Dziennik Gazeta Prawana logo

"Niemcy nie zostawią Warszawy w potrzebie"

13 października 2007, 15:01
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Doskonale wiemy o obawach Warszawy. Nowy niemiecki rząd mówi jasno: Solidarność energetyczna w ramach Unii Europejskiej ma znaczenie kluczowe - mówi w wywiadzie dla DZIENNIKA Günter Gloser, minister ds. europejskich w rządzie Angeli Merkel, polityk SPD.
Rafał Woś: Rosja obrała kurs na ostrą konfrontację z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Czy wraca widmo zimnej wojny?
Günter Gloser: Nie. Musimy za wszelką cenę uniknąć nakręcania spirali strachu. Nie wolno nam popadać w retorykę sprzed 1990 roku. Czas zimnej wojny, kiedy Zachód i ZSRR obserwowały każdy swój ruch z ręką na atomowym przycisku, odeszły do historii. Teraz potrzeba nam przede wszystkim odbudowy zaufania i dlatego musimy z Moskwą rozmawiać. Po pierwsze - o energetyce, po drugie - o strategicznym partnerstwie z Rosją.

Czy Rosji w ogóle można ufać?
Nie mamy wyboru. Musimy rozmawiać, bo w przeciwnym razie będzie jeszcze trudniej. W tym punkcie linia niemieckiej dyplomacji pozostaje niezmienna od dziesięcioleci. Musimy siadać z Rosjanami przy jednym stole i uparcie dyskutować mimo licznych różnic zdań. Jeśli nie dojdziemy do porozumienia za pierwszym razem, nie wolno nam się zrażać. To jedyna droga.

Jak rozmawiać z Rosjanami?

Otwarcie, o wszystkim i krytycznie. Powinniśmy mówić głośno: W Rosji nie podoba nam się to, że ludzie nie mogą wyrażać swoich poglądów i demonstrować przeciw rządowi. Albo: Nie podoba nam się, że Kreml bez zapowiedzi, chcąc zrealizować swe polityczne cele, zakręca gazowy kurek.

Z drugiej strony musimy jednak pamiętać, że Rosja też ma prawo do demonstrowania swojego niezadowolenia czy obaw. Na przykład w kwestii tarczy antyrakietowej. Rosja i Unia potrzebują się nawzajem. My potrzebujemy ich surowców, oni nas jako konsumentów.

Rosja Putina w ostatnich miesiącach coraz częściej przysparza kłopotów swoim byłym satelitom: najpierw Ukrainie, teraz Estonii. Czy Niemcy przyjdą nam z pomocą, gdy ta zdecyduje się na prowokację wobec Polski uzależnionej od Rosji gazowo?
Doskonale wiemy o obawach Warszawy. Nowy niemiecki rząd mówi jasno: Solidarność energetyczna w ramach Unii Europejskiej ma znaczenie kluczowe. Sednem tego projektu jest to, by każdy kraj Unii czuł bezpieczeństwo energetyczne. Dlatego nie ulega dla nas wątpliwości, że Europa potrzebuje mechanizmu wczesnego ostrzegania w tej dziedzinie.

Mam nadzieję, że uda nam się wypracować sposób, w jaki członkowie Unii mogliby wzajemnie sygnalizować niedobory surowcowe. Zaopatrzeni w taki system, będący częścią wspólnej polityki energetycznej UE, chcemy rozmawiać z Rosją jak równy z równym. Rosjanie dziś już wiedzą, że energetyczny szantaż wobec jednego członka Unii się nie powiedzie.

Jak to powinno wyglądać w praktyce?
Istnieje wiele projektów. Na konkretne rozwiązania praktyczne jest jeszcze za wcześnie. Na razie chcemy dać jednoznaczny sygnał woli politycznej. Europejczycy muszą czuć bezpieczeństwo energetyczne.

Czy może pan zagwarantować nam, że Niemcy nie zostawią Polski w potrzebie?

Tak. Powtarzam. Na pewno nie dojdzie do sytuacji energetycznego szantażu wobec żadnego członka Unii. Nie mówię tu o pustych deklaracjach. Ostatnie miesiące pokazały, że solidarność w ramach poszerzonej Unii wykuwa się na nowo.

