Dziennik Gazeta Prawana logo

"To nie jest sprawa dla sądu"

13 października 2007, 15:29
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Dziennikarze mają w rękach potężne media. Mogą ze sobą polemizować, nie angażując prawników - mówi DZIENNIKOWI redaktor naczelny tygodnika "Przekrój" Mariusz Ziomecki.
Michał Karnowski: Pozew Adama Michnika wobec redaktora naczelnego DZIENNIKA to kolejne wystąpienie twórcy "Gazety Wyborczej" wobec autorów publicystycznych ocen jego działalności. Jak można ocenić taką praktykę?
Mariusz Ziomecki: To fatalna praktyka, nie powinna mieć miejsca. Dziennikarze mają w rękach potężne media, a w przypadku Adama Michnika prawdopodobnie najbardziej opiniotwórcze medium w Polsce, nic nie ujmując waszej gazecie. Adam Michnik, kiedy zabiera głos, jest bardzo uważnie słuchany zarówno przez zwolenników, jak i nieprzyjaciół. A opinie przez niego formułowane mają często większe znaczenie niż wyroki sądowe. Teraz z jakiejś przyczyny nie chce się wdawać w polemikę, nie powinien jednak wysługiwać się sądami.

Jaka zatem, nawet jeśli założymy, że opinia Krasowskiego zabolała Michnika, mogłaby to być reakcja?
Mogę sobie wyobrazić jego gniew i uczucia, gdy czytał to zdanie. Ja miałbym podobne. W takich sytuacjach wybór jest prosty - albo odpowiada, albo nie. Można też liczyć, że inni dziennikarze sami z siebie wypowiedzą się w tej sprawie. Ale nie sąd! To bardzo niebezpieczna droga wpływająca na sytuację całych mediów. Bo w ten sposób czynimy sędziów arbitrami w naszych sporach. A moim zdaniem sędziowie nie powinni rozstrzygać sporów publicznych dotyczących wartości, poglądów politycznych czy nawet ocen postępowania osób publicznych w kwestiach nieobjętych kodeksem karnym.

Główna pretensja Michnika do Krasowskiego dotyczy zdania, że "poświęcił jedną trzecią życia na obronę byłych ubeków". Ale nie tylko. Pozew dotyczy też stwierdzenia, iż "trywializował się on w kolejnych dowodach na to, że kolaboracja i odwaga były w istocie tym samym". Skoro nie wolno wyrazić takiej opinii, to jak mamy dyskutować?
To są opinie, które nie są mi bliskie, ale na pewno jest to publicystyka, to opinia autora. I będzie ona podlegała ocenie odbiorców, zazwyczaj dosyć trzeźwej. Ale to szersze zjawisko, większość osób publicznych jest w Polsce nadwrażliwa na swoim punkcie.

Podobnie jest z oceną życia partyjnego. Często słychać marzenie, by wszystkie partie połączyły się w jedną, i zapanował spokój. Jak w PRL.
To jest chyba jeszcze głębsze. To się bierze z kultury sarmackiej, gdzie było potworne przeczulenie na punkcie honoru. I to rzucanie się z szablami na siebie jest częścią polskiego etosu. Ale jest i jeszcze jedno dno. Komunizm i rewolucje XX w. zlikwidowały klasy profesjonalne. Ci, którzy je zastąpili, mają często poczucie nieadekwatności, poczucie, że nie znają się na tym, co robią. Dlatego tak nerwowo reagują na krytyczne opinie. Spróbuj powiedzieć coś o złym nauczycielu, a się przekonasz.

To chyba nie dotyczy jednak Michnika?
Nie. W przypadku Adama Michnika jest inaczej. Nie chce polemizować z ludźmi, których uważa za niegodnych siebie przeciwników. A z drugiej strony mówiąc A, nie mówi B. Chce by ktoś inny za niego to załatwił. To niewłaściwe postępowanie.

Czytałem kiedyś dużo publicystyki Adama Michnika i zawsze pociągała mnie jej temperatura, żarliwość, jego pazur. A często niezważanie na to, jak bardzo można dotknąć innych. Radykalnie chwalił, radykalnie niszczył przeciwników. Dlaczego prawa do emocjonalności nie daje innym?
Myślę, że trzeba pamiętać, iż on jednocześnie wykonuje ogromną pracę nad sobą, ogromny wysiłek intelektualny. Ma poczucie, może trochę uzasadnione, że ludzie go krytykujący nie wkładają porównywalnej pracy w analizę jego poglądów, w studiowanie zagadnień, o których piszą. Więc to zniecierpliwienie jest trochę podobne do nerwowości naukowca, który ogromnie dużo wie o swoim obszarze badań, a musi polemizować z laikiem. No i ostatni element - dla wielu publicystów osoba Michnika jest stałym chłopcem do bicia. To po ludzku można zrozumieć.

A po dziennikarsku?
Po dziennikarsku nie. Jest zbyt ważną osobą w Polsce, by jego strategie obronne były nam obojętne. One mają wpływ na to, jak się u nas kształtuje obyczaj i system. Nasza demokracja ciągle się przecież kształtuje. Swoboda wypowiedzi może być spora lub mocno ograniczona. I w tym aspekcie zwyczaj podawania do sądu mnie bardzo martwi. I tu jestem konsekwentny - w żadnej sprawie dziennikarze nie powinni chodzić do sądu.

Szef "Wyborczej" nieraz bez pardonu atakował przeciwników, a nikt go po sądach nie ciągał.
Rzeczywiście, nie pamiętam takiego przypadku. Ale zwracam uwagę, że jednym ze źródeł siły jego publicystyki jest uczciwe rozważanie racji przeciwnej strony. Z Adamem Michnikiem warto polemizować.

To już chyba czas przeszły.
Ostatnio faktycznie mało polemizuje, a jeśli już to robi, to nie wprost, poprzez eseje historyczne, gdzie stara się przedstawić fundamenty swojego projektu.

Jest w pozwie od mecenasa Piotra Rogowskiego jeszcze jedno zaskakujące zdanie, odnoszące się do zarzutu, iż nie odpowiedzieliśmy na pismo przedsądowe: "Być może taki jest standard w niemieckich gazetach, jednak w polskich realiach jest to zachowanie budzące co najmniej zdziwienie". Wraca słynny "Der Dziennik".
Boleję, kiedy pojawiają się takie argumenty. Sam swego czasu, jako redaktor naczelny "Super Expressu", rywalizowałem z "Faktem". Wymienialiśmy różne złośliwości. Ale to się po pierwsze odbywało w poetyce tabloidu, a po drugie z przymrużeniem oka. A to... smutne. Choć wiem, że wielu ludzi z "Wyborczej" broni się przed takim językiem, przed argumentami nacjonalistycznymi. Dziwię się, że znalazły się w tym pozwie.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj