecznych.
A czego możemy się spodziewać po nowym prezydencie Francji w polityce zagranicznej?
Sarkozy koncentruje się na bezpieczeństwie. Dlatego jego priorytety to walka z nielegalną imigracją i terroryzmem. Program działania w polityce zagranicznej nie będzie sprowadzał się do paru prostych haseł z epoki Chiraca czy Mitterranda: Francuzi górą, Francja liderem, Francja idąca w zawody z Ameryką.
Oprócz walki z nielegalną imigracją Sarkozy będzie, na ile to możliwe, dbał o rozwój krajów Afryki i basenu Morza Śródziemnego. Postawa antyamerykańska nie będzie już wiodącym elementem we francuskiej polityce zagranicznej.
Jaki może być w kontaktach z Rosją?
O Rosji Sarkozy wyraża się w o wiele mocniejszych słowach niż Chirac lub jakikolwiek inny francuski przywódca w przeszłości. Ma to związek z jego osobistą historią. Jego węgierska rodzina zmuszona była opuścić ojczyznę, dlatego jest zagorzałym antykomunistą i demonstruje niechęć wobec Rosji.
Czy to oznacza, że Polska może liczyć na jego wsparcie w swoim twardym kursie wobec Rosji?
Na pewno nie będzie on budził tak ostrego sprzeciwu jak za czasów Chiraca. Sarkozy nigdy nie sięgnie po retorykę swego poprzednika. Nie będzie mówił o śmiesznym, małym kraju. Myślę, że opowie się po stronie Polski.
Sarkozy jest zwolennikiem dalszego poszerzania Unii?
Nie chce widzieć Turcji w Unii Europejskiej i promuje coś w rodzaju unii śródziemnomorskiej. Nie wiem, co to może oznaczać, ale jest to sposób na pozbycie się Turcji.
Czy będzie kontynuował proarabską politykę swoich poprzedników?
Demonstruje również postawę bardziej proizraelską, niż miało to miejsce w tradycyjnej francuskiej polityce zagranicznej. To wpłynie na linię naszej dyplomacji.
Mówi się, że we Francji nie było i nie będzie gospodarczych liberałów. Czy Sarkozy przełamuje ten stereotyp?
Po części tak. Nie jest fanatycznym uczniem Miltona Friedmana, guru radykalnych liberałów spod znaku Thatcher i Reagana. Rozumie jednak, że trzeba dać większą swobodę przedsiębiorcom, zmniejszyć podatki, ograniczyć biurokrację. Dlatego będzie prezentował podejście o wiele bardziej prorynkowe niż Chirac i socjaliści.
Będzie się więc raczej opowiadał za wolnym rynkiem, ale przy jednoczesnym dążeniu do chronienia przemysłu narodowego. Co nie zmienia faktu, że Sarkozy będzie najbardziej prorynkowym prezydentem w historii tego kraju.
Sarkozy zerwał z francuską tradycją państwa laickiego. Do tej pory bardzo ostry rozdział państwa i polityki od religii był nad Sekwaną czymś niemal świętym. Tymczasem Sarkozy mówił o wartościach katolickich...
Był na tyle ostrożny, że mówił o wartościach katolickich, a nie o religii katolickiej. My, Francuzi, rozgraniczamy wartości chrześcijańskie, wartości konserwatywne związane z rodziną, z etyką, od religii. Sarkozy tej linii nie przekroczył, a Francja pozostała krajem świeckim. Po prostu ostrożnie i umiejętnie została tu wykorzystana kwestia wartości.
Czyli, jeżeli chodzi o procesy społeczne we Francji, nic się za tej prezydentury nie zmieni?
Zmieni. Ale to nie Sarkozy zmieni społeczeństwo. Ono zmienia się samo. Faktyczna zmiana to nie zmiana lidera. Faktyczna zmiana zaszła w społeczeństwie. Francuzi wybrali potomka imigrantów. Jest on trochę Żydem, trochę katolikiem. Ma skomplikowane życie rodzinne.
Oznacza to, że społeczeństwo przestało dbać o to, czy ktoś jest, czy nie jest żonaty, czy jest lub nie jest Żydem, czy jest lub nie jest imigrantem. To ogromna różnica w stosunku do tego, z czym mieliśmy do czynienia przez dwie lub trzy ostatnie dekady.
Czy ta otwartość na zmiany dotyczy też innych dziedzin życia?
Zrozumieliśmy, że powinniśmy wprowadzać reformy, że powinniśmy postępować tak, jak Brytyjczycy czy Amerykanie. Że powinniśmy zaakceptować nowy, konserwatywny program działania, którego nie chcieliśmy mieć we Francji, a który teraz jest całkiem nieźle przyjmowany zarówno przez prawicę, jak i przez lewicę. Młodzi Francuzi podróżują dziś po Europie i nie tylko, mówią po angielsku, są bardziej otwarci na zmiany, cechuje ich także silny etos pracy.
Sarkozy będzie podążał za tymi trendami społecznymi. Jestem pewien, że nasza gospodarka stanie się bardziej dynamiczna. Ale jeszcze raz powtórzę: to nie polityka zmienia życie, to życie zmienia politykę. Zmiany nadeszły z dołu, a Sarkozy oczywiście był na tyle mądry, żeby zrozumieć te nowe nastroje.
Sądzi pan, że jako konserwatysta znajdzie lepszy język z prezydentem Polski niż inni przywódcy państw europejskich?
Najważniejsze nie jest to, że Sarkozy jest człowiekiem prawicy, lecz to, że jest w pewnym sensie bardziej europejski i nie pamięta czasów, kiedy europejska Wspólnota liczyła sześć państw, a kierowali nią Niemcy i Francuzi. Należy do pokolenia, dla którego Unia Europejska to koncepcja o wiele szersza.
Więc nie wchodzi tu tylko w grę orientacja polskiego rządu, lecz także jego własna wizja Europy, trochę inna i nacechowana większą tolerancją niż wizja Chiraca. Sarkozy nie będzie zachowywać się tak arogancko jak jego poprzednik w stosunku do wschodniej części Europy. Ponadto, ponieważ jest zwolennikiem silniejszej centralnej polityki europejskiej, o wiele bardziej będzie się liczyć z krajem takim jak Polska. Bez względu na to, kto nim będzie rządził.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|