Zawiść jest bardzo brzydką cechą. A niczym innym, jak tylko zawiścią, można wytłumaczyć ataki na Aleksandra Kwaśniewskiego za przyjęcie od ukraińskiego oligarchy prawie miliona złotych. Oburzają się po prostu ludzie, którym żaden oligarcha nigdy ani nie zaproponował, ani tym bardziej nie dał nawet tysiąca złotych. Na to trzeba było sobie zasłużyć - pisze Maciej Rybiński, publicysta "Faktu".
Poza tym wypomina się Kwaśniewskiemu, że to cudzoziemiec, Ukrainiec, a w dodatku zięć byłego prezydenta Kuczmy. A co Kwaśniewski miał zrobić, skoro żaden z
oligarchów z listy 100 najbogatszych Polaków nie kwapił się z dawaniem? Cała polska elita finansowa, jak wynika z doniesień prasowych, szarpnęła się tylko na 5 tysięcy złotych. Co można
zrobić za głupie 5 tysięcy? Najwyżej zalać robaka, który tak naprawdę jest wężem w kieszeni polskich biznesmenów.
Doprawdy, w tak rozpaczliwej sytuacji finansowej, w jakiej znalazł się Kwaśniewski, każdy z nas przyjąłby milion od cudzoziemca z pocałowaniem ręki. Gazety i rozmaite samozwańcze autorytety, na szczęście nie wszystkie, bo na przykład tak wybitny moralista jak Andrzej Olechowski wyłączył się godnie z podłej nagonki, wybrzydzają teraz na Kwaśniewskiego.
A przecież znając jego problemy, autorytety mogły rozpisać zbiórkę powszechną na wsparcie byłego prezydenta i jego ambitnych planów. Nie ma żadnej wątpliwości, że polscy bezdomni i bezrobotni, kasjerki z supermarketów, górnicy i hutnicy, lekarze strajkujący w celu uzyskania podwyżki płac, rolnicy - wszyscy wysupłaliby ostatnie grosze, aby wesprzeć Kwaśniewskiego w trudnych chwilach. Odpowiednio zachęcone dzieci rozbiłyby skarbonki i nie byłoby potrzeby sięgania do kieszeni oligarchy Pinczuka.
Mam nadzieję, że za te pieniądze Aleksander Kwaśniewski będzie promował przywrócenie demokracji w Polsce. Że sfinansował z nich konferencję prześladowanych demokratów na Uniwersytecie Warszawskim z udziałem Lecha Wałęsy. Ruch na rzecz demokracji, którym była także "Solidarność", również przyjmował pomoc z zagranicy. Od związków zawodowych i organizacji praw człowieka na Zachodzie. Nie udało się mimo tego wsparcia zbudować w Polsce prawdziwej demokracji, bo co to za demokracja, w której wybory wygrywają Kaczyńscy.
Sprawiedliwe jest więc i historycznie uzasadnione, aby teraz prawdziwą już demokrację budować w Polsce z pomocą ze Wschodu. Wałęsie się nie udało, może teraz uda się Kwaśniewskiemu, zwłaszcza że wspiera go historyczny przywódca "Solidarności". Trzeba mieć nadzieję, że Wałęsie nie będzie to zapomniane - ani przez wdzięcznych rodaków, ani zwłaszcza oligarchów ukraińskich. Może zachęceni dobrym przykładem dołączą się także oligarchowie rosyjscy. Im w końcu również leży na sercu demokracja w Polsce.
Doprawdy, w tak rozpaczliwej sytuacji finansowej, w jakiej znalazł się Kwaśniewski, każdy z nas przyjąłby milion od cudzoziemca z pocałowaniem ręki. Gazety i rozmaite samozwańcze autorytety, na szczęście nie wszystkie, bo na przykład tak wybitny moralista jak Andrzej Olechowski wyłączył się godnie z podłej nagonki, wybrzydzają teraz na Kwaśniewskiego.
A przecież znając jego problemy, autorytety mogły rozpisać zbiórkę powszechną na wsparcie byłego prezydenta i jego ambitnych planów. Nie ma żadnej wątpliwości, że polscy bezdomni i bezrobotni, kasjerki z supermarketów, górnicy i hutnicy, lekarze strajkujący w celu uzyskania podwyżki płac, rolnicy - wszyscy wysupłaliby ostatnie grosze, aby wesprzeć Kwaśniewskiego w trudnych chwilach. Odpowiednio zachęcone dzieci rozbiłyby skarbonki i nie byłoby potrzeby sięgania do kieszeni oligarchy Pinczuka.
Mam nadzieję, że za te pieniądze Aleksander Kwaśniewski będzie promował przywrócenie demokracji w Polsce. Że sfinansował z nich konferencję prześladowanych demokratów na Uniwersytecie Warszawskim z udziałem Lecha Wałęsy. Ruch na rzecz demokracji, którym była także "Solidarność", również przyjmował pomoc z zagranicy. Od związków zawodowych i organizacji praw człowieka na Zachodzie. Nie udało się mimo tego wsparcia zbudować w Polsce prawdziwej demokracji, bo co to za demokracja, w której wybory wygrywają Kaczyńscy.
Sprawiedliwe jest więc i historycznie uzasadnione, aby teraz prawdziwą już demokrację budować w Polsce z pomocą ze Wschodu. Wałęsie się nie udało, może teraz uda się Kwaśniewskiemu, zwłaszcza że wspiera go historyczny przywódca "Solidarności". Trzeba mieć nadzieję, że Wałęsie nie będzie to zapomniane - ani przez wdzięcznych rodaków, ani zwłaszcza oligarchów ukraińskich. Może zachęceni dobrym przykładem dołączą się także oligarchowie rosyjscy. Im w końcu również leży na sercu demokracja w Polsce.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|