Od jesieni 2005 roku Rosjanie utrzymują embargo na polskie mięso. To przecież jawne dyskryminowanie jednego z członków Unii. Jak długo ten stan jeszcze potrwa?

Politycznie zrobiliśmy bardzo wiele, by zakończyć embargo na polskie mięso. Zarówno Niemcy jako sprawujący prezydencję w Unii, jak i Komisja Europejska odbyły niejedną rundę trudnych rozmów ze stroną rosyjską. Proszę mi wierzyć, bardzo byśmy chcieli, żeby embargo zostało zniesione, bo bez niego nie możemy iść dalej w rozmowach o strategicznym partnerstwie UE z Rosją. Zaufajcie Brukseli, robimy, co w naszej mocy.

Zdaniem szefowej polskiej dyplomacji, jednak to wciąż za mało, bo Rosja embarga nie znosi.

Byłem bardzo zawiedziony, gdy kilka dni temu dotarła do mnie krytyczna wypowiedź pani minister Fotygi. Nie zgadzam się z oceną pani minister, że robimy zbyt mało. Wyraźnie i od dawna powtarzamy Rosjanom: "Nawet jeśli waszym zdaniem nie wszystko z polskim mięsem jest w porządku, zróbcie krok naprzód. Sami na tym skorzystacie, bo będziemy mogli wówczas rozmawiać o strategicznym partnerstwie".

Czuję się zawiedziony wypowiedzią minister Fotygi, bo do tej pory ze strony żadnego z państw Unii nie słyszałem, iż Niemcy sprawujący unijną prezydencję są wobec Rosji zbyt spolegliwi. Krytyka szefowej polskiej dyplomacji pokazuje też, że między Polską i Niemcami nie wszystkie lody jeszcze puściły.

Trudno się dziwić. Ochłodzenie polsko-niemieckich stosunków to efekt złych wspomnień po rządach kanclerza Schrödera. Ich kulminacją była przecież decyzja o budowie Gazociągu Północnego. Niemcy dogadujący się z Rosjanami ponad głowami, to nigdy nie oznaczało dla Polski niczego dobrego.
To nie jest takie proste. Gazociąg Północny nie był projektem niemieckiego rządu, lecz jedynie niemieckich firm prywatnych, które mogą inwestować kapitał, w co tylko chcą. Projekt w naszej ocenie nie był wymierzony przeciw nikomu.

Ale kanclerz Schröder swoją obecnością legitymizował projekt, który został bardzo źle odebrany w Warszawie. Z polskiej perspektywy za bardzo zaufał on Rosjanom.
Każdy rząd stawia swój stempel na polityce zagranicznej. Żaden nie jest bez wad. Tamten także. Błędem było nazywanie Putina czystym jak łza dyplomatą. Ale motywacje tkwiące u źródeł zbliżenia z Moskwą były identyczne z tymi, które podziela też obecny rząd Niemiec: z Rosją trzeba rozmawiać.

W oczach Warszawy obraz jest dość jasny: zmiana "Schröderyzmu" na "Merkelizm" jest dobra dla Polski.
Obserwowałem oba te rządy z bardzo bliska. Najpierw jako parlamentarzysta SPD - a więc członek politycznego zaplecza rządu Schrödera. Teraz jako członek gabinetu pani Merkel. Oba te gabinety łączy niezwykła przychylność wobec Polski. To przecież nikt inny, tylko były kanclerz zapowiedział przed szczytem w Nicei, że nie dopuści do tego, by Polska miała mniej głosów niż Hiszpania. I słowa dotrzymał.

To także ten "zły" Schröder doprowadził do tego, że Polska w ogóle jest w Unii. Doskonale pamiętam, jak około roku 2000 wielu unijnych dyplomatów rozważało wpuszczenie do Unii mniej problematycznych krajów. To ten "zły" Schröder uparł się, żeby czekać na Polaków. Szkoda, że to poszło w zapomnienie.

Günter Gloser, minister ds. europejskich w rządzie Angeli Merkel, polityk SPD
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj